Grabowska o misji Berka: TK nie TVP, tu nie boksuje się z kobietamiProf. Grabowska o misji Berka: TK to nie TVP. Tu nie da się boksować z kobietami
Trybunał Konstytucyjny to nie telewizja publiczna, gdzie można było się boksować z kobietami, które broniły wejścia do budynku - powiedziała prof. Genowefa Grabowska w rozmowie z portalem wPolityce.pl. Oceniła w ten sposób szanse na siłowe przejęcie TK. Wykładowczyni i była europoseł odniosła się też m.in do możliwości zaprzysiężenia Macieja Berka na sędziego Trybunału.
wPolityce.pl: Jaki scenariusz Pani zdaniem jest możliwy w przypadku dalszego procedowania dr. Macieja Berka na stanowisko sędziego TK. Wśród tzw. demokratów i mediów im sprzyjających coraz częściej słychać o radykalnym działaniu. W Gazecie Wyborczej w tym kontekście można było nawet przeczytać coś na wzór wezwania, "i niech mu ręka nie zadrży". Co spodziewa się pani siłowego rozwiązania jak choćby w TVP?
Genowefa Grabowska, profesor prawa: Trybunał Konstytucyjny jako konstytucyjny organ państwa to jednak coś zupełnie innego niż telewizja publiczna, gdzie można było się boksować z kobietami, które broniły wejścia do budynku.
Tutaj mamy określony regulamin wewnętrzny, określone osoby mają wykonywać określone zadania, więc trudno, żeby policja przyszła i zajęła się przydziałem spraw tym osobom, które chciałyby orzekać w Trybale. Ja przynajmniej takiego rozwiązania sobie nie wyobrażam. To nie jest organ, który można na pstryknięcie palcami przeorganizować wedle własnego rozumienia prawa. Byłabym więc ostrożna z radami, które dawane są sędziom w ogóle, a zwłaszcza tym niezaprzysiężonym przez prezydenta. Podobnie jest w przypadku osoby, która miałaby rewolucjonizować Trybunał, bo taką chyba rolę przypisuje się panu doktorowi Berkowi.
Rolę, według wielu ekspertów, niemożliwą do odegrania
Oczywiście, jego kandydatura jest obarczona poważną wadą, mam na myśli brak odpowiedniego stażu w zawodzie prawniczym. Wada ujawniony już w momencie wszczęcia procedury będzie się za nim ciągnęła przez cały okres jego funkcjonowania. Tak jest jeśli ktoś zostaje przez parlament powołany wbrew prawu, nie spełniając wymogów formalnych przewidzianych w ustawach, w ustawie o Sądzie Najwyższym, w ustawie o sędziach Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli jest tak wadliwe powołanie, to ono siłą nie może być uzdrowione.
Jak powinien się zachować prezydent w tej sytuacji?
Prezydent nie ma możliwości, zaprzysiężenia osoby, która nie spełnia warunków, by być sędzią w Trybunale Konstytucyjnym. Mamy więc kolejny kryzys czy spór pomiędzy Sejmem, który wybrał taką osobę, nie sprawdziwszy, czy odpowiada kryteriom ustawowym, a prezydentem, u którego zaprzysiężenie dopiero czyni aktywnego sędziego z osoby wybranej przez Sejm. Na prezydencie ciąży wręcz obowiązek wynikający z wcześniejszych orzeczeń Trybunału. To właśnie na prezydenta składa się odpowiedzialność za dopuszczenie osoby wybranej przez Sejm do orzekania. Głowa państwa jest strażnikiem konstytucji, co jest w konstytucji uwidocznione i z tego tytułu ma obowiązki, by organy państwa były należycie obsadzone. Zatem prezydent nie ma wyboru, nie może zaprzysiąc wbrew konstytucji.
Dr Berek miałby kierować się zatem innymi przepisami? Inaczej je interpretuje?
GG: Dr Berek, podobno znakomity prawnik, czyta te same przepisy, które my czytamy i sam doskonale wie, że nie ma wymaganego stażu, by zostać sędzią w Trybunale. Jeżeli wiedząc to, brnie i godzi się na tego typu sytuacje, to znaczy, że działa politycznie. W tym momencie przestaje być prawnikiem, a jest po prostu wykonawcą politycznej woli premiera. To z kolei
wymyka się ocenom prawnym. I nie ma nic wspólnego z funkcjonowaniem tej osoby jako sędziego.
Czyli zapowiada się znowu ślubowanie wobec prezydenta bez prezydenta?
No nie, to już byśmy się pogrążyli w śmieszności, w której i tak tkwimy, bo przecież to są rzeczy, które nie tylko Polacy widzą i nie tylko Polacy oceniają, ale także instytucje międzynarodowe.
Myśli Pani, że którakolwiek z instytucji unijnych zareaguje?
Komisja Wenecka powinna się zastanowić, ku czemu ta tak zwana naprawa praworządności w Polsce zmierza. Dalsze trwanie w tej właśnie sytuacji ośmiesza wymiar sprawiedliwości w wydaniu takim, jak rządzący chcą urządzić. Więc nie tędy droga do uzdrowienia wymiaru sprawiedliwości. Każde takie dalsze działanie z użyciem siły, z pogardą dla prawa, każde takie działanie, które mówi: "Robimy tak, bo my tak prawo rozumiemy" to pogrążanie się w tym właśnie, co nas oddala od państwa demokratycznego, praworządnego.
Druga strona, od polityków po sprzyjające jej media, powtarza od dłuższego czasu słowo "sprawczość". Można postępować, delikatnie mówiąc, kontrowersyjnie, ale ostatecznie rozliczać się będzie z owej skuteczności czy właśnie sprawczości. To magiczne słowo wydaje się rozgrzeszać ze wszystkiego
Nie wiem, co premier rozumie przez sprawczość. Jeżeli to jest droga do osiągnięcia celu po trupach, bez względu na prawo, na zasadzie dążę do celu, bo tak mi wygodnie, to jest to bardzo złe rozumienie i prawa, i sprawczości. Jeżeli mamy być państwem praworządnym, a rzekomo przywrócenia praworządności ten rząd chciał i tym się zasłaniał, to mamy działać na podstawie prawa i w granicach prawa. Wszelkie próby przełamania kryzysu poprzez siłowe rozwiązani czynią sytuację rządzących jeszcze gorszą. Nawet jeżeli chwilowo doszłoby do utworzenia jakieś namiastki, którą rządzący chcieliby uznawać za swój Trybunał, to w końcu i tak przecież prawo dojdzie do głosu i to wszystko odeśle na śmietnik historii.
wPolityce.pl
