Pociągi wjechały w beton. Kolejarz podważa wersję służb o 12-latkuPociągi wjechały w przeszkody. Kolejarz podważa wersję służb o 12-latku
We wtorkowy wieczór dwa pociągi towarowe najechały na przeszkody znajdujące się na torach w rejonie Jedlanki (woj. lubelskie). Według ustaleń policji betonowe elementy miał zepchnąć z nasypu 12-letni chłopiec. Stanisław Popławski, związkowiec z tutejszej kolei, przedstawia jednak inną wersję wydarzeń. W rozmowie z wPolityce.pl zwraca uwagę m.in. na odległość między miejscami, w których doszło do obu wypadków.
Sprawą zajęły się służby
Policja otrzymała we wtorek wieczorem zgłoszenie o pociągach, które najechały w miejscowości Jedlanka na betonowe elementy leżące na torach. Do wykolejenia składów nie doszło i żadnemu z maszynistów nic się nie stało.
Sprawą zajęły się służby. Ze względu na podejrzenie naruszenia bezpieczeństwa infrastruktury kolejowej poinformowano m.in. Centralne Biuro Śledcze Policji oraz Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Policja wskazała 12-latka
Policja podała, że sprawcą był 12-latek z powiatu łukowskiego. W obecności rodzica miał się on przyznać do zepchnięcia z nasypu betonowych elementów dawnego peronu.
Jak ustalili policjanci, chłopiec przechodząc w pobliżu torów kolejowych, zepchnął nogami z nasypu betonowe fragmenty konstrukcji dawnego peronu. Spadające z góry elementy upadły na tory. Dodatkowo 12-latek ułożył na torach kilka kamieni
– napisał w komunikacie asp. szt. Marcin Józwik z Komendy Powiatowej Policji w Łukowie.
"To nie musiało być jedno zdarzenie"
Stanisław Popławski, który jest związkowcem NSZZ „Solidarność”, działającej w strukturach kolejowych w rejonie lubelskim, kwestionuje jednak przedstawianie obu przypadków jako jednego zdarzenia.
Media główne podają to jako jednolite zdarzenie, a między jednym zdarzeniem a drugim była spora odległość. Wprawdzie koincydencja czasowa była ta sama, ale odległość wynosiła około 11 km
– wskazuje Popławski w rozmowie z portalem wPolityce.pl.
Według jego informacji jeden z pociągów, o numerze 172006, przewożący kontenery załadowane na jednej z bocznic w Małaszewiczach i jadący na zachód Europy, miał wjechać w przeszkodę na kilometrze 130,136 na szlaku Pierniewice – Łuków. Drugi pociąg, zdaniem związkowca, miał natomiast najechać na przeszkodę na kilometrze 141,700.
Kto przeniósłby botonową płytę?
Popławski zwraca również uwagę na rozbieżności w informacjach dotyczących samych przeszkód.
W przestrzeń medialną najpierw poszło, że na torach leżały płyty betonowe, a później media i służby podały, że były to bloczki z rozbiórki nieczynnej stacji
- zauważa i dodaje, że duża płyta betonowa na kolei ma wymiary 2,5 m na 1 m szerokości.
Do jej przeniesienia potrzeba kilku osób lub maszyny. Bloczki z rozbiórki stacji to też nie byłby wybryk chuligański, bo nikt nie ryzykowałby noszenia tego na torowisko z ryzykiem zatrzymania przez SOK lub policję
- tłumaczy kolejarz.
źr. wPolityce.pl/TVN24
