Burgery u Nowackiej, strączki dla dzieci. Kuriozalne tłumaczeniaBurgery u Nowackiej, strączki dla dzieci. Kuriozalne tłumaczenia
Wiceminister edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz w kuriozalny sposób tłumaczyła na antenie Radia Zet obecność mięsnych dań w menu Ministerstwa Edukacji Narodowej. Podczas gdy dzieciom w szkołach funduje się rewolucję żywieniową, urzędnicy ekipy Barbary Nowackiej nie zamierzają rezygnować z burgerów i schabowych.
Nie milkną echa wprowadzenia na szkolnych stołówkach diety planetarnej. Dyskusję budzi ograniczenie dostępu dzieci do mięsa oraz zmuszanie ich do jedzenia pszenicy i strączków. W placówkach oświatowych narzuca się rygorystyczne wytyczne, tymczasem urzędnicy resortu edukacji raczą się zupełnie innym jadłospisem.
Niedawno na jadłospis MEN zwrócił uwagę europoseł PiS Patryk Jaki, z którym następnie w polemikę wdała się m.in. wiceminister edukacji Katarzyna Lubnauer. W menu znalazły się m.in. burger wołowy czy duszona karkówka. O takich rarytasach najmłodsi w polskich szkołach mogą dziś tylko pomarzyć.
"Żywią się w niej dorośli ludzie"
Do sprawy odniosła się na antenie Radia Zet wiceminister edukacji Paulina Piechna-Więckiewicz. Zapytana o to, dlaczego pracownicy resortu edukacji objadają się mięsem, zamiast dawać przykład uczniom, przedstawiła zdumiewające usprawiedliwienie.
To jest ogólnodostępna stołówka, żywią się w niej dorośli ludzie. Szkoła, jako jedno z miejsc, która wspiera proces wychowawczy ma reagować na wyzwania współczesnego świata, a takim wyzwaniem jest nadwaga i otyłość w Polsce
- oświadczyła Piechna-Więckiewicz.
Wiceminister przekonywała, że szkoła musi walczyć z nadwagą dotykającą setki tysięcy najmłodszych.
Chciałabym spodziewać się większej burzy wokół tego, że 30 proc. dzieci w wieku wczesnoszkolnym w Polsce walczy z nadwagą i otyłością
- mówiła wiceszefowa resortu edukacji.
Problem otyłości służy jednak urzędnikom Barbary Nowackiej za wygodny parawan do forsowania ideologicznej diety, z której sami w resortowej stołówce ani myślą korzystać. Z wypowiedzi przedstawicielki resortu edukacji wynika prosty wniosek: ekipa Tuska uważa, że surowe restrykcje należy narzucać bezbronnym dzieciom, podczas gdy sama może bez przeszkód pałaszować burgery i karkówkę. To kolejny jaskrawy przykład podwójnych standardów koalicji 13 grudnia.
tt/źr. wPolityce.pl za Radio Zet
