Chorzy na raka odsyłani z kwitkiem. Minister "do dymisji!"

Robi się niebezpiecznie. Chorzy na raka odsyłani z kwitkiem

_MIL3921.webp
szpital / Puste łóżka w szpitalnej sali – tak od 1 lipca wygląda Oddział Chirurgii w Nakle nad Notecią. Zawieszono go z powodu braku lekarzy. Zdjęcie ilustracyjne (fot. fratria / Liudmyla Kazakova)
FacebookTwitter

Alarm w łódzkiej onkologii. Szpital wstrzymał przyjęcia do programów lekowych, a pacjenci słyszą: leczenie dopiero w 2027 roku. "Odsyłane z kwitkiem pacjentki chore na raka piersi to najlepsze podsumowanie roku Jolanty Sobierańskiej-Grendy w Ministerstwie Zdrowia" - skomentował poseł Janusz Cieszyński.

"Do dymisji!"

Były wiceminister zdrowia w rządzie PiS nie ma wątpliwości 

Do dymisji!

– napisał Janusz Cieszyński na platformie X. 

 

Tym razem to efekt lektury artykułu, który ukazał się w Rzeczpospolitej. 

Według dziennika pacjenci onkologiczni zgłaszający się do Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi słyszą, że nie mogą rozpocząć nowoczesnego leczenia. 

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, największy szpital kliniczny w regionie wstrzymał przyjęcia nowych chorych do programów lekowych. W jednym z dokumentów, do którego dotarła gazeta, pacjentka została poinformowana, że terapię będzie mogła rozpocząć dopiero w pierwszym kwartale 2027 r. 

O i to tylko pod warunkiem zmiany zasad finansowania programu

– czytamy w rp.pl.

NFZ odsyła do innych szpitali

Narodowy Fundusz Zdrowia potwierdził, że 14 lipca zgłosili się do niego dwaj pacjenci poszukujący miejsca, w którym mogliby zostać zakwalifikowani do programów lekowych. Skierowano ich do Szpitala im. Kopernika i Szpitala Bonifratrów w Łodzi.

Jednocześnie łódzki oddział NFZ podkreśla, że nie otrzymał od CSK UMED informacji o wstrzymaniu przyjęć do programów lekowych. Sam szpital nie odpowiedział na pytania „Rzeczpospolitej”.

Fundusz zapewnia, że programy onkologiczne realizuje także kilka innych placówek w Łodzi i regionie, dzięki czemu pacjenci nie powinni pozostać bez leczenia.

Zdaniem lekarzy rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej.

Problem polega na tym, że placówki te są przepełnione i nie mają możliwości przyjmowania dodatkowych pacjentów 

– mówi Adam Miller, lekarz i sekretarz Okręgowej Rady Lekarskiej w Łodzi, cytowany przez "Rz".

Jak podkreśla, ograniczenia dotyczą największego szpitala klinicznego w województwie.

To tam pacjenci powinni trafiać w sytuacji, gdy w mniejszych jednostkach nie ma dostępnych opcji terapeutycznych. Tymczasem wygląda na to, że droga przebiega w odwrotnym kierunku – nasz wiodący ośrodek uniwersytecki odsyła pacjentów do mniejszych placówek 

– wskazuje.

Pieniądze skończyły się przed pacjentami

Według informacji „Rzeczpospolitej” od początku roku NFZ przekazał szpitalowi 45 mln zł na programy lekowe i chemioterapię. Problemem są jednak tzw. nadwykonania. Za świadczenia wykonane ponad limit kontraktu za pierwszy i drugi kwartał Fundusz nadal nie zapłacił. Chodzi o około 3 mln zł.

NFZ przypomina, że programy lekowe są świadczeniami limitowanymi. Oznacza to, że ma obowiązek finansować leczenie tylko do wysokości zawartego kontraktu, natomiast zapłata za nadwykonania zależy od dostępności środków.

„Szpitale kredytują państwo”

Zdaniem byłego Macieja Miłkowskiego źródłem problemu są zbyt niskie kontrakty.

Trzeba pamiętać, że NFZ działa w oparciu o bardzo restrykcyjne przepisy ustawy o finansach publicznych. Nie ma prawa zaciągać zobowiązań przekraczających plan finansowy, czyli środki, którymi faktycznie dysponuje. W związku z tym, jeśli nie ma wpływu na poziom kosztów, ogranicza wartość kontraktów 

– mówi „Rz” Maciej Miłkowski, były wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia i były wiceminister zdrowia.

Jak dodaje, Fundusz podpisuje umowy na kwoty niższe od rzeczywistych potrzeb, choć ma świadomość, że są one niewystarczające.

Jeszcze ostrzej sytuację ocenia Adam Miller.

Szpital w praktyce kredytuje system, niejako udzielając Funduszowi nieoprocentowanego kredytu. Nie dziwię się dyrektorom placówek, że nie są skłonni ponosić takich kosztów, zwłaszcza że np. w onkologii pojedyncze podanie leku może kosztować od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych 

– podkreśla lekarz.

CS/rp.pl

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.