Rząd Koalicji 13 Grudnia znów próbuje zmienić narrację. Wcześniej twierdzili, że PiS jest prorosyjski – a teraz zarzucają tej partii, że wysłała za dużo broni do broniącej się przed rosyjską agresją Ukrainy.
Lata temu Donald Tusk powiedział rosyjskiej agencji Interfax, żeby traktować poważnie jego cel – polepszenie stosunków polsko-rosyjskich. W 2009 roku zapowiadał, że razem z Putinem przypilnują, by nikt piachu w tryby nie sypał, gdy Polska znów zbliży się do Rosji. Rok później, już po Smoleńsku, szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow, został zaproszony przez ówczesnego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego na odprawę polskich ambasadorów. Nawet rosyjskie media podkreślały, że to bezprecedensowe wydarzenie. W wyborach samorządowych w 2014 roku PSL straszył, że jeśli PiS dojdzie do władzy, to wypowie Rosji wojnę.
„Prorosyjski” PiS
Kiedy Rosja dokonała pełnoskalowej inwazji na Ukrainę, Polacy rzucili się jej na pomoc. Wyczuwszy zmianę wiatrów, obóz polityka, którego popularny rosyjski portal nazwał naszym człowiekiem w Warszawie, radykalnie zmienił narrację. Zaczął nagle twierdzić, że PiS jest partią prorosyjską, szukając coraz bardziej absurdalnych argumentów na poparcie tej śmiałej tezy.
Niektórzy próbowali zrobić rusofila nawet z śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który już w 2008 roku ostrzegał publicznie przed rosyjską agresją na Ukrainę. Wyobraźcie sobie, w jak trudnej sytuacji byłaby dzisiaj Polska, gdyby Polacy nie odsunęli tej (coraz wyraźniej) prorosyjskiej i antyeuropejskiej ekipy od władzy” – pisał jeszcze w lutym Tusk. Niedawno te oskarżenia wróciły ze zdwojoną siłą – prorosyjski w oczach przedstawicieli rządu jest każdy, kto krytykuje antypolską politykę historyczną rządu w Kijowie, wzmacnianie kultu zbrodniarzy z UPA czy też okazywany przez niego skrajny brak wdzięczności za okazaną pomoc.
Kolejny zwrot
Wygląda jednak na to, że teraz rząd po raz kolejny chce odwrócić narrację o 180 stopni. Niedawno pojawiły się bowiem informacje – na razie niepotwierdzone – że rząd Tuska nie tylko przekazał Ukrainie efektory do systemu przeciwlotniczego Patriot, ale także oddał jej swoje miejsce w kolejce do zakupu kolejnych. To wywołało zrozumiałą falę oburzenia. Coraz więcej wskazuje, że reakcją obozu władzy na ten – kolejny już w ostatnim czasie kryzys wizerunkowy – będzie przekonywanie elektoratu, że oni wcale tej Ukrainie tak bardzo nie pomagają.
Fakty o donacjach sprzętu dla Ukrainy. Rząd PiS – 44. Rząd Koalicji 15 Października – 4”
— napisała z dumą na portalu społecznościowym X Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocnik rządu ds. programu SAFE, która zdaniem wielu komentatorów została wyznaczona przez Tuska na następczynię.
W podobnym tonie, choć jeszcze nieco subtelniej, wypowiedział się rzecznik rządu Adam Szłapka.
Chcecie licytować się na to, kto przekazał Ukrainie więcej sprzętu? Proszę bardzo. Za rządów PiS były 44 pakiety wsparcia, za obecnego rządu – 5
— napisał, w tym samym wpisie prosząc, by nie nagłaśniać tej afery i „nie robić Putinowi prezentów”.
Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział także odtajnienie listy sprzętu wojskowego przekazanego Ukrainie. Można chyba bezpiecznie założyć, że gdy zostanie odtajniona, pojawi się narracja „nie czepiajcie się nas o Patrioty, patrzcie, ile sprzętu oddał PiS”.
Nie rozumieją, w czym jest problem
Tyle tylko, że ta narracja jest fundamentalnym niezrozumieniem tego, w czym tkwi problem. Owszem, PiS oddał ogromne ilości broni Ukrainie. Zrobił to nie z powodu rusofobii czy pro-banderyzmu, jak czasem oskarżają go o to wyborcy pewnych partii, a dlatego, że leżało to - i nadal leży - w polskim interesie. W interesie Polski jest to, by rosyjscy żołnierze tracili zdolność bojową w „mięsnych szturmach” na jakąś wioskę na wschodniej Ukrainie, a nie, by upojeni zwycięstwem stali na granicy Polski, zerkając łapczywie na Zachód. A bez broni z Polski, która przybyła w kluczowym momencie wojny, byłby to bardzo realny scenariusz.
Ważne jest jednak nie to, ile broni przekazaliśmy, a jaką. Rząd PiS przekazywał broń, która jest już przestarzała lub taką, której stany można łatwo uzupełnić, równocześnie prowadząc bezprecedensowy program wzmacniania polskiej armii. Mogliśmy przekazać czołgi T-72 czy PT-91, bo zamówiono już ogromne zapasy znacznie nowocześniejszych Abramsów czy K-2. Mogliśmy przekazać haubice Krab, bo zwiększono ich produkcję i zamówiono dodatkowo K-9. Przekazaliśmy Ukrainie MiGi-29 czy Mi-24, bo kończył im się resurs, części zamienne są coraz trudniejsze do dostania, a Polska zamówiła F-35 czy AH-64 Apache. Przekazywaliśmy karabiny Grot, bo FB Radom jest w stanie wyprodukować kolejne na nasze potrzeby.
Z Patriotami, o ile faktycznie je przekazano, sytuacja jest zupełnie inna. Te efektory są produkowane wyłącznie w USA i kosztują fortunę. Co więcej, wojna na Ukrainie i ataki Iranu na ościenne państwa sprawiły, że wiele rządów zaczęło dużo poważniej traktować swoją obronę przeciwlotniczą, a Patrioty stały się bardzo chodliwym towarem. Amerykańskie koncerny zbrojeniowe zwiększają produkcję, by odpowiedzieć na zwiększone zapotrzebowanie na broń, ale to nie jest szybki proces.
Czym będziemy się bronić?
Jeśli Rosja nas zaatakuje, to jest jasne, że rozpocznie od uderzenia rakietami i dronami w nasze bazy wojskowe, fabryki czy miasta. To abecadło prowadzenia nowoczesnej wojny. Z tego powodu od lat budujemy jeden z najsilniejszych systemów obrony przeciwlotniczej na świecie. Tymczasem, jeśli faktycznie przekazaliśmy Ukrainie te Patrioty i oddaliśmy miejsce w kolejce do zakupu kolejnych, rząd Tuska – który regularnie lubi straszyć, że wojna jest tuż tuż – celowo i znacząco go osłabił. Nikt nie neguje, że Ukraina, na której codziennie od rosyjskich rakiet i dronów giną cywile, potrzebuje tych efektorów – ale, jakby brutalnie to nie zabrzmiało, to nie ukraińskie miasta powinny być dla polskiego rządu priorytetem.
Jak nowa narracja rządu, o PiS-ie rozbrajającym Polskę by pomóc Ukrainie, „sklei się” z wcześniejszą narracją, że to zasadniczo agenci Putina? Nijak. Nie da się sensownie przejść z jednej narracji do drugiej. Ba, nie da się wykluczyć, że Koalicja 13 Grudnia będzie stosować obie narracje naprzemiennie, w zależności od potrzeb. Nie od dziś jej politycy sprawiają wrażenie, że uważają swój żelazny elektorat za zbyt głupi, by wyłapać tę sprzeczność.
Co gorsza – biorąc pod uwagę, że ten po raz trzeci oddał im władzę – tu akurat mogą się nie mylić.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/764313-rzad-wije-sie-w-sprawie-rakiet-co-oznacza-decyzja-tuska
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.