W czasach, gdy rządziło Prawo i Sprawiedliwość Leszek Balcerowicz nieustannie atakował ówczesną władzę za nadmierny deficyt budżetowy i programy socjalne nazywając to rozdawnictwem. Nawoływał do ograniczania wydatków państwa, zaciskania pasa, wyprzedaży majtku publicznego, ograniczania praw pracowniczych, bezwarunkowego otwarcia na zewnętrzny kapitał i realizacji poleceń międzynarodowych instytucji finansowych. Lubił powtarzać, że nie ma darmowych obiadów.
We wrześniu 2010 r. centrum Warszawy zainstalował ledowy bilbord, który na bieżąco pokazywał wielkość zadłużenia budżetu państwa. W roku 2010 premierem był Donald Tusk, który deklaratywnie zgadzał się z Balcerowiczem. Jednak zamiast jego doktrynerskiej wizji wolał politykę „ciepłej wody w kranie” i dryfowanie z prądem bez wykonywania ruchów, które miałyby znaczące konsekwencje społeczne i polityczne. Wobec tego Balcerowicz krytykował wzrost zadłużenia „tak ogólnie”. Premier Tusk ćwiczył swoją retorykę, poklepywał profesora Balcerowicza po plecach, doceniał jego wiedzę i zasługi, ale „wicie, rozumicie trzeba wszystko zrównoważyć i zbilansować”.
Sytuacja zmieniła się wraz porażką wyborczą PO i zmianą rządu. Prawo i Sprawiedliwość poprowadziło zupełnie inną politykę. Rozwój gospodarczy, walka z patologiami systemu podatkowego, mafiami VAT-owskimi, a jednocześnie powiększanie budżetu, wzrost wydatków socjalnych z 500 + na czele. Motorem wzrostu stał się popyt wewnętrzny, co podniosło poziom życia i dobrobyt oraz wzrost eksportu. A tego wszystkiego udało się dokonać przy kontrolowanej i umiarkowanej inflacji. Co więcej, rząd Mateusza Morawieckiego uporał się ze skutkami pandemii COVID-19 i obciążeniami wynikającymi ze wspierania obrony Ukrainy, gdy została napadnięta przez Rosję.
Balcerowicz oczywiście ruszył z krytyką: to populizm, ruina finansów publicznych, rosnący dług, zapłacą za to następne pokolenia. Licznik na skrzyżowaniu Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej wybijał coraz większe kwoty, a operator licznika grzmiał w niebogłosy: katastrofa, katastrofa.
W grudniu 2023 do władzy wrócił ośmiogwiazdkowy rząd Donalda Tuska. Z obiecywanej naprawy finansów publicznych dokonał tyle, że tylko w jednym roku 2025 dług publiczny wzrósł o 20%. Pobił rekord i przekroczył 2 biliony złotych (2 000 000 000 000 zł). Według różnych metod liczenia zbliżył się albo przekroczył konstytucyjną barierę 60% w stosunku do Produktu Krajowego Brutto co oznacza konieczność dokonania ostrych cięć. I co na to Leszek Balcerowicz? Ano nic! Swój publiczny licznik przezornie zdjął zaraz po utworzeniu ośmiogwiazdkowego rządu, już 31 stycznia 2024. Skończył z ostrym atakowaniem rządu - mimo, że jak sam twierdzi - zagrożenia polskich finansów publicznych jest ogromne i rośnie. Co więcej, obecny rząd kontynuuje politykę poprzedników. Przede wszystkim nadal utrzymuje wysokie wydatki socjalne i nie chce sprzedawać firm publicznych oraz prywatyzować służby zdrowia.
I to jest naprawdę zdecydowanie najciekawsze. Według Leszka Balcerowicza, nieugiętego obrońcy zasad ekonomii monetarystycznej, rząd Donalda Tuska prowadzi równie złą politykę w sferze finansów publicznych co rząd Prawa i Sprawiedliwości. Jednak ocenia go z rezerwą i ogromną łagodnością.
Gdy ktoś mówi: „niech się pali, niech się wali, niech benzyna będzie po 15 złotych, byleby tylko PiS nie rządził”, patrzymy na niego z troską o jego zdrowie psychiczne. No proszę, a tu profesor Leszek Balcerowicz mówi dokładnie to samo, tylko swoimi słowami.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/762886-balcerowiczu-gdzie-jestes
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.