Według relacji pracowników Urzędu Stanu Cywilnego w Warszawie, dodatki motywacyjne dla pracowników zależały nie tylko od pracy, ale i od… jakości domowych wędlin wręczanych kierownictwu. Sprawę w typowy dla siebie sposób skomentował twórca Kanału Zero Krzysztof Stanowski.
Stołeczna „Gazeta Wyborcza” skrytykowała warszawski ratusz za sytuację, która ma ponoć miejsce w Urzędzie Stanu Cywilnego. W tekście o szokującym tytule „Kupowałam czopki, mięso i chleb dla pani naczelniczki”, gazeta pisze, że w stołecznym USC rządzi klan „swoich”. Sprawę nagłośniła Ewa Danowska, która w warszawskim USC przepracowała 21 lat, a w lutym 2026 r. przeszła na emeryturę. „GW” opublikowała też anonimowe wypowiedzi pracowników warszawskiego USC. Część z nich w urzędzie już nie pracuje.
Liczą się przysługi świadczone na rzecz przełożonego. Koleżanka z wydziału, by wkupić się w łaski byłej naczelniczki, przez lata przynosiła jej domową kiełbasę i przetwory własnej roboty. Awansu nie dostała, ale dodatek motywacyjny miała zawsze. Gdy nastał nowy naczelnik spoza układu, na dzień dobry powiesiła na jego drzwiach torbę z szynką. Myślała, że tak trzeba, ale podziękował
— wskazała jedna z osób w rozmowie z „GW”.
„Nie no, nie wierzę”
Po ujawnieniu tych faktów Krzysztof Stanowski zabrał głos. Twórca kanału Zero najzwyczajniej w świecie nie dowierza.
Nie no, nie wierzę. Kiełbasę trzeba było przynosić przełożonym w warszawskim urzędzie. Dosłownie
— podkreślił Krzysztof Stanowski.
Czytaj także
X/„Gazeta Wyborcza”/wPolityce/tt
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/763092-premia-za-kielbase-w-stolecznym-usc-stanowski-nie-wierze
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.