„Jak do tego doszło?” — to pytanie zna każdy fan disco polo i na pewno spora część Polaków, ale tym razem padło ono nie przy okazji hitu zespołu „Akcent”, lecz podczas briefingu przed wylotem na szczyt NATO. Gdy dziennikarka zapytała o wspólną podróż prezydenta Karola Nawrockiego i ministra Radosława Sikorskiego do Ankary, szef BPM Marcin Przydacz nie mógł odmówić sobie żartu.
Szczyt NATO w Ankarze
Po południu prezydent Karol Nawrocki przybył do Turcji, gdzie weźmie udział w szczycie NATO w Ankarze. Wieczorem wraz z innymi głowami państw Sojuszu prezydent będzie uczestniczył w uroczystej kolacji wydawanej przez prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana.
„Jak do tego doszło…”
Na wtorkowym briefingu przed wylotem do Turcji, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz podkreślił, że priorytetami prezydenta Karola Nawrockiego na szczycie Sojuszu jest utrzymanie jak najlepszych relacji transatlantyckich. Przekazał również, że minister Sikorski i prezydent Nawrocki udają się na to wydarzenie wspólnie jednym samolotem.
Jeśli chodzi o przelot do Ankary, za chwilkę prezydent wylatuje. Wspólnie, bo zaprosił do delegacji ministra spraw zagranicznych
— mówił szef BPM.
Wtedy jedna z dziennikarek zapytała: „Właśnie, jak do tego doszło?”. Odpowiedź prezydenckiego ministra była bezbłędna!
Jak do tego doszło? To taka - rozumiem - piosenka się przypomina…
— zażartował Przydacz, nawiązując do słynnej piosenki z gatunku disco polo autorstwa zespołu „Akcent” i Zenona Martyniuka.
„Skoro pan minister poprosił”
Odpowiadając już poważnie, szef BPM stwierdził, że „to jest rzecz zupełnie oczywista”.
Polska delegacja składa się z prezydenta. Prezydent jest szefem tej delegacji, ale w jej skład wchodzi także minister spraw zagranicznych, minister obrony narodowej. W związku z tym udają się wspólnie. Minister obrony narodowej również mógłby, oczywiście gdyby na to pozwalały warunki lecieć, ale zdaje się poleciał wczoraj, z innych powodów. Natomiast minister Sikorski zwrócił się z prośbą do prezydenta i prezydent oczywiście się na to zgodził. To jest samolot Rzeczypospolitej. Nie ma powodów do tego, aby robić sobie tego typu nieprzyjemności
— tłumaczył.
A pamiętam oczywiście takie sytuacje z czasów jeszcze kohabitacji pomiędzy rządem Donalda Tuska a Lechem Kaczyńskim, kiedy robiono przykrości prezydentowi Kaczyńskiemu także i w kontekście samolotu. Ale my staramy się zachować jednak poważnie. Skoro pan minister poprosił, to oczywiście ma prawo lecieć tym samym samolotem
— powiedział dziennikarzom szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej przed wylotem do Ankary.
Choć trzeba dodać, że kwestia lotów prezydenta i szefa MSZ była już powodem mocniejszych starć na linii Pałac Prezydencki-MSZ.
olnk/X/PAP
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/764415-jak-do-tego-doszlo-przydacz-zazartowal-po-tym-pytaniu
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.