W poprzednim tygodniu na konferencji prasowej premier Tusk ze srogą miną zapowiedział dymisje minister zdrowia i szefa NFZ, jeżeli w ciągu 4 dni nie przedstawią mu konkretnych reform, które nomen omen uzdrowią sytuację w ochronie zdrowia, by już na początku tego tygodnia spuścić z tonu i zapewniać, że dymisji jednak nie będzie, bo już w środę pakiet reform zostanie przedstawiony. Tyle tylko, że po środowej prezentacji tych propozycji zmian przez minister Sobierańską-Grendę, strona społeczna, a więc przedstawiciele związków zawodowych, a także przedstawicieli Naczelnej Izby Lekarskiej stwierdzili, że przedstawiono rozwiązania, które zostały już im zaprezentowane, rok wcześniej, bo w lipcu 2025 roku i nie mają one, jak zapowiadano, kompleksowego charakteru. Rok temu po rozmowach z przedstawicielami samorządów, które są organami założycielskimi szpitali, związków zawodowych i organizacji reprezentujących różne zawody medyczne, resort wycofał się z tych propozycji i już do nich nie wracał. Teraz w pośpiechu, wynikającym z próby szybkiego przykrycia afery w warszawskim Szpitalu Południowym, minister zdrowia i prezes NFZ, ponownie je prezentują, uznając, że uzdrowią one sytuację w ochronie zdrowia, ale to tylko „polityczny teatr”, który ma wygasić emocje społeczne wywołane ostatnimi skandalami w wielu szpitalach w Polsce.
Z przedstawionych w środę propozycji przez minister zdrowia wynika, że resort zdrowia chce za wszelką cenę odsunąć od siebie odpowiedzialność za gigantyczny kryzys w ochronie zdrowia, wywołany nic nierobieniem przez ponad już 2,5 roku rządzenia przez ekipę Tuska. Stąd najbardziej radykalna propozycja ograniczenia wynagrodzeń lekarskich do 240 zł brutto za godzinę, a więc wynagrodzenia miesięcznego do ok. 40 tys. zł, została przerzucona w całości na placówki ochrony zdrowia ich organy prowadzące, a tak naprawdę na ich zarządy czy dyrektorów. W tej sprawie minister wyraźnie powiedziała, ze resort ograniczy do zaproponowania przepisów ogólnych w tym zakresie, a ponieważ kontrakty czy umowy o pracę z pracownikami medycznymi zawierają zarządy spółek szpitalnych czy dyrektorzy placówek, to wprowadzenie tych ograniczeń będzie ich zadaniem. Co więcej, w sytuacji, gdy wspomniane regulacje płacowe mają nie obowiązywać w sektorze prywatnym, to w sektorze publicznym szybko może zabraknąć, głównie lekarzy z najbardziej deficytowymi specjalizacjami i zarządzający placówkami staną przed dylematem, jak realizować zawarte z NFZ kontrakty w sytuacji braku obsady lekarskiej. W konsekwencji po raz kolejny pogorszy się dostępność dla pacjentów do usług medycznych publicznej ochrony zdrowia i w ten sposób przyśpieszy się trwający już od wielu miesięcy, proces ich wypychania do sektora prywatnego.
Ponadto ministerc zaproponowała rozwiązania cyfryzacyjne, a więc centralną e-rejestrację i centralną e-kolejkę, ale to pierwsze rozwiązanie, miałoby być wprowadzone do końca 2027 roku, a to drugie w pełni do końca 2028 roku. Przypomnijmy, że wybory parlamentarne odbędą się na jesieni 2027 roku i z dużym prawdopodobieństwem, dojdzie w Polsce do zmiany rządu, więc propozycje Pani minister, należy zaliczyć do kategorii niezwykle popularnej w Platformie, czyli „cóż szkodzi obiecać”. Niestety tego rodzaju propozycje potwierdzają tylko, że premier i Tusk i jego najbliższe otocznie po skandalach w Szpitalu Południowym, a także kilku innych szpitalach, bo codziennie media dostarczają takich informacji, uznali, ze potrzebny jest „polityczny teatr” pod tytułem „Reformy ochrony zdrowia” z nadzieją, że uciszy to emocje społeczne związane z tymi skandalami.
Ale to zupełnie błędna diagnoza, sytuacja w ochronie zdrowia gwałtownie się pogarsza i jedynym jej problemem, nie są tzw. kominy płacowe lekarzy, ale przede wszystkim drastyczne cięcia wydatków przez minister zdrowia, a w konsekwencji przez NFZ, skutkujące drastycznym wydłużaniem się kolejek do lekarzy i ograniczeniem dostępności pacjentów do badań diagnostycznych. Dobitnym przykładem jest ograniczanie płatności za tzw. usługi ponadlimitowe, w tym także w diagnostyce na podstawie rozporządzenia z 1 kwietnia tego roku, którym wprowadzono zaledwie 50% odpłatność NFZ za ponadlimitowe usługi medyczne w zakresie rezonansu magnetycznego i tomografii komputerowej i 60% odpłatność dotyczącą usług medycznych w zakresie gastroskopii i kolonoskopii. Co więcej, jeżeli jakaś placówka ochrony zdrowia zdecyduje się świadczyć tego rodzaju usługi, mimo tak głębokich cięć płatności, to rozliczenia z NFZ-etem z tego tytułu nie nastąpią w następnym kwartale po wykonaniu usługi, ale po zakończeniu roku kalendarzowego, więc zastosowano rozwiązanie, które wręcz całkowicie zniechęca placówki ochrony zdrowia do świadczenia tego rodzaju usług poza przyznanymi limitami. Wprowadzenie tego rozporządzenia powoduje, że szpitale muszą wręcz drastycznie ograniczyć diagnostykę pacjentów, co w praktyce z jednej strony uniemożliwia racjonalne leczenie, z drugiej w sposób wręcz nieprawdopodobny, wydłuża kolejki do tego rodzaju badań, często do kilkunastu miesięcy, a nawet dwóch lat i więcej. W sektorze prywatnym ochrony zdrowia natychmiast nastąpiła reakcja na ten stan rzeczy, firmy oferujące usługi tomografii komputerowej czy rezonansu magnetycznego w związku z tym, że są to badania drogie, od niedawna oferują możliwość rozłożenia płatności za nie na raty dodatkowo z ich zerowym oprocentowaniem.
Ale ze szpitali napływają jeszcze bardziej dramatyczne informacje, że w niektórych z nich wyczerpują się już w lipcu kontrakty na oddziałach zabiegowych, a we wrześniu ten proces się jeszcze nasili, co oznacza, że placówki te będą ograniczały przyjęcia pacjentów, a być może w ogóle przestaną ich przyjmować. Jest to rezultatem wprowadzonej w tym roku zasadzie płacenia przez NFZ placówkom medycznym za nadwykonania z dużym opóźnieniem i tylko częściowo i zapowiedzi, że już w II półroczu tego roku będzie obowiązywała zasada, że płacenie za nie, będzie możliwe dopiero po zakończeniu roku obrachunkowego, a więc szpitale miałyby w tym zakresie kredytować Fundusz w skrajnych przypadkach nawet przez ponad rok. Publiczna ochrona zdrowia pod rządami Tuska rozpada się na naszych oczach, a jego PR-owcy ciągle uważają, że takim zagrywkami jak do tej pory ze wspomnianym „polityczny teatrem” o reformach w ochronie zdrowia, można wyciszyć emocje społeczne związane z aferami w szpitalach zarządzanych przez ludzi Platformy.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/764613-konferencja-minister-zdrowia-to-polityczny-teatr-tuska
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.