Nowy donos na Polskę! Tym razem poszło o... tamy na rzekach
Nowy donos na Polskę do KE! Tym razem poszło o... tamy na rzekach. Sprawa może trafić do Trybunału Sprawiedliwości UE

Za złożeniem skargi na Polskę stoją organizacje pozarządowe ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, fundacja Greenmind, a także Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków.
Do Komisji Europejskiej trafiła kolejna skarga na Polskę - informuje „Gazeta Wyborcza”. Nowy donos dotyczy… zapór na rzekach.
W Polsce jest około 3,5 tys. budowli piętrzących wodę, z czego ponad 300 to zapory, a około 70 z nich to tzw. wielkie zapory. Ponad 30 procent zapór jest starsza niż 50 lat. Żadna z tych, które zostały zbudowane przed wstąpieniem Polski do UE, nie przeszła oceny oddziaływania na środowisko
— czytamy na portalu wyborcza.pl.
Kto złożył skargę?
Za złożeniem skargi na Polskę stoją organizacje pozarządowe ClientEarth Prawnicy dla Ziemi, fundacja Greenmind, a także Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków.
Okazuje się, że inspiracją do złożenia donosu była sprawa… zanieczyszczenia Odry.
Zgodnie z prawem unijnym ocena oddziaływania na środowisko i ocena wpływu zapory na przyrodę chronioną w obszarach Natura 2000 powinna być przeprowadzana przed wydaniem pozwolenia na przedłużenie działania zapory. W Polsce tak się nie dzieje. Jest to naruszenie dwóch dyrektyw: ocenowej i siedliskowej, dlatego składamy skargę do Komisji Europejskiej
— twierdzi w rozmowie z „Wyborczą” Maja Starosta, prawniczka z ClientEarth.
Jeżeli „automatycznie” przedłużamy zezwolenia na funkcjonowanie zapór oraz zbiorników i nie przeprowadzamy oceny ich wpływu na środowisko, nie jesteśmy w stanie choćby częściowo ograniczyć ich negatywnego oddziaływania na przyrodę ani na społeczności doświadczające przez wiele lat skutków funkcjonowania tych obiektów
— podkreśla z kolei inny rozmówca „GW”, Jacek Engel z fundacji Greenmind.
Donos w praktyce
Co oznacza złożenie skargi na Polskę? Gdy Komisja Europejska już ją podejmie, może wdrożyć procedurę naruszeniową.
W ramach tej ścieżki Bruksela podejmuje negocjacje z Polską, które mogą potrwać od roku do dwóch, a jeśli rozmowy nie przyniosą rezultatu, sprawa może trafić do Trybunału Sprawiedliwości UE.
gah/wyborcza.pl
