Bandera jako bohater to potworne kłamstwo i potwarz
Bandera jako bohater to potwarz dla ofiar zbrodni dokonanych przez niego samego oraz przez podkomendnych i wyznawców

Kompletnym idiotyzmem jest opowiadanie przez Kazimierza Wóycickiego, że „Bandera zachowywał się mniej więcej tak, jak Piłsudski przed pierwszą wojną światową”.
Kompletnym idiotyzmem jest opowiadanie przez Kazimierza Wóycickiego, że „Bandera zachowywał się mniej więcej tak, jak Piłsudski przed pierwszą wojną światową”.
Ukraińska (i nie tylko, bo takie poglądy głosi od dawna na przykład Kazimierz Wóycicki, a w czerwcu 2026 r. prowokacyjnie je nagłaśnia) narracja jest taka, że Stepan Bandera nie odpowiada za rzeź na Wołyniu. Bo w lipcu 1941 r. został przez Niemców zatrzymany, we wrześniu 1941 r. osadzony w więzieniu w Berlinie, skąd następnie przeniesiono go do obozu Sachsenhausen. Właściwie jedyną jego zbrodnią na Polakach miało być zaplanowanie i zorganizowanie w 1934 r. zamachu na polskiego ministra spraw wewnętrznych płk. Bronisława Pierackiego. Za to został skazany na karę śmierci, zamienioną potem na dożywocie. Siedział w więzieniu w Brześciu, skąd we wrześniu 1939 r. wydostał się na wolność. Narracja o Banderze niemającym nic wspólnego z rzezią wołyńską to ohydne kłamstwo. Tak jak narracja o tylko jednej zbrodni motywowanej politycznie, gdyż tylko w latach 1929-1934 OUN przeprowadziła w II RP ponad 20 zamachów terrorystycznych. Bandera, który został prowidnykiem krajowym OUN w styczniu 1933 r., odpowiada za co najmniej połowę z nich.
