Nowacka zaciekle broni "diety planetarnej". Ależ dostała odpowiedź!Nowacka zaciekle broni "diety planetarnej". Ależ dostała odpowiedź!

FacebookTwitter

Gdyby buta i arogancja koalicji 13 grudnia miała twarz, wybór nie byłby łatwy, ale mocną kandydatką pozostaje minister edukacji narodowej Barbara Nowacka. Broniąc „diety planetarnej” w szkołach. nie przytoczyła sensownych argumentów, ale za to obraziła byłego premiera Mateusza Morawieckiego, a nawet… rodziców uczniów.

„Dieta planetarna” w szkołach budzi olbrzymie kontrowersje. Bo o ile dorośli ludzie, przynajmniej teoretycznie, mają prawo żywić się tak, jak chcą, o tyle na dzieciach nie powinno się eksperymentować – niezależnie, czy dotyczy to ich umysłów, czy żołądków. Problem nie leży zresztą nawet w tym, czy uczniowie lubią fasolę, czy też nie. Konsekwencje tego typu pomysłów idą bowiem znacznie dalej.

Szkolne obiady dla wielu uczniów stały się droższe i mniej smaczne. To efekt nowych zaleceń resortu zdrowia

- podaje dziś „Dziennik Gazeta Prawna”.

Z sondy przeprowadzonej przez dziennik wynika, że część gmin podnosi ceny obiadów szkolnych. Podwyżki sięgają nawet 20 zł dziennie, a miesięczny koszt dla rodzica może wynieść 400 zł. Samorządy muszą też doposażać kuchnie i renegocjować umowy z firmami cateringowymi

- czytamy.

Zdrowa fasola i "niedouczony Morawiecki"

Z narzucenia przez obecny rząd szkołom „diety planetarnej” dumna i zadowolona jest za to minister edukacji narodowej Barbara Nowacka (i ciekawe, czy ktokolwiek poza szefową MEN).

Ja wprowadzam edukację zdrowotną, gdzie bardzo dużo jest mówione o tym, w jaki sposób się zdrowo odżywiać, a Ministerstwo Zdrowia wprowadza w stołówkach zasady, które pokażą, że smażone mięso dwa razy w tygodniu to jest zdrowy kierunek. Ryba raz w tygodniu to jest zdrowy kierunek

- przekonywała wczoraj w rozmowie z Polsat News.

A jeżeli ktoś nie zgadza się z takimi pomysłami? Minister Nowacka nie będzie tracić czasu i energii na przekonanie go argumentami. Stwierdzi po prostu, że jest „niedouczony”.

Fasola z kaszą, która tak się nie podoba panu Morawieckiemu, jest zdrowa. A co to jest dieta planetarna? Znowu niedouczony Morawiecki nie wie. To jest jedzenie produktów lokalnych i krajowych, czyli tych, które są najbliżej domu, czyli od polskich rolników. No to atakować to trochę hańba

 - dowodziła minister. 

Redaktor Marcin Fijołek zapytał, czy nie ma w tym "ideologii".

Jaka ideologia? W zdrowym odżywianiu się?! No panie redaktorze!

 - zirytowała się Nowacka.

Fasola jest polskim daniem. Co złego? Cóż złego jest naprawdę w tym, że raz w tygodniu dziecko nie zje smażonego schabowego, a zje polską fasolę, fasolkę jakąś, zdrowe jedzenie?

 -bulwersowała się. Fasola sama w sobie nie jest "daniem", tylko warzywem, tak nawiasem mówiąc, ale "ministra" edukacji z całą pewnością wie najlepiej. Do tego stopnia najlepiej, że nie potrafi przyjąć, iż tu nie chodzi tylko o to, że dzieci raz w tygodniu nie zjedzą schabowego.

Tu ja bym w ogóle nie patrzyła na ideologię, a na zdrowie dzieci. Tak jest problem z otyłością, tak jest problem z nadwagą, tak jest problem z niezdrowym śmieciowym jedzeniem. Chyba nie chcemy, żeby polskie dzieciaki wyglądały tak, jak wygląda, nie wiem, część dzieci w społeczeństwie amerykańskim

 - stwierdziła Nowacka. Ciekawe, co na to ludzie, którzy niemal linczowali ministra Przemysława Czarnka, gdy w lutym 2021 r. poruszył problem otyłości i nadwagi wśród dzieci i cytując badania wskazał, że dotyczy to w większym stopniu dziewczynek niż chłopców. Czarnek, zwracając uwagę na istotny problem, straszliwie "obrażał" polskie dzieci, zwłaszcza dziewczynki. Kiedy Nowacka używa argumentu o epidemii otyłości do uzasadnienia niemądrych, ideologicznych pomysłów - nagle wszystko jest w porządku.

Dostało się także... rodzicom

Prowadzący dopytywał, czy nie jest trochę tak, że zmiany wprowadzane przez obecną minister, będą w odczuciu wyborców łączyć się ze sobą w jedną całość i wywoływać skojarzenia z realizacją konkretnej agendy, a Barbara Nowacka w kampanii zmuszona będzie, aby "mocno się tłumaczyć" z tych zmian.

Jestem dumna z tego, że szkoła się zmienia, bo to co wprowadzamy to jest szkoła znacznie bardziej praktyczna, pokazująca jak teorię przełożyć na praktyczne, potrzebne w życiu umiejętności i cieszę się, że wchodzi reforma Kompas Jutra. Tak, cieszę się, że dzieci będą się żywiły wszystkie zdrowo, bo przecież wiele szkół te swoje zasady żywienia też zmienia, dostosowuje do różnych potrzeb. Tam nie ma żadnego wariactwa w tym rozporządzeniu

 - stwierdziła.  

 Proszę po prostu wszystkich, żeby starannie przeczytali. Awantura o to, że w szkole, czyli dzieci spędzają w szkole w zależności od tego, która klasa, 5-7 godzin, raz zjedzą smażone, dwa razy w tygodniu zjedzą smażone mięso? Drodzy rodzice, odżywiajcie swoje dzieci zdrowo. Nie tylko szkoła żywi dzieci

- zakończyła, niezwykle z siebie zadowolona.

Wszystko więc sprowadza się do tego, że rodzice nie mają prawa być niezadowoleni, bo sami nie umieją żywić własnych dzieci. Dlatego wyręczyć ich musi państwo, w osobie pani minister Nowackiej.

 

 

Czy naprawdę chodzi tylko o chipsy czy schabowego?

Arogancki występ pani minister skomentował poseł niezrzeszony Marcin Józefaciuk.

 

Próbuje bronić coś o czym nie ma pojęcia czym to jest

- napisał na platformie X.

 

 

 

Józefaciuk, który zanim został posłem, przez długi czas pracował jako nauczyciel, zamieścił także dłuższy wpis, w którym – w odróżnieniu od szefowej MEN – przytacza bardzo konkretne argumenty.

 

I znowu stworzono problem, pożar, który trzeba gasić... Zgłaszają się do mnie rodzice, dyrektorzy i pracownicy szkolnych stołówek. Nie dlatego, że chcą bronić chipsów, słodkich napojów czy niezdrowego jedzenia. Zgłaszają realne problemy z wdrażaniem nowych zasad żywienia. Dziecko może dostać posiłek idealnie zbilansowany na papierze. Ale jeżeli go nie zje, jego wartość odżywcza wynosi dokładnie zero.Szkoły i rodzice wskazują na: wybiórczość pokarmową i odrzucanie nieznanych smaków, problemy sensoryczne związane z zapachem, wyglądem i konsystencją jedzenia, ryzyko zwiększenia ilości wyrzucanych posiłków, dzieci wychodzące ze stołówki głodne i uzupełniające posiłek słodką bułką kupioną poza szkołą, brak powszechnych, praktycznych szkoleń dla kucharek i intendentów, dodatkowe koszty, zmiany umów cateringowych i problemy organizacyjne, niejasne przepisy i sprzeczne komunikaty administracji

 - czytamy we wpisie posła. 

Nie zamierzam przyłączać się ani do krucjaty przeciwko potrawom roślinnym, ani do propagandy sukcesu. Więcej warzyw, mniej cukru i dobra jakościowo żywność to właściwy kierunek. Ale dobra intencja nie zastąpi dobrego przygotowania

- napisał parlamentarzysta.

Co należy zrobić? Po pierwsze, Ministerstwo Zdrowia, MEN i GIS muszą wydać jedną, precyzyjną interpretację przepisów. Dziś nawet komunikaty instytucji publicznych wzajemnie sobie przeczą. Po drugie, potrzebny jest okres adaptacyjny, podczas którego sanepid pomaga i wyjaśnia, a nie od razu karze. Po trzecie, państwo powinno zapewnić bezpłatne szkolenia praktyczne, gotowe receptury, kalkulator norm oraz wsparcie dietetyków

- wylicza Józefaciuk.

Po czwarte, dzieci z alergiami, ARFID i poważnymi trudnościami sensorycznymi muszą mieć indywidualnie dostosowane posiłki.Po piąte, nowe potrawy należy wprowadzać rozsądnie - małe porcje degustacyjne, składniki podawane oddzielnie, znany dziecku element posiłku i żadnego zmuszania do „czystego talerza”. Po szóste, trzeba natychmiast rozpocząć monitoring - ilu uczniów korzysta ze stołówki, ile jedzenia trafia do odpadów, ile dzieci rezygnuje z obiadów i ile reforma naprawdę kosztuje

- pisze dalej poseł.

Nie wystarczy sprawdzić, co szkoła położyła na talerzu. Trzeba sprawdzić, czy dziecko to zjadło. Zdrowe żywienie nie może polegać na tym, że zdrowy obiad trafia do kosza, a głodne dziecko idzie po drożdżówkę. Reforma ma służyć dzieciom, a nie tylko dobrze wyglądać w ministerialnej tabeli

 - podkreślił.

 

 

Minister Barbara Nowacka kolejny raz idzie z nową „reformą” jak dzik w żołędzie i kolejny raz nie chce nikogo słuchać lub wręcz obraża tych, którzy nie zgadzają się na proponowane zmiany – niezależnie, czy są to przeciwnicy polityczni, jak Mateusz Morawiecki, czy… rodzice uczniów, których poglądów szefowa MEN nawet nie zna. Urzędowanie zaczęła od walki z księżmi i katechetami, skończy, walcząc z rodzicami i nauczycielami? Tylko pogratulować!

jj/źr. wPolityce.pl, za: Polsat News, X

 

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.