Czy w Polsce istnieje „banderowska piąta kolumna”? Zjawisko to opisuje na łamach Tygodnika „Sieci” dziennikarz Telewizji wPolsce24 Marcin Wikło. „To zorganizowany na szczeblu rządowym układ blokujący treści, które mogłyby ‘urazić naszych ukraińskich przyjaciół” - podkreśla w swoim artykule. Jako centralną postać tego układu określa się posła KO Pawła Kowala. „Dba o to, by dziennikarze nie zobaczyli zbyt wiele i żeby nawet bliscy ofiar niezbyt głośno upominali się o historyczną prawdę. Bo wówczas o zbrodni wołyńskiej byłoby głośno, a to na pewno nie spodobałoby się ukraińskim przyjaciołom Kowala” - podkreśla Wikło w komentarzu dla portalu wPolityce.pl.
O „banderowskiej piątej kolumnie” mówił niedawno były premier Leszek Miller. Wyraził zadowolenie z postawy prezydenta Karola Nawrockiego po haniebnej, obraźliwej wobec Polaków decyzji ukraińskiego przywódcy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu elitarnej jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA”. Jako centralną postać układu nakładającego Polakom „knebel” wskazał na antenie Polsat News Pawła Kowala, szefa sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.
W nowym numerze Tygodnika „Sieci” redaktor Marcin Wikło zwraca uwagę, że mamy do czynienia z czymś znacznie poważniejszym niż „publicystyczny wymysł”.
Paweł Kowal i przyjaciele
W polskiej polityce w tym kontekście przychodzą na myśl bardzo konkretne nazwiska. Wikło rozmawia m.in. z Karoliną Romanowską - przewodniczącą Stowarzyszenia Pojednanie Polsko-Ukraińskie.
Paweł Kowal powiedział mi wprost, że mam przestać udzielać wywiadów. Usłyszałam, że każda moja wypowiedź oddala mnie od pozytywnego załatwienia mojej sprawy
— podkreśla działaczka, której 18 osób z rodziny zamordowała sotnia UPA pod dowództwem Nikona Semeniuka Jaremy w nocy z 12 na 13 maja 1943 r. we wsi Ugły.
Choć Karolinie Romanowskiej udało się wywalczyć pozwolenie na poszukiwania i ekshumacje, wyraźnie nie było to na rękę rządowi Donalda Tuska.
Zamiast cieszyć się z przełamania wieloletniego impasu, zaczęło się rzucanie kłód pod nogi. Ekipa poszukiwawcza została wysłana na Ukrainę tuż przed upływającym rocznym terminem ważności pozwolenia i dostała tylko cztery dni na pracę
— czytamy w artykule Marcina Wikły „Banderowski knebel”.
Tak krótki czas nie wystarczył oczywiście na odnalezienie masowej mogiły. To niepowodzenie szybko podchwyciły ukraińskie media, opowieść Romanowskiej przedstawiając jako nieprawdziwą lub wręcz sugerując, że „na całej rówieńszczyźnie nie ma masowych grobów”.
Autor cytuje także Zbigniewa Parafianowicza, który w książce „Kłopot z Zełenskim” opisał również cenzurę wprowadzoną przez posła KO Pawła Kowala w sprawie prac ekshumacyjnych w Ugłach i Puźnikach. W obu tych przypadkach „strona polska zawarła z Ukraińcami niepisaną umowę”. Strona ukraińska „bała się tego, co wyjdzie z dołów”. Jeśli chodzi o Pawła Kowala, to „nie wpuszczał dziennikarzy do miejsc, w których trwały prace. Nie pozwalał, by w Puźnikach pojawili się dziennikarze, którzy robiliby zdjęcia wydobywanych ofiar UPA”.
Jak się okazuje, nie brakowało osób bardziej gorliwych niż Paweł Kowal, jeśli chodzi o przemilczenie zbrodni ukraińskich nacjonalistów na Polakach. Z relacji osób uczestniczących w pracach wynika, że o cenzurę jeszcze bardziej dbała Marta Cienkowska, szefowa MKiDN.
Wskazówki musiały pójść od premiera Donalda Tuska. A o jego polityce wobec Ukrainy decyduje wspomniany tu już wcześniej parlamentarzysta KO, zdefiniowany jako główna postać „banderowskiej piątej kolumny”.
Wachlarz ukraińskich znajomości Pawła Kowala jest „szeroki, ale jednostronny”. Poseł KO zaprzyjaźniony jest z grupą polityków i działaczy związanych z Petro Poroszenką - poprzednim prezydentem Ukrainy.
To ukraińscy nacjonaliści. Jak więc ma robić im wbrew i pozwalać na udowadnianie nacjonalistycznych zbrodni na Polakach?
— czytamy.
Układ Pawła Kowala
Marcin Wikło w komentarzu dla naszego portalu ocenia, że Paweł Kowal jest słusznie określany jako centralna postać „banderowskiej piątej kolumny” w Polsce.
Podczas redagowania przekazu medialnego pełni rolę swego rodzaju cenzora i to bardzo skutecznego. Dba o to, by dziennikarze nie zobaczyli zbyt wiele i żeby nawet bliscy ofiar niezbyt głośno upominali się o historyczną prawdę. Bo wówczas o zbrodni wołyńskiej byłoby głośno, a to na pewno nie spodobałoby się ukraińskim przyjaciołom Kowala
— zauważa dziennikarz.
Szef komisji spraw zagranicznych przedstawia się jako twórca pojednania polsko-ukrainskiego. W projektowanym przez niego układzie nie ma jednak równowagi, polska wrażliwość jest spychana na plan dalszy
— podsumowuje.
„Sieci”/wPolityce.pl/Joanna Jaszczuk
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/762182-kowal-i-banderowska-v-kolumna-w-polsce
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.