Niebezpieczna turboburżuazja. Nowy Wspaniały ŚwiatNiebezpieczna turboburżuazja. "Reprezentanci interesów globalnej oligarchii, pragnącej zafundować nam nowy wspaniały świat"

To nie przypadek, że miliarderzy, którzy promują odchodzenie od ropy naftowej, sami inwestują w odnawialne źródła energii lub samochody o napędzie hybrydowym.
Na początku XXI stulecia pojawiła się generacja globalnych miliarderów robiąca nie tylko błyskawiczne kariery biznesowe, lecz także marząca o budowie nowego wspaniałego świata. Dlaczego mogą wpływać na nasze życie?.
Na skutek naszych doświadczeń historycznych przywykliśmy w Polsce do tego, że jednostka musi bronić swych praw i wolności przed omnipotentnym państwem, które ma tendencje do ciągłego rozszerzania swoich wpływów kosztem zwykłych ludzi. Dziś jednak coraz częściej naprzeciw pojedynczego obywatela stają wielkie międzynarodowe korporacje, które często mają budżety większe od wielu państw na świecie. Stać je na najlepsze kancelarie prawne, wobec których – w przypadku ewentualnych sporów – przeciętni zjadacze chleba nie mają większych szans. Wspomniane koncerny najczęściej stosują tzw. mechanizm optymalizacji podatkowej z tysiącami zagmatwanych operacji finansowych na całym świecie. Dzięki temu płacą niemal symboliczne podatki (niekiedy nawet w granicach 1–2 proc.) lub nie płacą ich wcale.
W porównaniu z owymi gigantami państwa narodowe, zwłaszcza średniej i małej wielkości, tracą stopniowo na znaczeniu. Dokumenty ujawnione przy okazji międzynarodowych afer Panama Papers czy Pandora Papers pokazały, że politycy czy dyplomaci odgrywają często rolę chłopców na posyłki na usługach wielkich korporacji.
Dwa przykłady z ostatniego czasu pokazują rosnące znaczenie owych firm. Podczas pandemii nawet znaczące państwa ustawiały się w kolejce do koncernów farmaceutycznych, by kupić od nich szczepionki, zgadzając się przy tym na kontrakty na niekorzystnych dla siebie warunkach. Drugi przypadek to zablokowanie w mediach społecznościowych prezydenta USA Donalda Trumpa. Okazuje się, że przywódca najpotężniejszego państwa świata nawet we własnym kraju mógł zostać odcięty przez medialne koncerny od możliwości komunikacji z obywatelami.
Nowa generacja demiurgów
Właściciele i menedżerowie tych koncernów są bardzo agresywni biznesowo, prezentując neoliberalne podejście do gospodarki, w którym nie ma miejsca na wrażliwość społeczną. Zarazem jednak przez sieć fundacji dobroczynnych ocieplają wizerunek swych firm, kreując się na dobrodziejów ludzkości. Nie jest to bynajmniej zjawisko nowe. Towarzyszy ono kapitalizmowi od dawna. Obecnie mamy jednak do czynienia z nową jakością: pojawieniem się dużej grupy globalnych miliarderów, jakich do tej pory nie było.
Gwałtowny rozwój nowoczesnych technologii na początku XXI w. sprawił, że niemal z dnia na dzień powstały nieznane wcześniej gałęzie biznesu, które w błyskawicznym tempie objęły zasięgiem cały glob. W każdej dziedzinie, gdy powstaje nowa sfera działalności, ten, kto wymyśla system i ustala normatywy, zajmuje w nim pozycję uprzywilejowaną, a nawet dominującą. To się stało źródłem wielu oszałamiających karier biznesowych. W krótkim czasie pojawiła się cała plejada bardzo młodych miliarderów, takich jak Bill Gates, Mark Zuckerberg, Jeff Bezos, Jack Dorsey i wielu innych. Nie wywodzili się oni z dynastii bogatych przedsiębiorców, gdzie wielki kapitał odkładany jest przez pokolenia, a majątek przekazywany z ojca na syna. Ich droga na szczyt była szybka. Niektórzy zostali milionerami już na studiach.
Globalizacja i cyfryzacja sprawiły, że swymi interesami objęli cały świat. Do tej pory krezusi w innych branżach, np. motoryzacyjnej czy energetycznej, stopniowo i mozolnie zdobywali kolejne rynki, budując swą pozycję przez długie lata. Ekspansja nowej generacji miliarderów była błyskawiczna, od razu stworzyli oni i zmonopolizowali rynki. Dzięki temu stali się jednymi z najbogatszych ludzi nie tylko w swoich krajach, lecz na całym globie.
Ten rodzaj kariery rodzi niekiedy poczucie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Że wszystko, co sobie zaplanowałem, może się spełnić. To, co mogło się spełnić w sferze biznesowej, zostało już jednak osiągnięte. Po przekroczeniu pewnego progu bogactwa cele finansowe przestają sycić. Ile można jeszcze kupić jachtów, odrzutowców czy rezydencji? Ktoś, kto ma na koncie dziesiątki miliardów dolarów, nie ma już takiej motywacji do nieustannego pomnażania majątku. Raczej się zastanawia, jak spożytkować swoje bogactwo, jak się zapisać w historii. W takiej sytuacji łatwo ulec pokusie bycia demiurgiem, który może zmieniać świat.
Produkty postępowych uczelni
Większość globalnych miliarderów nowej generacji to wychowankowie anglosaskich, zwłaszcza amerykańskich, uniwersytetów, gdzie od lat króluje poprawność polityczna, która ukształtowała ich biograficznie i kulturowo. Podczas studiów ich myślenie przesiąknięte zostało paradygmatami szkoły frankfurckiej, której kolejnymi odsłonami są dziś krytyczna teoria rasy czy teoria gender. Towarzyszy temu idea nieustannej emancypacji, czyli wyzwalania ludzkości z kolejnych ograniczeń starego porządku. Dziś na czoło wysuwa się zwłaszcza walka o „prawa mniejszości seksualnych”. Jedni przyjęli tę ideologię spontanicznie, całkowicie wierząc w jej założenia, inni zrobili to interesownie, wiedząc, że zdobędą dzięki temu przychylność zachodniego establishmentu lewicowo-liberalnego.
Absolwenci wspomnianych uczelni hołdują też neomaltuzjańskiej wizji świata, zgodnie z którą największym zagrożeniem dla życia na naszej planecie jest przeludnienie. Drugim niebezpieczeństwem są zmiany klimatyczne, zwłaszcza globalne ocieplenie, któremu należy ze wszystkich sił przeciwdziałać.
W tej optyce główną przeszkodą, by ratować i ulepszać świat, staje się chrześcijaństwo, a zwłaszcza Kościół katolicki, ponieważ sprzeciwia się kontroli populacji przez aborcję, antykoncepcję i sterylizację, a także głosi naukę moralną uznającą stosunki pozamałżeńskie czy akty homoseksualne za grzech. Nic więc dziwnego, że jest on postrzegany jako główny przeciwnik, którego wpływ na społeczeństwo należy ograniczyć. Z tego powodu konserwatywne poglądy są dziś w debacie publicznej marginalizowane. Nie ma w niej miejsca dla ludzi opowiadających się np. za świętością życia czy czystością przedmałżeńską. Wiąże się z tym coraz powszechniejsza w środowiskach postępowych aprobata dla cenzury oraz dławienia wolności słowa, sumienia i wyznania. Oczywiście w imię szczytnych projektów ulepszenia świata.
Tak ukształtowany światopogląd na zachodnich uniwersytetach w połączeniu z poczuciem możliwości demiurga, który podporządkowuje sobie rzeczywistość, rodzi specyficzny rodzaj misji. Jej celem jest zmiana dotychczasowego porządku społecznego. Podobnie myślą zresztą nie tylko wspomniani miliarderzy, lecz także niemal cała kadra menedżerska wielkich międzynarodowych koncernów, które mocno angażują się w wojny kulturowe, by zmienić otaczający nas świat. Dlatego wspierają m.in. różne kampanie medialne promujące np. postulaty środowisk LGBT czy prawo do aborcji bez ograniczeń.
W tym przypadku cele ideologiczne łączą się z merkantylnymi. Zwalczanie mocnych tożsamości, np. religijnych, moralnych czy narodowych, przyczynia się bowiem do kształtowania jednostek, które David Riesman nazywał zewnątrzsterownymi. To ludzie plastyczni, podatni na wpływy, łatwo poddający się manipulacjom. Dla koncernów to idealni nabywcy ze swą płynną mentalnością konsumencką, podążający za każdym wytworzonym trendem lub modą. Tak więc poza ideowymi założeniami mogą się kryć również korzyści finansowe. To nie przypadek, że miliarderzy, którzy promują odchodzenie od ropy naftowej, sami inwestują w odnawialne źródła energii lub samochody o napędzie hybrydowym. Z jednej strony prowadzą kampanie na rzecz rezygnacji ze spożycia produktów mięsnych, a z drugiej kupują wielkie plantacje soi, która jest najtańszym zamiennikiem mięsa.
Mesjańskie ambicje
Nowa ultraburżuazja ma więc niewyobrażalne pieniądze i ambicje zmieniania świata. Nie ma jednak formalnych narzędzi sprawowania władzy. Ale w dzisiejszym świecie wpływ na wydarzenia polityczne można posiadać, dysponując innymi instrumentami oddziaływania. Pierwszym z nich jest sieć organizacji pozarządowych, które zajmują się lobbingiem ideologicznym, wpływając na kulturę, edukację, prawo, a w konsekwencji na świadomość obywateli. Mają one aspiracje opiniotwórcze, zasoby finansowe i zdolność mobilizowania zwolenników, a w chwilach kryzysów potrafią kreować wydarzenia polityczne.
Mistrzem w tego typu działaniach jest miliarder starszej nieco generacji, a mianowicie George Soros, którego biografia mogłaby posłużyć jako kanwa współczesnej wersji „Fausta”. Wyjechał z biednych komunistycznych Węgier jako nastolatek z jedną walizką, by po latach stać się jednym z najbogatszych ludzi świata. Zdobyte pieniądze poświęca na budowanie tego, co Jan Paweł II nazywał „cywilizacją śmierci”: promowanie aborcji, eutanazji i sterylizacji. Jego celem jest zbudowanie nowego wspaniałego świata, który sam nazywa „społeczeństwem otwartym”. Z tego świata chciałby wyeliminować wszelkie wpływy religijne. Nie kryje też swych mesjańskich ambicji. Swemu biografowi Michaelowi Kaufmannowi wyznał, że chciałby zostać „sumieniem świata”, w wywiadzie dla „The Independent” zaś stwierdził, iż postrzega siebie jako „kogoś w rodzaju boga, stwórcy wszystkiego”.
Soros wywiera też zakulisowy wpływ na różne międzynarodowe organizacje i ponadnarodowe instytucje, np. agendy oenzetowskie lub unijne. Wiele na ten temat dowiedzieć się można z prac Europejskiego Centrum Prawa i Sprawiedliwości (ECLJ) – organizacji posiadającej specjalny status doradczy przy ONZ z siedzibą w Strasburgu. W lutym 2020 r. opublikowała ona głośny raport dotyczący Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W dokumencie ujawnione zostały powiązania aż 22 sędziów ETPC z organizacjami pozarządowymi finansowanymi przez Sorosa. Te materialne zależności – jak pokazali autorzy dokumentu – prowadziły do rażącego konfliktu interesów, ponieważ wielokrotnie owi sędziowie rozstrzygali w sprawach, których stroną były powiązane z nimi organizacje, oczywiście wydając wyroki na korzyść tych podmiotów. W efekcie stawia to pod znakiem zapytania niezawisłość i bezstronność ETPC, który zmienia się w instrument wspierania prywatnych interesów.
Władcy marionetek
Podobną drogą jak Soros podążają globalni miliarderzy nowej generacji, którzy swe zamiary realizują również za pomocą finansowanych przez siebie NGO oraz wpływania na ponadnarodowe instytucje. Ich modus operandi przebadany został niedawno przez wspomniane już ECLJ. W lipcu 2021 r. upubliczniło ono kolejny raport, który ujawnił liczne powiązania oenzetowskich ekspertów Rady Praw Człowieka ONZ (RPC ONZ) z fundacjami Gatesa, Sorosa i innych milionerów. Autorzy obnażyli mechanizm wywierania zewnętrznego wpływu na wspomnianą instytucję oenzetowską, wynikający z systemu finansowania tej organizacji, która dopuszcza darowizny ze strony prywatnych darczyńców, np. opłacanie przez nich ekspertów czy sponsorowanie zagranicznych podróży. Analiza finansowa wykazała, że w latach 2015–2019 aż 40 proc. budżetu przeznaczonego na procedury specjalne RPC pochodziło spoza środków budżetowych ONZ i było zapewnianych przez podmioty zewnętrzne, np. organizacje pozarządowe czy prywatne fundacje.
Oficjalnie niezależni specjalni eksperci ONZ pełnią swe funkcje bez pobierania wynagrodzenia. Rzeczywistość zaprzecza jednak tej teorii. Z raportu ECLJ możemy się dowiedzieć, że takich ekspertów pracujących dla RPC ONZ jest 121. Okazuje się, że 51 z nich w latach 2015–2019 otrzymało 14,6 mln dol. w formie darowizny od niektórych państw. W tym samym okresie 37 ekspertów dostało 134 przelewy na łączną sumę ok. 11 mln dol. jako darowizny od różnych organizacji pozarządowych i prywatnych fundacji, które siecią finansowych zależności powiązane są z kolejnymi 32 „niezależnymi” ekspertami Rady Praw Człowieka ONZ.
Ci hojnie opłacani eksperci, występując później w imieniu Organizacji Narodów Zjednoczonych, mają przemożny wpływ na treść oenzetowskich dokumentów, interpretację prawa międzynarodowego, ukierunkowanie orzeczeń sądów, ewolucję doktryn prawnych etc. W rezultacie są w stanie narzucić w skali globalnej obowiązującą agendę w dziedzinie praw człowieka, określając nowe priorytety i podejmując kolejne inicjatywy. Tak się dziwnie składa, że forsują oni koncepcję aborcji jako prawa człowieka, wspierają postulaty środowisk LGBT, opowiadają się za ograniczeniem wolności sumienia i wyznania etc. Jednym zdaniem: prezentują dokładnie to samo stanowisko, co ich sponsorzy.
Może się więc zdarzyć, że mając naprzeciw siebie działacza międzynarodowej organizacji pozarządowej, sędziego trybunału europejskiego lub niezależnego eksperta oenzetowskiego – w rzeczywistości mamy przed sobą kogoś innego: reprezentanta interesów globalnej oligarchii, pragnącej zafundować nam nowy wspaniały świat.
Artykuł z 48/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
