Brutalne zamieszki w Belgii. Zajączkowska-Hernik: Tracą kontrole! Brutalne zamieszki w Belgii. Zajączkowska-Hernik: Tracą kontrole!

Dramatyczna sytuacja w belgijskich miastach wywołała jednoznaczną reakcję europosłanki Ewy Zajączkowskiej-Hernik. Polityk wypunktowała upadek bezpieczeństwa w państwach Zachodu, gdzie na ulicach dochodzi do brutalnych starć zamaskowanych grup z policją.
Do fali agresji w Belgii odniosła się we wpisie w serwisie X europoseł Ewa Zajączkowska-Hernik. Porównała to zjawisko do zarazy i wskazała, że uliczne zamieszki rozlewają się poza granice Francji. Jej diagnoza jest jednoznaczna: państwa zachodnie tracą kontrolę nad własnymi miastami.
To się rozprzestrzenia jak zaraza! Po Francji zamieszki wybuchły też w Belgii, gdzie zamaskowane gangi młodzieży doprowadzają do podpaleń i dewastują największe miasta!
- wskazała.
Sytuacja wymknęła się spod kontroli, podobnie jak we Francji, a korespondenci relacjonują, że mamy do czynienia z kopią tego, co dzieje się we francuskich miastach. Jak podała agencja AFP w Brukseli czy Liege "gangi młodzieży podpalają i dewastują przystanki autobusowe w całej okolicy", a protestujący sami przyznają, że inspirują się zamieszkami w sąsiedniej Francji. Rodzice tych dzieci powinni mieć odebrane świadczenia socjalne za wyrządzone szkody!
- zaznaczyła.
Które europejskie miasta jako kolejne staną w płomieniach? Polityka "oświeconych" państw Zachodu doprowadziła do tego, że tracą kontrolę nad własnymi miastami i bezpieczeństwem obywateli!
- napisała w serwisie X europoseł Ewa Zajączkowska-Hernik.
Płonące ulice i ogromne straty
Napięcie w Belgii wzrosło po kilkudniowych protestach uczniów zainspirowanych demonstracjami we Francji przeciwko cięciom w budżecie edukacji. Jak podają media, zamieszki studenckie i fala niepokojów szybko przeniosły się z francuskich ulic do belgijskich miast.
Zorganizowane grupy napastników dokonują podpaleń oraz dewastacji w największych miastach Belgii, między innymi w Brukseli i Liège. Na początku października w Liège doszło do starć z policją. Na ulicach podpalano kosze na śmieci, a w stronę funkcjonariuszy leciały kamienie i petardy. Brutalne ataki raniły policjantów.
W mieście doszło również do niszczenia i rabowania sklepów. Tylko w splądrowanym sklepie z zabawkami straty oszacowano na ponad 400 tysięcy euro, podają belgijskie media. To równowartość około 1,7 miliona złotych.
Wpływ Antify i kryzys gospodarczy
Agresja zbiegła się w czasie z wielką akcją protestacyjną belgijskich związków zawodowych. W szeregi związkowców sprzeciwiających się rządowym cięciom wmieszała się ubrana na czarno młodzież. Jak donosi prasa, na radykalizację protestów mogły wpływać grupy powiązane z Antifą. Organizacje te zaprzeczają tym zarzutom.
Napięcie potęgują rosnące koszty życia. Mieszkańcy Belgii coraz częściej mają trudności z opłaceniem podstawowych wydatków, w tym paliwa, żywności i transportu publicznego. Premier Bart De Wever zamierza zaoszczędzić co najmniej 10 miliardów euro w ciągu najbliższych kilku lat. Prowadził rozmowy koalicyjne, by do 13 października wypracować porozumienie i ograniczyć wysoki deficyt oraz zadłużenie państwa.
Ulice belgijskich miast stały się areną starć, podpaleń i dewastacji. Gdy państwo nie potrafi zapewnić obywatelom bezpieczeństwa, trudno nie mówić o jego kapitulacji.
as
