Dobrosz-Oracz naprawdę to powiedziała o Giertychu!Dobrosz-Oracz naprawdę to powiedziała o Giertychu!

O ile nie jest zaskoczeniem fakt, że dziennikarze „Gazety Wyborczej” pracujący dziś w TVP w likwidacji zapraszają do programów swoich dawnych kolegów redakcyjnych, to na swój sposób szokować może stwierdzenie, że… redaktor Justyna Dobrosz-Oracz najwyraźniej wierzy w to, co mówi mecenas Roman Giertych. W dodatku pochwaliła się tym Jarosławowi Kurskiemu, byłemu wicenaczelnemu „GW”.
Mecenas Roman Giertych jaki jest, każdy widzi. Nie każdy pamięta natomiast, jaki był kiedyś. A był, delikatnie mówiąc, negatywnie nastawiony do wejścia Polski do Unii Europejskiej. Mimo to kozaczący przed wyborami parlamentarnymi z 2023 r. politycy pokroju Anny Marii Żukowskiej, Roberta Biedronia czy Krzysztofa Śmiszka, oburzający się na Giertycha na listach PO, szybko przełknęli obecność mecenasa i dziś współtworzą koalicję rządzącą.
O ile redaktor Justyna Dobrosz-Oracz może mecenasa Giertycha osobiście bardzo lubić, ufać mu, a nawet – zgadzać się z nim politycznie (choć to byłoby już smutne, zważywszy na dziwne teorie o „rozbiorze Ukrainy” czy cyrk z „ponownym przeliczeniem głosów” w wyborach prezydenckich), o tyle jest dziennikarką Telewizji Publicznej – w likwidacji co prawda, ale jednak – i nie powinna z góry zakładać, że wszyscy Polacy, którzy składają się na jej wypłatę i dla części których media publiczne pozostają jedynym źródłem informacji, są tak naiwni, że przyjmą wszystko.
"Kiedyś Giertych mi opowiadał..."
Podczas rozmowy z Jarosławem Kurskim, który krytycznie wypowiadał się o stosunkach między rządem a prezydentem i stwierdził, że jeszcze w nie tak dalekiej przeszłości politycy na szczytach władzy potrafili porozumieć się w sprawach fundamentalnych dla Polski, Dobrosz-Oracz podzieliła się zaskakującą historią.
Ja pamiętam jak kiedyś Giertych mi opowiadał, że się dogadywali z Millerem. Giertych robił ostre manifestacje po to, żeby Polska miała lepsze warunki wejścia do Unii Europejskiej
- stwierdziła dziennikarka z pełną powagą – jakby rzeczywiście wierzyła w opowieści mecenasa Giertycha.
Niestety, Kurski tę rewelację zignorował, bo najwyraźniej było to za wiele nawet, a może tym bardziej dla niego i rozpoczął wykład o Rosji i polskim "genie samozagłady".
No więc żyjemy w czasach przedwojennych. To jest oczywiste, wszyscy to wiedzą. Wisi nad nami potężne zagrożenie. I ja sobie myślę, że Polacy mają coś takiego, co ja nazywam genem samozagłady. Nie wiem, czy pamiętasz z historii. Rok 1717, Sejm Niemy, szlachta pokłócona z królem odwołuje się do arbitrażu. Czyjego? Piotra I, cara Rosji, który interweniuje w Polsce, wprowadza wojska, które wychodzą po kilku latach, ale de facto Rosja już nie wyszła od 1717 roku. No więc pomysł, żeby wziąć arbitraż ze strony Rosji, a później te konsekwencje w postaci rozbiorów i tak dalej, to jest ten skutek, który dzisiaj objawia się genem samozagłady. Na ostatnie 300 lat Rosja była w Polsce przez 230. Dziękuję bardzo. Nie mam pytań
- stwierdził publicysta „GW”.
Żeby było śmieszniej, Justyna Dobrosz-Oracz również od razu zmieniła temat i zapytała o postawę prezydenta Karola Nawrockiego w świetle słów premiera Donalda Tuska o „szachach” i „bejsbolu”. Ciekawe, że po anegdotce o Giertychu i jego dawnej wrogości wobec UE Kurski przywołał akurat długą historię rosyjskiego buta nad Polską. Pytanie też, czy publikowanie na łamach „GW” rok po agresji Rosji na Gruzję listu Putina do Polaków również było przejawem „genu samozagłady”?
I czy jeśli Giertych kiedyś powie, dajmy na to, że osobiście rozmawiał z Putinem i rosyjski zbrodniarz powiedział mu, że PiS i prezydent Karol Nawrocki pracują dla niego, Justyna Dobrosz-Oracz także by w to uwierzyła i próbowała bez cienia żenady sprzedać to widzom. Niestety, powodów, aby z dużą ostrożnością traktować słowa mecenasa Giertycha jest aż nadto, a dziennikarze powinni być na to wyczuleni szczególnie. Bo przecież są prawdziwymi, rzetelnymi dziennikarzami, a nie jakimiś propagandystami, prawda? Prawda?
jj/ źr. wPolityce.pl, za: TVP Info w likwidacji
