"Dwie płcie" jako fakenews? Tusk chce walczyć z dezinformacją"Dwie płcie" jako fakenews? Tusk chce walczyć z dezinformacją
Donald Tusk ogłosił utworzenie Centrum Walki z Dezinformacją, które ma na celu walkę z fałszywymi treściami w infosferze. Zdaniem instytutu Ordo Iuris taka instytucja może jednak być zagrożeniem dla wolności słowa w internecie. "Walka z dezinformacją przerodzi się w państwowe rozstrzyganie sporów światopoglądowych i piętnowanie niewygodnych dla władzy poglądów" - ostrzega konserwatywny think-tank.
Prace nad powołaniem Centrum Walki z Dezinformacją (CWD) są już na finiszu, a nowa instytucja rozpocznie swoje działanie w najbliższych dniach. CWD ma koordynować działania państwa w infosferze, także w kooperacji z organizacjami pozarządowymi. W jego działaniach uczestniczyć mają przedstawiciele administracji, służb i instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa.
Walka z dezinformacją czy promowanie konkretnego światopoglądu?
Konserwatywny think-tank Ordo Iuris jest jednak sceptyczny wobec pomysłu. Powołana przez rząd Tuska jednostka mogłaby w ramach rzekomej "walki z dezinformacją" promować konkretne postawy ideologiczne i światopogląd.
Problem pojawia się jednak w momencie, w którym walka z dezinformacją przestaje oznaczać wykrywanie fałszywych treści, a zaczyna obejmować rozstrzyganie, które narracje społeczne, polityczne czy światopoglądowe należy uznać za niewiarygodne. Granica między ochroną obywatela a kształtowaniem przez państwo obrazu rzeczywistości może być bardzo cienka
- pisze Tomasz Rowiński na stronie Ordo Iuris.
Jako przykłady takich działań instytut wskazuje m.in. schematy lekcji na temat dezinformacji przygotowanych przez NASK, który będzie bezpośrednio nadzorował nową komórkę. Wśród nich jest wiele treści, które odnoszą się do publicznej debaty politycznej. Przykładem może być m.in. dezinformacja klimatyczna.
Tutaj pojawia się istotne pytanie o zakres kompetencji państwowej instytucji. Czym innym jest wskazanie, że ktoś posługuje się fałszywą liczbą, zmanipulowanym wykresem czy nieprawdziwym cytatem. Czym innym zaś jest kwalifikowanie całych narracji politycznych czy światopoglądowych jako dezinformacyjnych
- twierdzi Rowiński.
"Dwie płcie" jako przykład dezinformacji?
Bardziej wyrazistym przykładem jest broszura o tytule: "„Dezinformacja dotycząca osób LGBTQ+. Analiza zjawiska”.
Raport jako dezinformację oznaczył hasło „Istnieją tylko dwie płcie”, objaśniając taką kategoryzację w sposób koherentny z wykładem ideologii gender. Czy, biorąc pod uwagę obecną rolę i znaczenie NASK, można uznać, że ideologia gender stała się oficjalną doktryną społeczną polskiego państwa?
- pyta się autor publikacji na stronie Ordo Iuris.
Młot na przeciwników politycznych?
Rowiński obawia się, że ustawa, którą rząd skierował do Sejmu, dotycząca sankcjonowania "manipulacji w środowisku informacyjnym", może posłużyć jako bat na przeciwników politycznych, którzy głoszą "legalne, ale niewygodne poglądy".
Im większe kompetencje państwa w zakresie przeciwdziałania dezinformacji, tym ważniejsze staje się więc, aby kryteria były jasne i możliwe do niezależnego zweryfikowania. Inaczej może powstać mechanizm, w którym najpierw państwowa instytucja określa, jakie przekazy są niewiarygodne, następnie podobne klasyfikacje trafiają do edukacji, a równolegle rozwijane są instrumenty prawne służące przeciwdziałaniu obcej ingerencji w infosferze
- pisze na stronie Ordo Iuris.
"Państwo nie może mieć monopolu na prawdę"
Autor publikacji przyznaje, że dezinformacja w przestrzeni publicznej istotnie jest dużym problemem i Polska powinna być gotowa do reagowania na masową manipulację z zewnątrz.
Nie oznacza to jednak, że państwo powinno otrzymać monopol na definiowanie tego, co obywatele mają uznać za wiarygodne
- podsumował.
kh/ordoiuris.pl
