Im bardziej Polacy nie ufają Tuskowi i go nie chcą, tym mocniej trzyma się władzy. I tym gorzej rządzi, o ile można nazwać rządzeniem to, co jest rozwałką państwa.
Donald Tusk to nie Keir Starmer, a demokracja walcząca obecnego premiera Polski to nie staroświecka demokracja brytyjska. Przynajmniej w ostatnich latach brytyjscy szefowie rządów wiedzą, kiedy powinni odejść, bo nie chce ich społeczeństwo. W Wielkiej Brytanii głos ludu jest też wskazówką dla partii, z której premier się wywodzi i ona też takiego osobnika zwykle wtedy nie chce. W Polsce Donald Tusk ma głos ludu w głębokiej pogardzie, a partia matka (obecnie Koalicja Obywatelska, a wcześniej Platforma Obywatelska) prędzej sama zamieni się w kamieni kupę niż pozbędzie swego założyciela i praktycznie właściciela.
W Wielkiej Brytanii były burmistrz Manchesteru Andy Burnham został oficjalnym kandydatem na lidera Partii Pracy, a w praktyce także na nowego brytyjskiego premiera, bo ustępujący Keir Starmer zrozumiał, że nie może się przyspawać do stanowiska, jeśli większość go nie chce. W Polsce politycy rządzącej partii, w tym sam Donald Tusk, tylko sobie szpetnie żartowali, gdy w czasie prezydenckiej kampanii wyborczej w 2025 r. przebąkiwali o zmianie szefa rządu. Zresztą kandydatura Radosława Sikorskiego jako zmiennika też była szpetnym żartem, tym bardziej że nigdy nie była poważna.
W Wielkiej Brytanii, zgodnie z zasadami Partii Pracy, pretendent na nowego szefa i przyszłego premiera musi uzyskać nominację od 20 proc. członków klubu parlamentarnego, czyli 81 zasiadających w Izbie Gmin. Gdy Andy Burnham się zgłosił, już pierwszego dnia zdobył 322 podpisy. Reszta jest już tylko formalnością i proces nominacji nowego szefa partii zakończy się 16 lipca 2026 r. Chyba że Burnham będzie miał konkurenta z własnej partii, na co się nie zanosi. A skoro tak, to 17 lipca Burnham zostanie zatwierdzony jako lider Partii Pracy, a 20 lipca, po przyjęciu przez króla Karola III i oficjalnym uznaniu decyzji partii, nowy szef laburzystów zostanie szefem rządu.
Gdy Keir Starmer zrezygnował, powiedział: „Moje ugrupowanie [Partia Pracy] pyta teraz, czy jestem najlepszą osobą, by poprowadzić nas do następnych wyborów. Usłyszałem odpowiedź i akceptuję ją z godnością”. Pełnił funkcję premiera od 7 lipca 2024 r. I to już trzeci raz w ciągu czterech lat, kiedy szef brytyjskiego rządu rezygnuje ze stanowiska pod presją własnego środowiska politycznego.
W sondażach wyniki Partii Pracy oscylowały w granicach 18-21 proc. Według zagregowanej średniej z połowy czerwca 2026 r., poparcie dla laburzystów wynosiło zaledwie 19,4 proc. Laburzyści regularnie przegrywali z prawicową partią Reform UK (kierowaną przez Nigela Farage’a), która prowadziła w sondażach z wynikiem na poziomie około 25-27 proc. Partia Pracy szła mniej więcej równo z Partią Konserwatywną (również notującą ok. 18-19 proc. poparcia), a poważną konkurencję po lewej stronie stanowili Zieloni (ok. 13-15 proc. poparcia). Wizerunek Starmera obrócił się w kamieni kupę, czyniąc go jednym z najmniej popularnych brytyjskich przywódców w historii sondaży w ostatnich kilkudziesięciu latach. Tylko około 23-24 proc. Brytyjczyków oceniało Starmera pozytywnie, podczas gdy aż 69 proc. negatywnie. Badanie sondażowni Opinium z połowy czerwca 2026 r. pokazało, że aż 55 proc. Brytyjczyków domagało się natychmiastowej rezygnacji Starmera ze stanowiska lidera partii, przy ledwie 25 proc. opowiadających się za jego pozostaniem.
W Polsce Koalicja Obywatelska nigdy nie zaneguje przywództwa Donalda Tuska, tak jak Partia Pracy – Keira Starmera, bo to Tusk może zwolnić partię, a nie partia jego. A głos ludu absolutnie lekceważy. Sondaż Instytutu Pollster dla „Super Expressu” (opublikowany 10 czerwca 2026 r.) pokazał, że aż 54 proc. Polaków uznało, iż rząd radzi sobie źle od początku swojej kadencji. Pozytywną ocenę wystawiło mu jedynie 33 proc. badanych. Według analiz m.in. CBOS, czerwiec 2026 r. był drugim z rzędu miesiącem, w którym notowania premiera oraz jego rządu systematycznie się pogarszały.
Sondaże (m.in. powtarzane cyklicznie badania IBRiS oraz Pollster) wskazały, że ponad połowa Polaków (ok. 54-60 proc.) krytycznie oceniało bilans rządów premiera Tuska. Zadowolenie z jego pracy deklarowało 32-33 proc., reprezentujących głównie najtwardszych zwolenników Koalicji Obywatelskiej. W badaniu United Surveys by IBRiS na zlecenie Wirtualnej Polski 52-56 proc. badanych uznało, że sytuacja w Polsce pod rządami Tuska zmierza w złym kierunku. Że zmierza we właściwą stronę, deklarowało około 31-34 proc. Niemal wyłącznie to twardy, wielkomiejski elektorat Koalicji Obywatelskiej.
Decyzje kilku ostatnich premierów Wielkiej Brytanii o rezygnacji z powodu niezadowolenia we własnej partii, a przede wszystkim w społeczeństwie świadczą, że poważnie traktują oni swoje zadania i głos rodaków. I rezygnują, gdy nie mogą sprostać oczekiwaniom. Z Donaldem Tuskiem jest odwrotnie: im bardziej Polacy mu nie ufają i go nie chcą, tym mocniej trzyma się władzy. I tym gorzej rządzi, o ile w ogóle można nazwać rządzeniem to, co jest kompletną rozwałką państwa. Ale rzeczywistość Tusk ma w głębokiej pogardzie: musi się trzymać stołka, bo wie, że alternatywą jest „fikoł pod celą”.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/764781-starmer-posluchal-gdy-kazali-mu-spadac-tusk-jest-gluchy
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.