Rok z Żurkiem ministrem. "Nie miał niczego naprawiać, tylko…"Rok z Żurkiem ministrem. "Nie miał niczego naprawiać, tylko..."

W piątek 24 lipca mija rok od powołania na stanowisko ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. Zgodnie z zapowiedziami był on powołany, by "naprawić wymiar sprawiedliwości". - W rzeczywistości był powołany do zupełnie czego innego. Nie miał niczego naprawiać, tylko realizować zadania polityczne, których też nie wypełnił, lecz do realizacji zadań politycznych, których też do końca nie spełnił - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl mec. dr Michał Skwarzyński.
"To nie jest Prokurator Generalny"
Według oficjalnej nomenklatury Waldemar Żurek, podobnie jak i jego poprzednik Adam Bodnar, pełni jednocześnie dwie funkcje - ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego.
W tym przypadku jednak nasuwają się wątpliwości proceduralne, które poruszano jeszcze zaraz po nominacji sędziego Żurka.
W dniu odbierania nominacji i składania ślubowania w Pałacu Prezydenckim nadal był sędzią, przez co nie mógł w sposób ważny objąć funkcji Prokuratora Generalnego
- podkreśla mec. Michał Skwarzyński.
Ten błąd jest papierkiem lakmusowym jego ministrowania. Jeżeli zaczyna się od niezrozumienia prawa, to później działania ustrojowe są fatalne. Muszę mu jednak przyznać, że jako adwokat widzę, iż w rozstrzyganiu wielu spraw indywidualnych podejmował decyzje słuszne. Jednak jeżeli chodzi o ustrój państwa i państwo, to jego rządy są fatalne.
- ocenia prawnik.
"Reforma KRS? Trzymajmy się logiki"
Jedną ze sztandarowych ustaw, jaką miał przeforsować nowy minister była tzw. reforma KRS i statusu - jak to nazywają ich zwolennicy koalicji rządowej - tzw. neosędziów.
W projekcie ustawy minister Żurek chciał powtórzenia jego zdaniem nielegalnych konkursów sędziowskich przed nową już "legalną" KRS, a wcześniej unieważnienie uchwał KRS dotyczących powołań sędziów po 2017 r., jako niekonstytucyjnych. Takie pomysły z góry były raczej zaplanowaną "przegraną". Skrytykowali je nawet Rzecznik Praw Obywatelskich i Helsińska Fundacja Praw Człowieka. O Pałacu Prezydenckim nie wspominając.
Mec. Skwarzyński w rozmowie z portalem wPolityce.pl stwierdza, że w ogóle nie można mówić o jakiejkolwiek reformie.
Ale jaka reforma? Przecież przepisy są te same. Trzymajmy się logiki formalnej. Albo przepisy są niekonstytucyjne i KRS wybrana na podstawie przepisów konstytucyjnych jest niekonstytucyjna albo przepisy są konstytucyjne i wybrana na podstawie tych przepisów KRS jest konstytucyjna.
- zaznacza.
Ja przypomnę jedną rzecz, że praktyka zastosowania przepisów nie świadczy o tym, czy przepisy są albo nie są konstytucyjne
- dodaje.
"Sprawne sądy" vs. "wolne sądy"
Pod hasłem "sprawne sądy" Waldemar Żurek miał przeprowadzić kolejną reformę.
Nie ma reformy "sprawne sądy"
- zastrzega jednoznacznie mec. Skwarzyński.
Pierwotnie brzmiało to "wolne sądy" i rzeczywiście są one bardzo wolne, bo czeka się kilka lat, więc ta reforma się udała. Miała być reforma "wolne sądy" i sądy są wolne
- śmieje się prawnik.
Trzeba przyznać, że długość postępowań sądowych budzi już bardziej śmiech. W sądach powszechnych, jak podaje "Rzeczpospolita", w 2025 r. czas oczekiwania na orzeczenie w pierwszej instancji był o miesiąc dłuższy niż rok wcześniej i o blisko pół roku dłuższy niż 15 lat temu. Biorąc dodatkowo pod uwagę obiecaną "szeroką cyfryzację sądownictwa", brzmi to jak ponury żart.
Kto będzie na drugie danie Tuska?
Jednak Waldemar Żurek nie musi się czuć zagrożony z powodu niewypełnionych obietnic i reform. Jeszcze w październiku zeszłego roku Donald Tusk opublikował w serwisie X filmik, na którym widać, jak wyjada z miski i mrugając okiem, mówi:
Niezły ten żurek, a będzie jeszcze drugie danie i deser
Jednak w sprawie - dla Tuska i wielu jego wyborców ocenianej jako najważniejszej - Żurek zawodzi swojego przełożonego. Chodzi oczywiście o złapanie Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego.
W rzeczywistości Waldemar Żurek był powołany do zupełnie czego innego. Nie miał niczego naprawiać, tylko realizować zadania polityczne, których też nie wypełnił, ponieważ nie siedzą ci, których chciałby posadzić premier Donald Tusk
- przyznaje mec. Skwarzyński
Co zatem z "drugim daniem" i "deserem", które zapowiadał szef rządu?
Idąc za encyklopedią: jaki koń jest, każdy widzi. Deseru nie potrafię na razie określić, ale na drugie danie będzie konina
- stwierdza mec. Michał Skwarzyński.
SC/wPolityce.pl/"Rzeczpospolita"
