Najbliższa współpracowniczka atakuje Trzaskowskiego. "Koza ofiarna"Najbliższa współpracowniczka atakuje Trzaskowskiego. "Koza ofiarna"
„Aldona, miałaś pecha” - takie słowa Rafał Trzaskowski miał skierować do swojej wieloletniej zastępczyni Aldony Machnowskiej-Góry tuż przed jej odejściem z warszawskiego ratusza. Była wiceprezydent stolicy w rozmowie z Onetem nie kryje poczucia niesprawiedliwości. Przyznaje, że czuje się „trochę kozą ofiarną” i uważa, że z decyzjami personalnymi należało poczekać do zakończenia kontroli w Szpitalu Południowym.
Kulisy dymisji Aldony Machnowskiej-Góry po aferze w Szpitalu Południowym opisuje Onet. Z relacji byłej wiceprezydent wynika, że rozmowa z Rafałem Trzaskowskim odbyła się w piątek rano, tuż przed konferencją prasową, na której ogłoszono jej odejście oraz rezygnację Renaty Kaznowskiej.
„Aldona, miałaś pecha”
Machnowska-Góra relacjonuje, że prezydent Warszawy powiedział jej wprost:
„Rafał powiedział mi: Aldona, miałaś pecha, że byłaś w radzie nadzorczej. Odpowiedziałam, że składam dymisję. Mam poczucie, że nie jestem winna i to jest niesprawiedliwe, ale sytuacja tego wymagała. Trochę jestem kozą ofiarną”.
To mocne słowa jak na osobę, która przez osiem lat należała do najbliższego kierownictwa warszawskiego ratusza.
Była wiceprezydent podkreśla, że formalnie sama złożyła rezygnację, ale z jej relacji wynika, iż alternatywą było odwołanie. Jak podaje WP za Onetem, Machnowska-Góra nie spodziewała się takiego zakończenia współpracy.
„Należało poczekać”
Najbardziej niewygodne dla Trzaskowskiego są jednak słowa dotyczące samej odpowiedzialności za aferę w Szpitalu Południowym.
Machnowska-Góra tłumaczy, że rada nadzorcza nie zajmowała się kontraktami lekarzy ani ich wynagrodzeniami. Jej kompetencje miały dotyczyć przede wszystkim nadzoru gospodarczego i finansowego nad spółką.
Była wiceprezydent uważa też, że decyzje personalne zostały podjęte zbyt szybko i — w jej ocenie — należało poczekać na wyniki kontroli.
To istotne, bo Machnowska-Góra nie jest politykiem opozycji próbującym uderzyć w prezydenta Warszawy. To osoba, która przez lata współtworzyła jego ekipę i którą — jak sama przypomina — to Trzaskowski powołał do rady nadzorczej Szpitala Południowego.
Kozioł ofiarny po aferze?
Z jej relacji wyłania się więc obraz politycznej odpowiedzialności przerzuconej na najbliższych współpracowników w momencie, gdy wokół Szpitala Południowego wybuchł poważny kryzys wizerunkowy.
Machnowska-Góra podaje, że za zasiadanie w radzie nadzorczej otrzymywała 3500 zł netto miesięcznie. Jako wiceprezydent Warszawy zarabiała 29 tys. zł brutto. Po odejściu z urzędu, jak mówi, pozostaje bez pracy.
Jeżeli jej relację potraktować dosłownie, trudno nie zauważyć, że wieloletnia współpracowniczka Rafała Trzaskowskiego sama dziś kwestionuje sposób, w jaki została potraktowana. Słowa o „pechu” i poczuciu bycia „kozą ofiarną” mogą okazać się dla prezydenta Warszawy znacznie bardziej kłopotliwe niż kolejny atak ze strony politycznych przeciwników.
źr. wPolityce.pl za Onet.pl
