Prof. Marcin Matczak ocenia, że Karol Nawrocki wygrał wybory prezydenckie, ponieważ był kandydatem wyrazistym i miał swój „gadżet” - rękawice bokserskie kojarzone ze sprawczością. Fakt, że Rafał Trzaskowski takiego symbolu nie miał, Matczak zreferował w rozmowie z Żurnalistą w sposób, który może być odczytany jako przejaw klasizmu. W ocenie prawnika, ludzie, patrząc na prezydenta Warszawy, siedzącego na tle regałów z książkami, mogli pomyśleć: „Boże, ja nigdy tylu książek nie widziałem, prawda? Więc prawdopodobnie jestem głupszy”. „I w sposób naturalny uruchamia się jakiś taki resentyment” - ocenił.
Przez co najmniej półtora roku liberalno-lewicowy salon karmił nas kontrastem między „oczytanym” (nawet, jeśli jest to czytanie w metrze spisu treści wciąż tej samej książki w każdej kampanii wyborczej) i znającym języki obce Rafałem Trzaskowskim a bokserem i „kibolem” Karolem Nawrockim. W ten sposób podobno otwarci tolerancyjni i uśmiechnięci wyborcy tego pierwszego wyrażali pogardę wobec drugiego oraz jego zwolenników.
Poziom „nieosiągalny dla innych ludzi”
Nieco inaczej do sprawy podchodzi prof. Marcin Matczak, który w rozmowie z youtuberem „Żurnalistą” ocenił, że obaj główni kandydaci w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich byli w gruncie rzeczy do siebie podobni.
Mnie interesuje to, w jaki sposób społeczeństwo reaguje na znaki, na symbole i właśnie na to, co się dzieje ze społeczeństwem, które nagle chce twardości i agresji, a nie chce analityki i myślenia, prawda? I wie pan, w tej kampanii wyborczej starli się ze sobą kandydaci, którzy właściwie z jednej strony są podobni do siebie i to jest bardzo interesujące
— ocenił prawnik.
Obaj mają doktorat, a w związku z tym można by było powiedzieć, że są intelektualistami, prawda? Obaj pracowali dla państwa, więc można powiedzieć, że są państwowcami. Natomiast to, że obaj są intelektualistami, nie zmieniło niczego w tym, że jeden z nich był postrzegany - mówię tutaj o Nawrockim - jako chłopak z podwórka, prawda? Gość, który chodził na ustawki, swój człowiek, prawda? właśnie agresywny, brutalny sportowiec, bokser, który ciałem zasłoni Polskę, jeżeli będzie trzeba
— wskazał.
A drugi był widziany jako taki wyizolowany z normalnego społeczeństwa człowiek, mówiący językami obcymi na poziomie nieosiągalnym dla w ogóle innych ludzi, siedzący przed biblioteką swoją, na którą jak ludzie patrzą, to mówią: „Boże, ja nigdy tylu książek nie widziałem, prawda? Więc prawdopodobnie jestem głupszy”. I w sposób naturalny uruchamia się jakiś taki resentyment.
— ocenił Matczak. Z tym „poziomem nieosiągalnym dla innych ludzi” wykładowca akademicki nieco przestrzelił. Oczywiście, jedni uczą się wolniej, drudzy szybciej, ale opanować języki obce może w zasadzie każdy.
Trzaskowski bez symbolu
Prawnik ocenił, że potencjalny wyborca stanął w obliczu dwóch wizji.
Ma pan kogoś, kto ma jako swój gadżet, jako swój symbol rękawice bokserskie, które przemawiają archetypicznie do ludzi jako sprawczość. No bo jak pan kogoś walnie i on się przewróci, to to jest bardzo sprawcze, prawda? Pan zmienia rzeczywistość, a po drugiej stronie ma pan kogoś, kto w oczach społeczeństwa jest po prostu niewyraźny. Ja kiedyś się zastanawiałem, nawet pisałem o tym, co jest gadżetem Rafała Trzaskowskiego w jego kampanii wyborczej. Ma pan jakiś pomysł? Nie wiem, gramofon, bo on słucha jazzu. Tramwaj, który uruchomił z Wilanowa do centrum, to się zupełnie nie sprzedaje
— dodał.
Grzegorz Braun ma gaśnicę jako swój gadżet, który widziałem na Allegro się sprzedaje. Takie rzeczy są ważne w tym znaczeniu, że one pokazują ludziom, którzy są przyzwyczajeni do czytania obrazów i do emocji w jednym momencie, to co to jest za człowiek? Jeżeli mają ten mechanizm ucieczki od wolności, czyli widzą, że świat jest coraz bardziej złożony, chaotyczny, niebezpieczny, no to chcą przywódcy, który jest silny, zdecydowany i taki, który gra tak zwaną rolę surowego ojca. Kogoś, kto potrafi walnąć pięścią w stół, który wprowadza hierarchię
— podkreślił Matczak.
Natomiast chcę z mocą bardzo to powiedzieć. Złożony świat wymaga złożonych rozwiązań. I wie pan, jeżeli na przykład my jako społeczeństwo uwierzymy, że powinniśmy być antyintelektualni, dlatego że no po prostu wtedy będzie łatwiej, no to my zginiemy po prostu z kretesem. Wie pan, jedyny sposób na poradzenie sobie ze światem to jest niuansowanie, rozmawianie i negocjowanie. Ja naprawdę zawsze to podkreślam, że jeżeli ja bym miał sobie wyobrazić, kto zrobił dla polskiego bezpieczeństwa najwięcej w naszej historii, to to nie jest żaden strongman, to nie jest żaden człowiek, który się boksował, który biegał, który się bił albo robił pompki. To jest Bronisław Geremek, który spowodował, że weszliśmy do NATO. I ten facet z fajką nie wyglądał na człowieka, który jest w stanie, nie wiem, przebiec maraton albo pobić trzech osiłków w bramie na Pradze. Ale on spowodował, że nasza sytuacja obecnie, na przykład w porównaniu z Ukrainą jest po prostu o niebo lepsza dlatego, że jesteśmy w NATO. I on nie zrobił tego robiąc ustawki, jakieś pokazowe, nie wiem, spotkania z żołnierzami, tylko starą zasadą ludzkości, rozmową, intelektem, negocjacją, budowaniem sojuszy spowodował, że my jesteśmy bezpieczni właśnie dlatego, że tam jesteśmy. I teraz jeżeli ktoś mówi, że on robi więcej dla naszego bezpieczeństwa krzykiem tym, że on mocniej niż Bronisław Komorowski potrafi żołnierzom powiedzieć „czołem żołnierze”, to to jest bzdura po prostu. I moim zdaniem Polacy są na tyle mądrzy, że powinni to zrozumieć, że my musimy to inaczej robić
— wskazał.
Z drugiej strony prawnik określił prezydenta Karola Nawrockiego jako „plagiatora” wizerunku amerykańskiego przywódcy Donalda Trumpa.
Nawet sposób, w jaki on mówi „czołem żołnierze”, jest taki wojskowo-agresywno- maczystowski bym powiedział. To są wszystko symbole, ten jego boks, te jego pompki, prawda. To są takie cechy przywódców, które my znamy z systemów autorytarnych, prawda? Ja unikam prostych takich paralel i porównań, że Karol Nawrocki jest autorytarny, ale jest jakaś potrzeba w tym, że na przykład przywódcy Związku Radzieckiego albo Rosji pokazują się topless, prawda? Albo, nie wiem, uprawiają sporty, muszą przepłynąć rzekę albo, nie wiem, w judo kogoś tam pokonują, prawda? Jest taka potrzeba w niektórych konstrukcjach, że naród patrzy na przywódcę i mówi: „Może ja jestem słaby, ale mój przywódca jest silny”. To nie jest przypadek i akurat Nawrocki dobrze tym gra po prostu, prawda?
— pytał.
Myślę, że on jest naturalnym materiałem na takiego strongmana po prostu. I ja tego nie mówię z podziwem, dlatego że mam zawsze bardzo duże duże wątpliwości dotyczące takich ludzi, którzy grają na złych emocjach, czyli właśnie na agresji, na na jakimś takim narcyzmie zbiorowym. To teraz widać w przypadku Ukrainy bardzo mocno, że Nawrocki chce wykonywać gesty wrogie, dlatego, że czuje, że wrogość narasta, prawda? Mąż stanu powinien moim zdaniem jednak limitować i balansować jakoś złe uczucia swojego narodu, a nie je podniecać, prawda? Czy podpalać. On to robi
— dodał.
Skandaliczne teorie na temat Rzezi Wołyńskiej
Tyle wyczucia i zrozumienia, bo później Matczak zaprezentował kompletny brak obu, kiedy zaczął mówić o naszym podejściu do Rzezi Wołyńskiej.
Jak ja słyszę o teraz, w tym momencie w Polsce, w którym my jesteśmy, gdzie jest tyle wyzwań, to znaczy jest wyzwanie dotyczące tego, w jaki sposób zintegrować Ukraińców, którzy są w Polsce, bo oni są bardzo ważni dla naszej gospodarki. Gdyby oni wyjechali, bylibyśmy zgubieni. W jaki sposób na przykład doprowadzić do tego, żeby Ukraina weszła do Unii Europejskiej? Dlatego, że wtedy będziemy mieli dodatkowy bufor, bardzo poważny w stosunku do Rosji. To co my robimy? My rozmawiamy o Rzezi Wołyńskiej. I ja nie mówię, że kwestia Rzezi Wołyńskiej nie jest ważna, tylko proszę zwrócić uwagę, jaka to jest dyskusja
— wskazał.
To jest dyskusja nacjonalistycznych narcyzów, którzy mówią tak: „Zostaliśmy obrażeni i będziemy tkwić w tym obrażeniu, dlatego że po pierwsze zabiliście naszych przodków. Ale to nawet nie jest takie ważne, bo to już wiemy i to już zostało powiedziane wielokrotnie, ale teraz wy nie chcecie paść na kolana i za to przeprosić. Co więcej, jeszcze śmiecie niuansować tę odpowiedzialność, bo mówicie: „No UPA rzeczywiście może robiła coś złego, ale robiła też coś dobrego. W związku z tym my mamy prawo jako Ukraińcy nazwać tym imieniem pewną jednostkę”. Chodzi mi o to, że jak się to wrzuci w tę strategię najbardziej skuteczną, to to jest zupełnie bez sensu, bo to jest taka sytuacja, w której my jesteśmy wiecznie obrażeni na kogoś. Ciągle zakładamy, że ktoś chce nam zrobić krzywdę. właściwie rozglądamy się tak niepewnie, to znaczy tak, tutaj Rosja to wiadomo, tutaj Niemcy to wiadomo, ale teraz jeszcze Ukraińcy. W związku z tym my jesteśmy jak takie zachowujemy się jak takie albo zastraszone zwierzę, które już w ogóle nic nie chce zrobić, dlatego że właściwie czeka chyba tylko na ciągłe pochwały i na ciągłe twierdzenie, że jesteśmy idealni, a już na pewno, jak mówię tej strategii nie realizuje
— podkreślił prawnik. Jaki „narcyzm”, skoro mamy tu do czynienia po prostu ze skrajnie niesprawiedliwym postępowaniem Ukraińców, którzy woleliby uniknąć w ogóle jakiejkolwiek dyskusji na temat Wołynia. I nie, nie chodzi o to, aby ktokolwiek „padał na kolana”, ale o jakiekolwiek godne przeprosiny i przynajmniej chęć zrozumienia naszych racji.
Nie można mieć pewności, że Rafał Trzaskowski przeczytał więcej książek niż Karol Nawrocki ani odwrotnie. Tak samo - czy wyborcy tego pierwszego czytają więcej niż zwolennicy tego drugiego. Pewne jest natomiast jedno: prezydent Karol Nawrocki nie zachowuje się, jakby naszą winą było, że zostaliśmy obrażeni.
X/Youtube/Joanna Jaszczuk
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/763240-matczak-diagnozuje-wyborcow-nawrockiego-mowi-o-ksiazkach
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.