Pyza i Wikło: Zjednoczona Prawica 2.0.Pyza i Wikło: Zjednoczona Prawica 2.0. "skonstruowany obóz może dokonać naprawdę głębokich reform w Polsce"

Rozstrzygające mają być najbliższe tygodnie. Już we wrześniu obóz rządzący w nowym kształcie przejdzie kluczowy test w czasie sejmowych głosowań.
Żeby złamać Pawła Kukiza, politycy opozycji posunęli się nawet do obdzwaniania redakcji i grożenia, że kto nie przyłączy się do hejtu, nie dostanie reklam komercyjnych. Ale Lider Kukiz‘15 w rozmowie z tygodnikiem „Sieci” mówi: „Nie pęknę!”.
Paweł, jak możesz?!”, „Za jakie ministerstwo się sprzedałeś?!” i „Wycofaj się!” – to najdelikatniejsze z okrzyków, jakie w stronę Pawła Kukiza, Jarosława Sachajki i Stanisława Żuka kierowali posłowie z ław opozycyjnych podczas ostatniego posiedzenia Sejmu. Tę furię wzbudziły głosowania trójki parlamentarzystów, najpierw – po reasumpcji – za odrzuceniem wniosku o przerwę w obradach, a potem za nowelizacją Ustawy o radiofonii i telewizji. I ruszyła lawina, w mediach elektronicznych i na portalach społecznościowych mnóstwo ludzi, często znanych, nazywających siebie już „byłymi znajomymi” posłów, postanowiła ich zaatakować. Jakby popełnili zbrodnię, w tym środowisku najwidoczniej tak należy traktować głosowanie po myśli PiS.
Czy wytrzymają?
Przechodziłem już różne rzeczy i zdawałem sobie sprawę z tego, że hejt będzie. Nie przypuszczałem jednak, że jest możliwa aż taka jego skala. Ja też do świętych nie należę i zdarzało mi się różnego rodzaju przytyki kierować w kierunku różnych osób. Lecz na pewno nie w takiej formie
– mówi tygodnikowi „Sieci” Paweł Kukiz. Wydaje się, że jeśli ta pierwsza, gigantyczna fala go nie zmiotła, to już sobie z nienawistnymi komentarzami poradzi. „Przyjaciele” dbają jednak o to, by o sprawie nie zapomniał.
To jest ostatni temat, na jaki chcę rozmawiać. Nie mam sobie nic do zarzucenia, więc chciałbym przejść do ważniejszych spraw, ale wtedy znów ktoś dzwoni albo pisze esemesa. I tak non stop
– opowiada polityk. Poseł Jarosław Sachajko opowiada nam, że pierwsze trzy dni były naprawdę trudne i nasycone atakami.
Nie mam żalu do zapracowanych Polaków, którzy nie za bardzo mogą się zagłębić w szczegóły i zauważyć, że Platforma nie poparła naszej poprawki do ustawy medialnej, a PSL było przeciwko. A przecież to ten przepis nie pozwoli przejmować mediów przez spółki skarbu państwa. To pokazało, że opozycja nie szuka żadnej wspólnoty, tylko chce zwiększać złe emocje i dzielić Polskę
– mówi Sachajko. I cierpliwie opowiada o swoich motywacjach:
W dalszej części obrad Sejm miał się zająć m.in. kwestią powołania Akademii Zamojskiej. Zajmuję się tym od sześciu lat i w końcu udało mi się przekonać ministra Czarnka, że to dobry pomysł. Jak więc mógłbym chcieć domagać się w takim momencie odroczenia obrad do września, skoro za kilka tygodni ma ruszyć uczelnia? Utopiłbym swój własny pomysł!
– tłumaczy.
To racjonalne tłumaczenie nie było i nadal nie jest wystarczające dla rozwścieczonych internautów, którzy na pośle wieszają psy. Czy robi to na nim wrażenie? Owszem, ale poprzednie sytuacje solidnie go już zahartowały.
Pierwszy raz zaatakowano mnie, gdy chciałem zlikwidować bezdomność psów i kotów. Wtedy duże organizacje, które nazywają się prozwierzęcymi, przestraszyły się, że stracą rację bytu i duże pieniądze, które uzyskują dzięki wrodzonej u ludzi empatii do zwierząt. Wtedy była wielka nagonka, pod petycją przeciwko mnie podpisało się prawie 200 tys. ludzi. Drugi raz – gdy powiedziałem, że nie zgadzam się na zabijanie dziewczynek i chłopców w łonach matek. Przed moim biurem paliły się wtedy znicze, odbywały się manifestacje, pod domem kładziono mi maskotki
– opowiada Sachajko.
Teraz skala ataku jest większa niż przy tamtych sytuacjach razem wziętych. Ale nie płaczemy, że jest ciężko. Poszliśmy do polityki po zmianę ustroju, a nie jakieś tanie apanaże. Jeżeli tylko PiS naszej umowy programowej nie złamie, to wytrzymamy.
Trzeci z kukizowców, Stanisław Żuk, najmniej znany z trójki, też odebrał swoje. Lokalne portale w regionie jeleniogórskim aż kipiały od „analiz”, w których nazywany był „symbolem upadku polskiego parlamentaryzmu”, a jego zachowanie „obrzydliwym i haniebnym” jak u „innych hunwejbinów Kaczyńskiego”.
Hejt zewsząd
Jeżeli człowiek ma czyste sumienie, wie, po co idzie do polityki i jest bliski osiągnięcia celu, to coś takiego nie jest w stanie go złamać
– mówi nam stanowczo Paweł Kukiz.
W latach 2014–2015 r., gdy zaczynałem aktywnie wchodzić w politykę, Sony Music zerwało ze mną kontrakt, odwoływano moje koncerty, to była próba eliminacji mnie jako muzyka. Nie udało się. Teraz też się nie uda
– dodaje.
Internet szybko obiegła swego rodzaju licytacja, kto będzie bardziej złośliwy, kto bardziej mu dopiecze. Słuchacze jednej z rozgłośni dowiedzieli się, że ich stacja właśnie przestaje grać Kukiza. Szybko nadeszła aktualizacja:
To nieprawda! Bowiem nie gramy piosenek Pawła Kukiza i zespołu Piersi od stycznia roku 2016. (…) Kukiz został posłem i uznaliśmy, że nie chcemy mieć z jego poglądami nic wspólnego, dodatkowo mając świadomość, że większości naszych słuchaczy jest z nimi nie po drodze
Rzeczywiście, w tym przypadku ataki wykraczają bardzo daleko poza sferę polityki, której uczestnicy muszą być bardziej odporni. Tutaj wchodzi w grę ostracyzm bardzo wpływowego i – niestety – opiniotwórczego środowiska, które dając akceptację, daje prestiż. A stygmatyzując, wypycha na margines, np. zabierając muzykowi możliwość koncertowania, a więc i zarabiania. Kukiz dowiedział się więc, że zrywają z nim znajomość (wręcz przepraszając internautów za stan dotychczasowy!) m.in. Janusz Panasewicz z zespołu Lady Pank, który pierwsze kroki stawiał na scenie zielonogórskiego amfiteatru podczas festiwali piosenki radzieckiej, albo Krzysztof Skiba, kiedyś anarchista i opozycjonista, któremu już dawno życie pomyliło się z kabaretem tak bardzo, że potrafi drwić nawet z ofiar katastrofy smoleńskiej. Do nagonki podłączyły się też autorytety formatu Magdy Mołek czy Jakuba Władysława Wojewódzkiego. Słowem, salon w pełnej krasie.
Jak ustaliliśmy, żeby złamać Pawła Kukiza, politycy opozycji posunęli się nawet do obdzwaniania najważniejszych redakcji i grożenia, że kto nie przyłączy się do hejtu, nie dostanie reklam komercyjnych. Odebranie takich jednoznacznie brzmiących pogróżek potwierdziliśmy w co najmniej dwóch dużych prywatnych mediach.
Jeden z bliskich współpracowników Pawła Kukiza z pierwszych lat w dużej polityce dzisiaj nie chce się o nim wypowiadać pod nazwiskiem. Ale widzi to, co się dzieje, wśród znajomych to jest temat numer jeden. Nakręcany w mediach hejt i jego echa docierają oczywiście także na Opolszczyznę.
Ludzie, którzy kiedyś Pawłowi zaufali, wierzyli, że poniesie ideę JOW [ jednomandatowych okręgów wyborczych – przyp. red.] do zwycięstwa, piszą do mnie, że mieliśmy rację, że już nas przy nim nie ma. Ja ich poniekąd rozumiem, ale nie krytykowałbym go akurat za ustawę, która psuje trochę zdrowia TVN. W kwestii dekoncentracji i repolonizacji mediów on jest akurat konsekwentny jak w mało czym
– opowiada.
Nacisk na przyszłość
Jeden z naszych rozmówców – kiedyś w ścisłym kierownictwie ruchu Kukiza – wylicza swoje zarzuty wobec byłego lidera. Na czele listy jest niezrozumiały, nawet po czasie, romans z PSL.
Wszyscy pamiętamy, co Paweł o nich mówił, że to zorganizowana grupa przestępcza, a potem poszli razem. Jeśli można mówić o jakimś jego upadku czy zdradzeniu ideałów, to wtedy, a nie teraz
– dodaje. Nie bierze pod uwagę jednego, że bliska współpraca środowiska Kukiz ’15 z PiS nie była wówczas możliwa z powodu niechęci większego z ugrupowań. Sam Kukiz wielokrotnie powtarzał, że to był powód powstania tej egzotycznej koalicji z ludowcami. Gdyby nie to, PSL w Sejmie by nie było, a PiS miało spore szanse nawet na większość konstytucyjną.
Osoby, które Kukiza znają z czasów bardzo udanego startu w wyborach prezydenckich, nie są pewne jego odporności na zmasowany atak, zwłaszcza gdy dotyka on także rodziny.
Poszli na wojnę z mediami, to nigdy nie jest dobry pomysł. A te media muszą odpowiedzieć, więc wybrały sobie najsłabsze ogniwo z atakującego ich układu i konsekwentnie w niego nawalają. On nie jest i nigdy nie będzie politykiem, po którym cały wylewany na niego szlam spłynie i nie zostawi śladów. Może sprawia wrażenie zahartowanego, ale chyba nie na takie rzeczy.
Gdy rozmawiamy z Pawłem Kukizem ( jego żona siedzi obok), poseł sprawia wrażenie bardzo pewnego siebie.
Jesteśmy ze sobą od 1982 r. i nic nigdy nie było w stanie nas złamać, bo jesteśmy rodziną
– mówi stanowczo.
Histeria rozpętana w mediach wydaje się ogromna, dziennikarze są w tym temacie nadaktywni, to nie przypadek
– mówi nam jeden ze znanych polityków.
To osobista „zasługa” Donalda Tuska i jego współpracowników. Wiem, że uruchomili wszelkie kontakty i użyli wszystkich wpływów, by tę reakcję jak najbardziej nakręcić
– mówi. Scenariusz ręcznego sterowania został w krótkim czasie zastosowany przez nowego starego szefa PO po raz drugi. Najpierw wymusił na kierownictwie Senatu przesunięcie o dzień głosowania nad kandydaturą dr. Karola Nawrockiego na szefa IPN. Chodziło o to, by dać sobie czas na osobiste telefony do senatorów i wymuszanie na nich głosowania na nie, co byłoby zerwaniem niepisanej umowy w sprawie poparcia PiS dla kandydatury prof. Marcina Wiącka na RPO w zamian za nieblokowanie Nawrockiego. Ostatecznie kilka głosów Tusk w ten sposób „załatwił” (zdanie zmienił m.in. senator niezależny Krzysztof Kwiatkowski), ale nie dał się złamać Antoni Mężydło i plan nie wypalił.
Nienawiść wylewana na lidera ruchu Kukiz ’15 to przypadek najgłośniejszy, ale niejedyny. Ustawa „medialna” przeszła w Sejmie kilkoma głosami, w tym posła Łukasza Mejzy, który startował z list PSL w rodzinnej Zielonej Górze, a obecnie jest niezrzeszony. Były prezydent Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz, senator niezależny, który w wyborach prezydenckich poparł Szymona Hołownię, napisał w mediach społecznościowych:
Przepraszam za nieparlamentarny język, ale czas najwyższy cuchnącą szmatę nazwać szmatą
Skazani na siebie
Dla Pawła Kukiza współpraca z Jarosławem Kaczyńskim to ostatnia szansa na realizację jego programu, z którym w 2015 r. wchodził do polityki. Dla PiS trójka posłów rockandrollowca z Opolszczyzny to jedyna nadzieja na wprowadzenie Polskiego Ładu, czyli fundamentalnego dla PiS programu, który da Polsce rozwojowy impuls na dekady.
Liderzy PiS i Kukiz ’15 są po imieniu, często rozmawiają. Łączy ich wiele – z jednej strony światopogląd, z drugiej – obawa przed oddaniem Polski w ręce ekipy PO, z trzeciej – sprawy wydawałoby się drobne, np. wyjątkowa wrażliwość na los zwierząt. Wbrew pozorom niekiedy to takie sprawy decydują o zacieśnianiu współpracy bądź o jej zakończeniu.
Na początku ich rozmowom towarzyszyła duża nieufność. Opowiada jeden z byłych posłów PiS, dziś w europarlamencie:
Paweł podchodził do Jarosława Kaczyńskiego z rezerwą. Nie znał go dobrze, więc był zakładnikiem wizerunku narzuconego przez media. Dziś ich relacje są wręcz serdeczne. Z drugiej strony w 2015 r. Kukiz mógł zostać wicepremierem. Jego bliscy współpracownicy mieli szanse na ministerialne teki. Ale on nie chciał o tym słyszeć. To zdziwiło prezesa, a wręcz usztywniło. Wydawało mu się, że Kukiz za chwilę może chcieć za dużo. Polityka bywa naprawdę przewrotna…
– uśmiecha się nasz rozmówca.
Co będzie dalej? – pytamy posła Kukiz ’15 z poprzedniej kadencji.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz to głęboka reforma państwa w tej kadencji, wspólne listy w 2023 r. i jedynka dla Kukiza w Opolu oraz koalicja w kolejnym parlamencie. W show-biznesie chyba już się nie odnajdzie. Zresztą sam mówi, że ma 60 lat i karierę już zrobił, a teraz chce jeszcze zmienić ustrój w Polsce
– słyszymy w odpowiedzi.
Rozstrzygające mają być najbliższe tygodnie. Już we wrześniu obóz rządzący w nowym kształcie przejdzie kluczowy test w czasie sejmowych głosowań.
Kukiz na fali
Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że żadnego handlu politycznego nie było. Żadnych ustaleń, by którykolwiek z panów wchodził do rządu, obejmował stanowiska, dostawał gdziekolwiek posady, nie było
– mówił w „Kwadransie Politycznym” w TVP 1 szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Łukasz Schreiber, który w imieniu PiS prowadzi negocjacje z Jarosławem Sachajką z Kukiz ’15.
Rzeczywiście nie ma nawet śladu jakichkolwiek targów o stanowiska. Wszystko, co zarzucano trójce posłów Kukiza, to projekcje opozycji bądź dziennikarzy (dwoje z nich, z Onetu, dostało już przedprocesowe wezwanie do sprostowania).
Kukiz postawił nam wręcz ultimatum: jeśli spróbujecie kupić któregoś z moich posłów, to być może wam się to uda, ale ja wtedy natychmiast wyrzucę go z Kukiz ’15 i nie zagłosuję za żadnym waszym projektem. W tym emocjonującym opozycję wątku mamy więc związane ręce
– mówi z przekąsem wpływowy poseł PiS.
O to, którą ustawę Kukiz dostanie jako pierwszą, pytamy jednego z ministrów:
Antykorupcyjną. We wrześniu będzie przyjęta. Zapewne już na tym pierwszym posiedzeniu
– pada zdecydowana odpowiedź.
Wprowadzenie tej ustawy oznacza m.in., że parlamentarzyści nie będą mogli już sprawować funkcji wójtów czy prezydentów miast, partie będą musiały prowadzić jawne rejestry umów oraz wpłat, skazani za korupcję będą mogli być pozbawieni praw publicznych i zamknie się przed nimi droga do instytucji oraz spółek państwowych. Jeden ze współpracowników Mateusza Morawieckiego opowiada nam o ostatniej rozmowie premiera z liderem Kukiz’15:
Panowie spotkali się w Opolu – nie na cmentarzu czy przy śmietniku, ale u proboszcza katedry opolskiej. Szef zapewnił Pawła w stu procentach, że na wrześniowym posiedzeniu uchwalą antykorupcję, referenda lokalne i pakiet ustaw rolnych. Kukiz musi jeszcze skonsultować z prezydentem, czy nie będzie zagrożenia skierowania ustawy antysitwowej do Trybunału Konstytucyjnego. Oba projekty porządkujące zasady obowiązujące polityków weszłyby w życie od kolejnej kadencji.
Chyba jeszcze nigdy w polskim Sejmie trzy głosy nie ważyły tak wiele. Potwierdza to Jarosław Sachajko:
W poprzedniej kadencji mieliśmy ponad 40 posłów i niewiele mogliśmy zrobić. Teraz jest zupełnie inaczej. Myślę, że stąd jest taki atak na nas. Próbuje się nie dopuścić do zmian ustrojowych. Bo jeśli te projekty przejdą, polityka będzie musiała się radykalnie zmienić.
Skoro wszystko idzie tak szybko i tak dobrze, to na co jeszcze mogą liczyć posłowie wychodzący właśnie z sejmowego marginesu?
Są rozsądne projekty, przy których praktycznie w ogóle się nie spieramy. To sędziowie pokoju, dzień referendalny czy niedziele handlowe dla sprzedaży bezpośredniej – tu pojawiłyby się rozwiązania dla samorządów, które mogłyby przejąć nadzór nad tą kwestią
– opowiada poseł PiS, choć zastrzega, że nie w każdej kwestii jest tak różowo:
Diabeł tkwi w szczegółach tych projektów, nad którymi musimy jeszcze trochę posiedzieć. Są drobne spory dotyczące np. ustawy o konopiach czy GMO. Kukizowcy bywają zaskoczeni, ile jeszcze pracy widzimy nad tymi ustawami. Ale ufamy sobie i wspólnie poprawiamy te projekty.
Przewrót kopernikański
Czy zapowiada się więc małżeństwo z przymusu, w którym nie będzie żadnych rys? W żadnym wypadku. Paweł Kukiz wcale nie zrezygnował z domagania się zmian w kierownictwie TVP (choć dziś wydają się one mało prawdopodobne), ale jeszcze ważniejsza jest dla niego zmiana ordynacji wyborczej.
Tu już nie będzie tak łatwo. Przecież to nierealne
– słyszymy od jednego z członków władz klubu PiS. Zaznaczamy więc, że na stole jest propozycja wprowadzenia ordynacji mieszanej, a w maju nawet Krzysztof Sobolewski (szef Komitetu Wykonawczego PiS) otwarcie mówił dziennikarzom, że partia rządząca poważnie to rozważa:
Przy ordynacji mieszanej mielibyśmy od 30 do 70 mandatów więcej, biorąc pod uwagę wyniki z lat 2015 i 2019
Na przypomnienie tych słów Sobolewskiego nasz rozmówca się uśmiecha:
Ja też byłbym tu za, ale dziś nie ma szans na zmianę konstytucji.
A może jednak jest? Wielu polityków opozycji skłania się ku JOW-om. Mówił o tym niedawno wicemarszałek Senatu Michał Kamiński (dziś z PSL), który chciałby powiedzieć Kukizowi „sprawdzam” i zgłosić projekt zmiany ordynacji oraz konstytucji. W tej sprawie pole gry jest więc otwarte.
Zwłaszcza że samo PiS przed laty (w 2006 r.) składało projekt ordynacji mieszanej. Według niego połowę posłów wybieralibyśmy w okręgach jednomandatowych, a pozostałych 230 w 16 wojewódzkich okręgach wielomandatowych.
Model mieszany nie jest taki zły
– mówi nam inny z polityków PiS, od dawna mający dobre relacje z Kukizem. Podkreśla, że jest on w tej sprawie elastyczny:
Chce uchwalić nowe przepisy w tej kadencji, ale z długim vacatio legis, więc obowiązujące dopiero od 2027 r. Nie widzę tu zagrożenia dla nas, a same korzyści. Jeśli dotrzymamy słowa, Paweł będzie jeździł po Polsce, zachwalał nasz sojusz i trwał w nim, choćby nie wiem co. Dzięki temu w kampanii 2023 r. pokazalibyśmy, że PiS to partia arcydemokratyczna. Kukiz zaś mógłby ogłosić swoje zwycięstwo z systemem. Przecież to scenariusz win-win.
.
Tak dużych zmian nie można robić pod siebie, tylko na przyszłość. To będzie zmiana kopernikańska, więc za szybko nie da się jej przeprowadzić
– mówi poseł Sachajko, tłumacząc, dlaczego rozpatrywana jest perspektywa roku 2027. Paweł Kukiz:
Jeżeli PiS zrealizuje moje postulaty, to ta współpraca z pewnością będzie się układała bardzo dobrze i bardzo długo. Z PiS pod wieloma względami jest mi po drodze. Nie mówiąc już o światopoglądzie, który mam raczej centroprawicowy.
Czy w takim razie już trwają rozmowy o listach wyborczych w 2023 r.? Padają oficjalne zaprzeczenia, choć poseł Kukiz ’15 z Zamościa konkluduje:
Ideowo na pewno jesteśmy podobni, więc bezsensem byłoby rozbijać głosy prawicowe. Gdyby nasza współpraca układała się dobrze, łącznie z kluczowym naszym postulatem zmiany ordynacji wyborczej, to bylibyśmy niepoważni, gdybyśmy chcieli jakkolwiek temu przeszkodzić.
Na musiku
Niektórzy parlamentarzyści Zjednoczonej Prawicy widzą szanse na wciągnięcie w swoją orbitę nawet polityków… Platformy, którzy coraz gorzej czują się w klubie KO. Padają nawet konkretne nazwiska – posła Bogusława Sonika czy senatora Bogdana Zdrojewskiego. Ale druga strona politycznej barykady też nie zasypia gruszek w popiele i szykując się do próby odwołania marszałek Sejmu, sonduje z kolei parlamentarzystów PiS pod kątem ich przejęcia.
Nęcą, kręcą, czasem straszą konsekwencjami po ich powrocie do władzy. Podobno wydzwania sam Tusk
– mówi nam poseł z południa Polski.
Tych, którzy uważnie obserwują scenę polityczną, nie dziwi już, że na liście kandydatów do poszerzenia koalicji nie ma Stanisława Tyszki, posła koła Kukiz ’15, który w pierwszej kadencji był wicemarszałkiem Sejmu. Dziś wspólnie z resztą opozycji naradza się nad odsunięciem PiS od władzy. Według niektórych posłów PiS wręcz prowokuje Kukiza, głosując w wielu sprawach razem z opozycją. Po co?
Żeby być wyrzuconym z koła Kukiz ’15 i móc powiedzieć, że Paweł jest zamordystą, który zwalcza ludzi o innych poglądach. Ale on nie da mu tej satysfakcji i nie wyrzuci go, Tyszka będzie miał u niego miejsce w kole do końca, chyba że sam odejdzie
– opowiada poseł, który siedzi na sali obrad w pobliżu koła Kukiz ’15.
Im dłużej rozmawiamy z przedstawicielami PiS oraz Kukiz’15,tym bardziej się dziwimy, że do ich współpracy nie doszło już przed sześcioma laty. Dziś – po doświadczeniach PiS z Gowinem, a Kukiza z PSL – obie strony tego żałują. Choć w polityce nic nie jest pewne, a prywatne ambicje czy interesy potrafią wysadzić w powietrze najlepsze projekty, wszystkie znaki wskazują, że oto rodzi się Zjednoczona Prawica w wersji 2.0. I, paradoksalnie, to właśnie tak – „na musiku” – skonstruowany obóz może dokonać naprawdę głębokich reform w Polsce.
Marek Pyza
Marcin Wikło
Artykuł z 34/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
