Berek chwali się "sukcesami". Ale czy na pewno może? Berek chwali się "sukcesami". Ale czy na pewno może?
Maciej Berek po odejściu z rządu pochwalił się swoimi „sukcesami”, wskazując m.in. na efekty rządowej deregulacji. Jego dokonania szybko zostały jednak zakwestionowane przez polityków PiS, którzy zarzucili mu, że przedstawia jako sukces działania, które w rzeczywistości nie doprowadziły do realnego ograniczenia liczby przepisów. Wskazywali także na poważne wątpliwości dotyczące tego, czy Berek w ogóle spełnia ustawowe wymogi, by zostać sędzią TK.
W poniedziałek w Monitorze Polskim opublikowano postanowienie prezydenta Karola Nawrockiego z piątku, 14 sierpnia, o odwołaniu Macieja Berka z urzędu ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Tego samego dnia na stronie Sejmu pojawiła się informacja o tym, że były minister jest kandydatem na sędziego TK. Jego kandydaturę zgłosiła grupa posłów Koalicji Obywatelskiej, a zaopiniuje ją sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka.
Kandydatura ta wzbudza wiele kontrowersji. Koalicja 13 grudnia przez lata podważała Trybunał Konstytucyjny, przekonując, że został on "upolityczniony" przez Prawo i Sprawiedliwość. Teraz Donald Tusk chce wysłać do TK człowieka, którego sam niedawno nazywał swoją "prawą ręką". Dodatkowo domaga się on poparcia swojego człowieka przez koalicjantów.
Berek opowiada o swoich "sukcesach"
Teraz głos zabrał sam Berek we wpisie zamieszczonym w serwisie X.
Zakończyłem swoją misję jako członek Rady Ministrów. Z tej okazji kilka słów subiektywnego podsumowania…. Zaczynaliśmy od przywrócenia transparentności procesu legislacyjnego. Trzeba było przywrócić realne konsultacje publiczne zamiast pozorowanych, oceny skutków regulacji, które się analizuje, a nie tylko czyta oraz przewidywalność procesu. Przywrócić regułę publikacji w internecie wszystkich dokumentów z rządowego procesu. Dobrze skoordynować cały rządowy proces prawodawczy
- napisał.
Wielkim wyzwaniem stała się deregulacja. Półtora roku intensywnych prac angażujących tysiące osób i setki podmiotów. Przyjęliśmy do realizacji ponad 300 zmian deregulacyjnych, zrealizowaliśmy już ponad 70% z nich, a blisko 200 już weszło w życie. Domniemanie niewinności podatnika, milcząca zgoda, krótsze kontrole, mniejsze budowle bez pozwolenia, certyfikacja wykonawców w zamówieniach publicznych, dalsza cyfryzacja sądownictwa i administracji. Zmieniliśmy filozofię myślenia o państwie. Państwo musi umieć słuchać i mieć odwagę wycofać się z przepisu, który nie działa. Dorobek pierwszej fazy jest opublikowany na stronie deregulacja.gov.pl Dziękuję Rafałowi Brzosce , Inicjatywie #SprawdzaMY, partnerom społecznym, ministerstwom i urzędom, które zaangażowały się w ten proces. Pokazaliśmy, że możemy wspólnie usiąść do stołu, prowadzić dialog, iść na kompromisy i finalnie wdrażać tak potrzebne zmiany. Trwa kolejny etap deregulacji. Pierwsza faza to były setki drobnych zmian, druga to pakiet zmian szerszych w systemie podatkowym (przyjazna administracja skarbowa i pewność prawa podatkowego) oraz w wymiarze sprawiedliwości (nowa jakość w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości). Uchwalenie i wejście w życie tych zmian istotnie zmieni relację organów państwa i podatników. Polski proces deregulacyjny stał się w Europie punktem odniesienia. Opracowaliśmy anglojęzyczne materiały opisujące nasz proces, a doświadczenia prezentowaliśmy w Brukseli i w ramach projektu OECD. Konkurencyjność Europy zaczyna się od jakości regulacji. I my w tej rozmowie o konkurencyjności wypracowaliśmy własny, słyszalny głos.
- przekonywał.
Kolejny obszar to nadzór nad priorytetami rządowymi. Wspólnie z ministrami ułożyliśmy plan działania rządu, dzieląc priorytety członków Rady Ministrów na cztery filary: bezpieczeństwo, gospodarka, usługi publiczne i państwo cyfrowe. Wprowadziliśmy jawny, kwartalny system raportowania o stanie realizacji każdego z nich. Informacje te są dostępne na stronie priorytety.gov.pl. W dialogu z ministrami udrażnialiśmy sprawy, które wymagały pilnych działań. Udowodniliśmy, że silosowość można zastąpić wspólnymi działaniami. Jednym z przykładów jest zapoczątkowanie kluczowych dla procesów inwestycyjnych prac nad usprawnieniem postępowań odwoławczych oraz odciążeniem Krajowej Izby Odwoławczej. Wszystko, co udało się osiągnąć i czemu udało się nadać bieg, to wynik wielu godzin wspólnej pracy, uzgodnień, dyskusji, analiz, kompromisów i umiejętności wypracowywania decyzji. Dziękuję wszystkim, z którymi przez ten czas było mi dane współpracować: urzędniczkom i urzędnikom, legislatorom, partnerom społecznym, przedstawicielom licznych podmiotów i organizacji, parlamentarzystom, koleżankom i kolegom z rządu, premierowi Donaldowi Tuskowi, który zaprosił mnie do tej odpowiedzialnej i niełatwej pracy. Życzę powodzenia minister Joannie Knapińskiej, która przejmuje te niełatwe zadania
- podsumował.
Operacja "deregulacja"
Na wpis zareagował Bartłomiej Wróblewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
Rządowa operacja „deregulacja” okazała się działaniem pozornym, więc przywoływanie jej wśród sukcesów ministra Berka nie ma pokrycia w faktach. W 2025 r. liczba wydrukowanych stron ustaw w Dzienniku Ustaw wyniosła 2496. Rok do roku wzrosła o 305 stron, czyli o kilkanaście procent. Byłoby niemal 50%, gdyby nie prezydenckie weta
- zaznaczył.
W ramach prowadzonych przez rząd i parlament działań nie usunięto żadnych przepisów, a więc nie była to w ogóle deregulacja w ścisłym tego słowa znaczeniu. Olbrzymia część zmian pod hasłem „deregulacji” była twardą nową regulacją
- napisał.
Kandydaturę Bera mocno skomentował w mediach społecznościowych także inny poseł PiS - Marcin Warchoł.
Maciej Berek, prawa ręka Tuska i kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, może okazać się ręką mocno lewą. I nie chodzi o jego skrajne upolitycznienie - to tylko splunięcie w twarz wszystkim, którzy znowu uwierzyli Tuskowi. Chodzi o spełnienie wymogów ustawowych. Art. 30 § 1 pkt 8 ustawy o SN wymaga, aby kandydat do TK „przez co najmniej 10 lat wykonywał w Polsce zawód […] radcy prawnego”
Sam wpis na listę radców nie wystarcza. Z jego życiorysu wynika, że od końca funkcji prezesa RCL w listopadzie 2015 r. do wejścia do rządu Tuska w grudniu 2023 r., czyli w okresie, w którym miał realnie wykonywać zawód radcy, minęło tylko 8 lat. Praca legislatora Kancelarii Senatu, dyrektora w NIK, prezesa RCL, sekretarza RM czy dyrektora generalnego BRPO, nie jest wymieniona w przepisach i nie daje wymaganego stażu. Wiem, że Tusk stosuje prawo tak jak je rozumie, ale chyba nie jest trudno zrozumieć, że Berkowi brakuje wymaganych ustawą 2 lat radcowskiego stażu. No chyba że oficjalny życiorys Berka jest niepełny, ale wtedy warto uzupełnić. To w końcu aż dwa lata „radcowskiej przerwy”…
