Hołownia wypełnił zadanie. Reprezentant antypisuHołownia wypełnił zadanie. "TVN-owska gwiazda jako reprezentant antypisu jest dużo lepszym trafieniem, niż jego poprzednik"

Tym razem nauczeni doświadczeniem specjaliści postanowili zawalczyć o dodatkową grupę wyborców, tych z centrum, którzy przywiązani do tradycyjnych form, ale jednocześnie pod wpływem emancypacyjnej kultury chętnie uwolniliby je od jakichkolwiek wymagających treści.
Operacja Szymon Hołownia jest kolejnym przedsięwzięciem, które establishment III RP organizuje w celu obrony swojej władzy i stanu posiadania.
Działania takie mają rozmach, na gruncie amerykańskim zostały opisane (w tonie apologetycznym) przez tygodnik „Time”, który odsłonił kulisy zablokowania ponownego wyboru Donalda Trumpa, ale ich modus działania nie różni się wiele w innych krajach demokracji liberalnej. Osobiste ambicje reprezentantów układu są do takiego projektu niezbędne, ale w nieprzewidywalnej polityce bywa, że potrafią się oni emancypować i odegrać samodzielną rolę. Obserwujemy to teraz na Ukrainie, gdzie finansowany przez oligarchę Ihora Kołomyjskiego Włodymyr Zełenski, po wygraniu prezydenckich wyborów odciął się od swojego protektora. Funkcja prezydenta umożliwia takie zachowanie, ale z oczywistych względów nie jest ono częste, a wydobycie się Hołowni na polityczną niezależność wydaje się nieprawdopodobne.
TVN-owska gwiazda jako reprezentant antypisu jest dużo lepszym trafieniem, niż jego, występujący w identycznej roli, poprzednik, czyli Ryszard Petru. Kiedy przed wyborami 2015 r. widać było, że Polacy dość mają PO, zwłaszcza pod przewodnictwem Ewy Kopacz, piarowscy spece wymyślili platformę bis, czyli Nowoczesną, z chwytliwą nazwą i celuloidowym liderem. Okazało się jednak, że pomimo wielkiej akcji mediów nowy byt polityczny nie przyniósł zwiększenia potencjału obrońców III RP, a poparcie dla obu partii nie przekroczyło tego, co uzyskiwała wcześniej partia Tuska. Nowoczesna nie prezentowała niczego nowego. W przypadku Hołowni jest inaczej.
Tym razem nauczeni doświadczeniem specjaliści postanowili zawalczyć o dodatkową grupę wyborców, tych z centrum, którzy przywiązani do tradycyjnych form, ale jednocześnie pod wpływem emancypacyjnej kultury chętnie uwolniliby je od jakichkolwiek wymagających treści.
Duch czasu domaga się wyzwolenia człowieka od wszelkich ograniczeń, spełnienia się w indywidualnej wolności i autentyzmie. Ponieważ jednak ludzie funkcjonują dzięki kulturze, która jest wspólnym budowaniem i odwołuje do określonych wzorów, propagowany dziś model staje się antykulturą natychmiastowej konsumpcji i podległości doraźnym impulsom. Autentyzm okazuje się egoistycznym zaspokajaniem kaprysów, a wolność – posłuszeństwem modom kreowanym przez sprzedawców, którzy wszystko potrafią obrócić w towar.
Postawa taka jest zaprzeczeniem zachodniej tradycji kulturowej, zwłaszcza chrześcijaństwa, które stanowi jego fundament. To światopogląd modernistów, którzy chcieliby unowocześnić Kościół i patriotyzm, a więc tradycyjną formę wypełnić odmienną treścią. Według nich Kościół ma stać się automatyczną pralnią duchową, która bezwarunkowo i hurtowo odpuszcza wszystkie grzechy: przeszłe, teraźniejsze oraz przyszłe i broń Panie Boże, pod żadnym pozorem, nie wymaga niczego od wiernych. Jedynymi potępionymi – bo okazuje się, że tacy zawsze być muszą – są ci, którzy trzymają się chrześcijańskich zasad, a bycie katolikiem wiąże się dla nich ze zobowiązaniami. Podobnie z patriotyzmem. W nowej wersji jest to zdanie się na mądrzejszych i bardziej cywilizowanych Europejczyków, którzy Polskę urządzą lepiej, niż my sami byśmy potrafili, bo przecież nasza tradycja pokazuje, że lepiej, aby władał nami kto inny. Obrałem postawy te z osłaniającej je retoryki miłości, sprawiedliwości oraz europejskości i sprowadziłem do esencji. To idealne rozwiązanie dla tych, którzy nadstawiają ucha syrenom nowoczesności, ale nie do końca gotowi są na jednoznaczne odrzucenie Kościoła czy ojczyzny. Taką wydrążoną z sensu, a więc łatwą i lekkostrawną religię oraz patriotyzm, Hołownia żeni z emancypacyjnym liberalizmem.
Ostatni spadek w sondażach nie zmienia sumy poparcia jego ugrupowania i PO, które wspólnie uzyskują ok. 40 proc. To wyraźnie więcej niż PiS. I tak jest od pojawienia się ewangelisty TVN. Wcześniej wszystkie próby zmiany szyldu i „poszerzenia” PO nie odbierały PiS przewagi nad partią Tuska. Wprawdzie dziś ona i Hołownia występują osobno, ale można mieć pewność, że po wyborach stworzą koalicję. Nic ich przecież poza osobami liderów i nieco odmienną retoryką nie różni. Skok poparcia dla dwugłowego antypisu to wpływ kaznodziei z TVN.
Jeśli doliczyć do tego lewicę, na którą głosować chce zwykle ok. 8 proc., i parę procent PSL, czyli dwóch ugrupowań III RP, dziś sukces jego establishmentu, a więc odparcie PiS, wydaje się zapewniony. Przesunięcie to uznać trzeba za efekt Hołowni. Do wyborów jeszcze dwa lata, wszystko może się zmienić, ale trend obecny wart jest odnotowania.
Artykuł z 35/2021 numeru tygodnika „Sieci”.
