Ledwie 9,19 proc. poparcia dla PiS. To rezultat 80-letniego procesuLedwie 9,19 proc. poparcia dla PiS w Poznaniu to rezultat 80-letniego procesu upodobniania się stolicy Wielkopolski do Zielonej Góry i Gorzowa

Przedwojenny Poznań politycznie kształtowało tradycyjne, zasiedziałe od pokoleń mieszczaństwo, rzemieślnicy i kupcy, dla których spoiwem i tożsamościową podstawą były katolicyzm oraz etos narodowy.
„Rekordowo niskie poparcie dla PiS w Poznaniu” – z nieskrywaną radością doniosła 20 października 2026 r. „Gazeta Wyborcza”. To „rekordowo niskie” poparcie ma wskazywać sondaż Ogólnopolskiej Grupy Badawczej. Wedle tego sondażu, gdyby w październiku 2026 r. odbywały się wybory parlamentarne, w Poznaniu zdecydowanie wygrałaby Koalicja Obywatelska - 49,10 proc. poparcia, a za nią z dużo niższym poparciem znalazłyby się Konfederacja – 10,39 proc., Lewica – 10,24 proc., Prawo i Sprawiedliwość – 9,19 proc., Partia Razem – 8,74 proc., Konfederacja Korony Polskiej – 5,44 proc., Rozwój Plus – 4,61 proc., Polska 2050 – 1,37 proc. i Polskie Stronnictwo Ludowe – 0,88 proc.
Z sondażu OGB wynikałoby, że PiS zanotowało w Poznaniu spadek poparcia o połowę w ciągu zaledwie trzech lat (z ponad 18 proc. w 2023 r. do niewiele ponad 9 proc. obecnie). W efekcie partia Jarosława Kaczyńskiego przegrywałaby na lokalnej scenie politycznej zarówno z Konfederacją, jak i z Lewicą. A prowadząca Koalicja Obywatelska ociera się o próg bezwzględnej większości. Wniosek z sondażu OGB byłby taki, że Poznań jest najbardziej „ztuszczonym” dużym miastem w Polsce.
Poparcie dla PiS w Poznaniu wyglądało słabo, poczynając od wyborów parlamentarnych w 2015 r. (24,06 proc.). W wyborach samorządowych w 2018 r. wyniosło 22,05 proc. (do rady miasta), w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2019 r. – 24,38 proc. w wyborach parlamentarnych w 2019 r. – 24,11 proc., a 4 lata później – 18,63 proc., w wyborach samorządowych w 2024 r. – 18,04 proc. (do rady miasta) i w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2024 r. – 17,86 proc.
To, co się politycznie stało w Poznaniu, nie jest takie proste, jak się wydaje pracownikom „Gazety Wyborczej”. Współczesny Poznań przeszedł spektakularną ewolucję, która oderwała go od politycznych korzeni z dwudziestolecia międzywojennego, a zbliżyła do miast tzw. Ziem Odzyskanych, takich jak Zielona Góra czy Gorzów. Choć geograficznie i historycznie Poznań (jako stolica Wielkopolski) nie należy do Ziem Odzyskanych, to pod względem struktury społecznej, demografii oraz mentalności politycznej wykazuje z nimi uderzające podobieństwo.
W Poznaniu, podobnie jak w województwie lubuskim, doszło po II wojnie światowej do głębokiego przemielenia struktury społecznej, a transformacja po 1989 r. ukształtowała specyficzny profil tzw. nowoczesnego, zurbanizowanego i laickiego wyborcy. Przedwojenny Poznań politycznie kształtowało tradycyjne, zasiedziałe od pokoleń mieszczaństwo, rzemieślnicy i kupcy, dla których spoiwem i tożsamościową podstawą były katolicyzm oraz etos narodowy, przez dziesiątki lat stanowiące tarczę obronną przed germanizacją.
II wojna światowa, masowe wysiedlenia, eksterminacja elit oraz powojenna migracja sprawiły, że do Poznania napłynęły setki tysięcy ludzi z innych rejonów kraju (w tym z dawnych Kresów Wschodnich oraz ze wsi). Ten sam proces stuprocentowo dotknął takie miasta jak Zielona Góra czy Gorzów. Tradycyjna, konserwatywna tkanka społeczna przedwojennego Poznania została zastąpiona społeczeństwem napływowym, wykorzenionym z dawnych lokalnych tradycji religijno-narodowych. Ludność ta była znacznie bardziej podatna na laicyzację i tzw. nowoczesne prądy społeczne.
Zarówno Poznań, jak i obecne stolice województwa lubuskiego, to silne ośrodki miejskie, gdzie dominują beneficjenci (a właściwie ofiary) powszechności wyższego wykształcenia. Ich dyplomy i tytuły mniej znaczą niż przedwojenna matura, ale formalnie są szeroko rozumianą „elitą”. A „młodzi, wykształceni”, aspirujący do „elity”, stali się heroldami sukcesu osiąganego w dużym stopniu dzięki politycznemu koniunkturalizmowi. Dlatego są wręcz karykaturalnie liberalni, wolnorynkowi i proeuropejscy oraz wypowiedzieli otwartą wojnę wartościom tradycyjnym, narodowo-katolickim, konserwatywnym. W efekcie w Poznaniu stało się to, co od dawna funkcjonuje w Zielonej Górze czy Gorzowie, czyli lewica i liberałowie blokują i kontrują wpływy konserwatywnej prawicy.
Mieszkaniec przedwojennego Poznania często budował swoją tożsamość na wartościach utożsamianych z pojęciami „Polak-katolik” i „narodowy demokrata”. Współczesny mieszkaniec Poznania, wzorem miast zachodniej Polski, jest osobą w biegu do laicyzacji i „nowoczesności” bądź „progresywności”. Statystyki dotyczące apostazji, rezygnacji z lekcji religii w szkołach (w Poznaniu w szkołach średnich na religię uczęszcza tylko około 20 proc. uczniów) oraz wskaźnik „dominicantes” (osób praktykujących) upodabniają Poznań do głównych miast województwa lubuskiego, które od lat jest najbardziej zlaicyzowanym regionem w Polsce. Brak realnego wpływu Kościoła instytucjonalnego na codzienne wybory mieszkańców w dużym stopniu przekłada się na wyniki wyborcze – partie odwołujące się do tradycjonalizmu religijnego (jak PiS) nie mają tu szerokiej bazy.
Mentalność mieszkańców Poznania, Zielonej Góry czy Gorzowa ukształtowało też w jakimś stopniu geograficzne otwarcie na Zachód (bliskość granicy z Niemcami) oraz rozwój lokalnego biznesu. Przedwojenny „pozytywizm i organicznikostwo” Wielkopolan ewoluowały w stronę niemieckiego czy szerzej zachodniego pragmatyzmu. Wielkie idee zastąpiła filozofia odzwierciedlająca się w powiedzeniu, że „małe jest piękne”. O ile przed wojną pragmatyzm nakazywał głosować na endecję (jako siłę zorganizowaną, broniącą polskich interesów i biznesu przed niemieckimi wpływami i niemieckim kapitałem), o tyle obecnie pragmatyzm nakazuje popierać Koalicję Obywatelską lub ugrupowania liberalne, bo to zakorzenia w Unii Europejskiej.
Współczesny Poznań socjologicznie przesunął się „na Zachód”. Przemielenie dawnej struktury społecznej w wyniku II wojny światowej oraz napływ nowej ludności w czasach komunistycznych stworzyły społeczeństwo o kodzie kulturowym niemal identycznym z tym na Ziemiach Odzyskanych. A przecież w latach 20. i 30. XX wieku Poznań oraz cała Wielkopolska stanowiły zaplecze polityczne prawicy narodowej (endecji). Doświadczenia walki z germanizacją wykształciły tu silną tożsamość narodową związaną z katolicyzmem oraz niechęć do radykalnych ruchów lewicowych. Z tego powodu największe wpływy politycznie miał obóz powiązany z Romanem Dmowskim – Związek Ludowo-Narodowy, a później Stronnictwo Narodowe. Przy tym Poznań był skrajnie antypiłsudczykowski. Podczas przewrotu majowego w 1926 r. poznańskie pułki wyruszyły do Warszawy, aby bronić rządu przed oddziałami Józefa Piłsudskiego. Przez całe dwudziestolecie obóz sanacyjny (BBWR) odnotowywał tu jedne z najniższych wyników wyborczych w kraju. A Komunistyczna Partia Polski (KPP) czy Polska Partia Socjalistyczna (PPS) miały w Poznaniu marginalne znaczenie, m.in. dlatego, że tutejsi robotnicy byli zorganizowani wokół chrześcijańskich związków zawodowych.
Po II wojnie światowej komuniści narzucili system monopartyjny, uniemożliwiając wolne wybory. Oficjalne wyniki z tego okresu (np. sfałszowane wybory w 1947 r.) pokazywały rzekome masowe poparcie dla Bloku Demokratycznego, jednak rzeczywiste nastroje były skrajnie odmienne. Prawdziwe sympatie polityczne mieszkańcy Poznania wyrazili 28 czerwca 1956 r. Pierwszy w PRL masowy bunt robotniczy w zakładach im. Stalina (Cegielskiego) wybuchł pod hasłami ekonomicznymi („Chleba”), ale szybko zyskał podtekst polityczny (żądania „wolności” i „wolnych wyborów”).
W latach 80. Poznań stał się silnym ośrodkiem „Solidarności”. W latach 90. tradycyjny wielkopolski konserwatyzm zaczął być wypierany przez idee i marzenia o szybkiej modernizacji oraz integracji z Europą. Dużym poparciem cieszyły się wtedy w Poznaniu formacje o profilu liberalno-demokratycznym i chadeckim, takie jak Unia Demokratyczna, Kongres Liberalno-Demokratyczny oraz Unia Wolności. Ale już w połowie lat 90. wahadło wyborcze wychyliło się w stronę lewicy (SLD), na co wpływ miały koszty transformacji ustrojowej. Pod koniec dekady silną pozycję miała Akcja Wyborcza Solidarność (AWS). To z jej poparciem w 1998 r. prezydentem miasta został Ryszard Grobelny, który rządził Poznaniem aż do 2014 r. (później jako kandydat niezależny).
Po wyborach w 2005 r. mieszkańcy Poznania w większości uznali się za liberałów, kilka razy odrzucając polityczną ofertę prawicy. Platforma Obywatelska (później Koalicja Obywatelska) regularnie i zdecydowanie wygrywała w Poznaniu wszystkie rodzaje wyborów (parlamentarne, prezydenckie, samorządowe i europejskie). Choć Prawo i Sprawiedliwość w skali kraju wygrywało wybory w 2015 i 2019 r., w Poznaniu partia ta mogła liczyć najwyżej na 22–24 proc. głosów. W 2014 r. prezydentem miasta został Jacek Jaśkowiak (PO), otwarty wyznawca progresywizmu, liberalizmu i lewicowych mitów, przy tym zdeklarowany wróg PiS.
Ukoronowaniem procesu przekształcania się Poznania w miasto podobne do Zielonej Góry czy Gorzowa były wybory 15 października 2023 r., które przyniosły rekordową frekwencję (82,92 proc.) i rekordowy wynik Koalicji Obywatelskiej - 44,50 proc. poparcia, przy 18,63 proc. głosów na PiS. W 2024 r. w wyścigu prezydenckim Jacek Jaśkowiak (KO) wygrał w II turze, zdobywając 70,67% głosów, zaś na kandydata Zjednoczonej Prawicy Zbigniewa Czerwińskiego głosowało 29,33 proc. To, co się obecnie dzieje w Poznaniu nie jest czymś dziwnym czy zaskakującym, lecz jest rezultatem procesów trwających od 80 lat.
Jak wesprzeć telewizję wPolsce24?
Zachęcamy do:
• dokonywania wpłat przez stronę wesprzyj.wpolsce24.tv
• lub przekazania darowizny bezpośrednio na rachunek bankowy: 69 1020 4900 0000 8202 3036 2577 (odbiorca: Fratria SA, tytuł przelewu: Darowizna)
• oglądania wPolsce24 jak najczęściej i jak najdłużej
• mówienia o nas innym, żeby telewizja wPolsce24 zyskiwała coraz więcej wiernych Widzów
Przetwarzamy dane osobowe Darczyńców zgodnie z informacją w linku.
