Incydent z Robertem Bąkiewiczem i aktywistami Ruchu Ochrony Granic w Niemczech nie był zwykłym policyjnym zatrzymaniem. To było brutalne, nieproporcjonalne użycie siły. Bąkiewicz skończył ze wstrząsem mózgu i złamanymi żebrami. Kilku innym polskim aktywistom również nie oszczędzono pałek i agresji.
W takiej sytuacji każdy polski premier, niezależnie od sympatii politycznych, powinien zachować minimum instynktu państwowego. Nawet jeśli nie zgadza się z celami i metodami Ruchu Ochrony Granic, nawet jeśli uważa Bąkiewicza za politycznego przeciwnika – ma obowiązek zareagować, gdy polski obywatel jest bity na obcej ziemi w sposób budzący poważne wątpliwości co do legalności i proporcjonalności działań policji. Donald Tusk tej piłki nie tylko nie wykorzystał – on ją świadomie kopnął w zupełnie przeciwną stronę.
Zamiast żądać wyjaśnień od strony niemieckiej, zamiast wyrazić choćby zdziwienie skalą użytej siły, premier otwarcie stanął po stronie Bundespolizei. Tym samym potwierdził wszystko to, co od lat mówią o nim jego krytycy. Nie musiał bronić idei „marszu na Berlin” ani metod ROG. Wystarczyło powiedzieć: „Nie zgadzam się z tymi ludźmi, ale Polska nie może akceptować bicia swoich obywateli”. To byłoby minimum. I to minimum Tusk odrzucił.
Czasem o polityku więcej mówi to, czego nie powiedział, niż to, co głośno deklaruje. Podobną prawidłowość widać po drugiej stronie sceny politycznej. Grzegorz Braun potrafi w ostrych słowach atakować Donalda Trumpa czy Benjamina Netanjahu. Nie ma najmniejszego problemu, żeby formułować wobec nich bardzo krytyczne, czasem wręcz wrogie oceny. Ale gdy przychodzi do Władimira Putina i rosyjskiej agresji – gardło mu się zaciska. Wyjaśnienia o „zachowaniu możliwości dialogu z Rosją” brzmią coraz mniej przekonująco. Szczególnie gdy ten sam polityk nie widzi problemu w ostrym języku wobec innych państw.
Zarówno w przypadku Tuska, jak i Brauna widać tę samą prawidłowość: polityk zdradza się najczęściej wtedy, gdy ma wolny wybór – po czyjej stronie stanąć, kogo oszczędzić, a kogo zaatakować. Wtedy wychodzi prawdziwa hierarchia wartości.
Tusk dostał od niemieckiej policji łatwą piłkę. Mógł pokazać, że ponad podziałami partyjnymi jest w stanie bronić godności polskiego obywatela. Zamiast tego wybrał inną ścieżkę. I znowu pokazał, dlaczego znaczna część Polaków nigdy mu nie zaufa w sprawach bezpieczeństwa i suwerenności. Cóż, w polityce czasem nie trzeba nic mówić. Wystarczy milczeć albo stanąć po niewłaściwej stronie. A wtedy wszyscy wszystko widzą.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/763015-niemiecka-policja-wystawila-pilke-tuskowi-i-pudlo
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.