Berek chwali się "sukcesami". Ale czy na pewno może? Berek chwali się "sukcesami". Ale czy na pewno może?

FacebookTwitter

Maciej Berek po odejściu z rządu pochwalił się swoimi „sukcesami”, wskazując m.in. na efekty rządowej deregulacji. Jego dokonania szybko zostały jednak zakwestionowane przez polityków PiS, którzy zarzucili mu, że przedstawia jako sukces działania, które w rzeczywistości nie doprowadziły do realnego ograniczenia liczby przepisów. Wskazywali także na poważne wątpliwości dotyczące tego, czy Berek w ogóle spełnia ustawowe wymogi, by zostać sędzią TK.

W poniedziałek w Monitorze Polskim opublikowano postanowienie prezydenta Karola Nawrockiego z piątku, 14 sierpnia, o odwołaniu Macieja Berka z urzędu ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu. Tego samego dnia na stronie Sejmu pojawiła się informacja o tym, że były minister jest kandydatem na sędziego TK. Jego kandydaturę zgłosiła grupa posłów Koalicji Obywatelskiej, a zaopiniuje ją sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka.

Kandydatura ta wzbudza wiele kontrowersji. Koalicja 13 grudnia przez lata podważała Trybunał Konstytucyjny, przekonując, że został on "upolityczniony" przez Prawo i Sprawiedliwość. Teraz Donald Tusk chce wysłać do TK człowieka, którego sam niedawno nazywał swoją "prawą ręką". Dodatkowo domaga się on poparcia swojego człowieka przez koalicjantów.

Berek opowiada o swoich "sukcesach"

Teraz głos zabrał sam Berek we wpisie zamieszczonym w serwisie X. 

Zakończyłem swoją misję jako członek Rady Ministrów. Z tej okazji kilka słów subiektywnego podsumowania…. Zaczynaliśmy od przywrócenia transparentności procesu legislacyjnego. Trzeba było przywrócić realne konsultacje publiczne zamiast pozorowanych, oceny skutków regulacji, które się analizuje, a nie tylko czyta oraz przewidywalność procesu. Przywrócić regułę publikacji w internecie wszystkich dokumentów z rządowego procesu. Dobrze skoordynować cały rządowy proces prawodawczy

- napisał. 

Wielkim wyzwaniem stała się deregulacja. Półtora roku intensywnych prac angażujących tysiące osób i setki podmiotów. Przyjęliśmy do realizacji ponad 300 zmian deregulacyjnych, zrealizowaliśmy już ponad 70% z nich, a blisko 200 już weszło w życie. Domniemanie niewinności podatnika, milcząca zgoda, krótsze kontrole, mniejsze budowle bez pozwolenia, certyfikacja wykonawców w zamówieniach publicznych, dalsza cyfryzacja sądownictwa i administracji. Zmieniliśmy filozofię myślenia o państwie. Państwo musi umieć słuchać i mieć odwagę wycofać się z przepisu, który nie działa. Dorobek pierwszej fazy jest opublikowany na stronie deregulacja.gov.pl Dziękuję Rafałowi Brzosce , Inicjatywie #SprawdzaMY, partnerom społecznym, ministerstwom i urzędom, które zaangażowały się w ten proces. Pokazaliśmy, że możemy wspólnie usiąść do stołu, prowadzić dialog, iść na kompromisy i finalnie wdrażać tak potrzebne zmiany. Trwa kolejny etap deregulacji. Pierwsza faza to były setki drobnych zmian, druga to pakiet zmian szerszych w systemie podatkowym (przyjazna administracja skarbowa i pewność prawa podatkowego) oraz w wymiarze sprawiedliwości (nowa jakość w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości). Uchwalenie i wejście w życie tych zmian istotnie zmieni relację organów państwa i podatników. Polski proces deregulacyjny stał się w Europie punktem odniesienia. Opracowaliśmy anglojęzyczne materiały opisujące nasz proces, a doświadczenia prezentowaliśmy w Brukseli i w ramach projektu OECD. Konkurencyjność Europy zaczyna się od jakości regulacji. I my w tej rozmowie o konkurencyjności wypracowaliśmy własny, słyszalny głos.

- przekonywał. 

Kolejny obszar to nadzór nad priorytetami rządowymi. Wspólnie z ministrami ułożyliśmy plan działania rządu, dzieląc priorytety członków Rady Ministrów na cztery filary: bezpieczeństwo, gospodarka, usługi publiczne i państwo cyfrowe. Wprowadziliśmy jawny, kwartalny system raportowania o stanie realizacji każdego z nich. Informacje te są dostępne na stronie priorytety.gov.pl. W dialogu z ministrami udrażnialiśmy sprawy, które wymagały pilnych działań. Udowodniliśmy, że silosowość można zastąpić wspólnymi działaniami. Jednym z przykładów jest zapoczątkowanie kluczowych dla procesów inwestycyjnych prac nad usprawnieniem postępowań odwoławczych oraz odciążeniem Krajowej Izby Odwoławczej. Wszystko, co udało się osiągnąć i czemu udało się nadać bieg, to wynik wielu godzin wspólnej pracy, uzgodnień, dyskusji, analiz, kompromisów i umiejętności wypracowywania decyzji. Dziękuję wszystkim, z którymi przez ten czas było mi dane współpracować: urzędniczkom i urzędnikom, legislatorom, partnerom społecznym, przedstawicielom licznych podmiotów i organizacji, parlamentarzystom, koleżankom i kolegom z rządu, premierowi Donaldowi Tuskowi, który zaprosił mnie do tej odpowiedzialnej i niełatwej pracy. Życzę powodzenia minister Joannie Knapińskiej, która przejmuje te niełatwe zadania

- podsumował.

Operacja "deregulacja" 

Na wpis zareagował Bartłomiej Wróblewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości. 

Rządowa operacja „deregulacja” okazała się działaniem pozornym, więc przywoływanie jej wśród sukcesów ministra Berka nie ma pokrycia w faktach. W 2025 r. liczba wydrukowanych stron ustaw w Dzienniku Ustaw wyniosła 2496. Rok do roku wzrosła o 305 stron, czyli o kilkanaście procent. Byłoby niemal 50%, gdyby nie prezydenckie weta

- zaznaczył. 

 W ramach prowadzonych przez rząd i parlament działań nie usunięto żadnych przepisów, a więc nie była to w ogóle deregulacja w ścisłym tego słowa znaczeniu. Olbrzymia część zmian pod hasłem „deregulacji” była twardą nową regulacją

- napisał. 

Kandydaturę Bera mocno skomentował w mediach społecznościowych także inny poseł PiS - Marcin Warchoł.

Maciej Berek, prawa ręka Tuska i kandydat na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, może okazać się ręką mocno lewą. I nie chodzi o jego skrajne upolitycznienie - to tylko splunięcie w twarz wszystkim, którzy znowu uwierzyli Tuskowi. Chodzi o spełnienie wymogów ustawowych. Art. 30 § 1 pkt 8 ustawy o SN wymaga, aby kandydat do TK „przez co najmniej 10 lat wykonywał w Polsce zawód […] radcy prawnego”
 
- zaznaczył.
 
Sam wpis na listę radców nie wystarcza. Z jego życiorysu wynika, że od końca funkcji prezesa RCL w listopadzie 2015 r. do wejścia do rządu Tuska w grudniu 2023 r., czyli w okresie, w którym miał realnie wykonywać zawód radcy, minęło tylko 8 lat. Praca legislatora Kancelarii Senatu, dyrektora w NIK, prezesa RCL, sekretarza RM czy dyrektora generalnego BRPO, nie jest wymieniona w przepisach i nie daje wymaganego stażu. Wiem, że Tusk stosuje prawo tak jak je rozumie, ale chyba nie jest trudno zrozumieć, że Berkowi brakuje wymaganych ustawą 2 lat radcowskiego stażu. No chyba że oficjalny życiorys Berka jest niepełny, ale wtedy warto uzupełnić. To w końcu aż dwa lata „radcowskiej przerwy”…
 
- wskazał. 
 
FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Staniewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.