Według ustaleń portalu wPolityce.pl europoseł KO Bartłomiej Sienkiewicz może zostać kandydatem tej partii w wyborach na prezydenta Krakowa. „Nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek polityk rezygnował z funkcji europosła po to, aby zostać burmistrzem czy prezydentem. To jest ewidentne. Kandydat musi mieć wolę zwycięstwa, w związku z czym europoseł, który nie ma takiej woli, nie bardzo będzie miał szansę na wygranie” - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Bogusław Sonik, były wieloletni poseł i europoseł Platformy Obywatelskiej.
Czytaj także
wPolityce.pl: W Krakowie będą miały miejsce przyspieszone wybory na prezydenta Krakowa po odwołaniu z tego stanowiska Aleksandra Miszalskiego (KO) przez mieszkańców w drodze referendum. Według ustaleń portalu wPolityce.pl Bartłomiej Sienkiewicz, obecny europoseł KO, może być kandydat KO na następcę Miszalskiego. Czy pana zdaniem to prawdopodobne, by Sienkiewicz wystartował w tych wyborach? I czy byłby to dobry kandydat z punktu widzenia KO?
Bogusław Sonik: Czy to byłby dobry kandydat… odpowiem tak: nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek polityk rezygnował z funkcji europosła po to, aby zostać burmistrzem czy prezydentem. To jest ewidentne. Kandydat musi mieć wolę zwycięstwa, w związku z czym europoseł, który nie ma takiej woli, nie bardzo będzie miał szansę na wygranie. Nie sądzę, żeby Bartłomiej Sienkiewicz miał w ogóle ochotę kandydować na to stanowisko.
Ze względu na wysokie uposażenie europosła, czy ze względu na obawę przegranej w wyborach?
Uposażanie jest tutaj decydujące.
Pan dostrzega innego polityka KO, który byłby dobrym kandydatem tej partii na prezydenta Krakowa?
Nie jestem od tego, aby doradzać Koalicji Obywatelskiej, kogo ma wystawiać.
Rozumiem, jednak na kogo KO by się nie zdecydowała – czy sądzi pan, że znów kandydat KO wygra wybory na prezydenta Krakowa, czy też w miejsce dojdzie do istotnej zmiany politycznej?
Już dochodzi do istotnej zmiany, zostały rozwiązane małopolskie struktury KO. Władze Koalicji Obywatelskiej dorosły do tego, aby uznać, że nie wystarczy postawić kogokolwiek z szyldem Koalicji Obywatelskiej, by zapewnić sobie wyborczy sukces w wielkim mieście. Musi być kandydat, który jest zdolny przyciągnąć wyborów i mieć szansę na zwycięstwo. Władze centralne KO dostały nauczkę, ponieważ od lat lekceważąco odnosił się do Krakowa, po prostu rzucając różnego rodzaju spadochroniarzy na pierwsze miejsca na listach. Uznali, że Kraków jest nasz, czyli ich, w związku z tym nie trzeba się specjalnie wysilać.
Historia pokazuje, że do tej pory to jakoś działało, bo w praktycznie każdym dużym mieście od lat rządzi albo ktoś bezpośrednio z PO/KO, albo też jest to przynajmniej osoba popierana przez tę formację. Krakowskie referendum to pierwszy w Polsce przypadek, gdy w taki sposób udało się odwołać prezydenta jednego z największych miast w Polsce. Czy w pana ocenie pójdzie za tym fala i prezydenci z KO w innych miastach również mogą zostać odwołani, czy też Kraków to był odosobniony przypadek?
Żeby odpowiedzieć na taką lawinę, jaka była użyta w Krakowie, zarówno ze strony finansowej, jak i medialnej, żeby pokonać konkurenta Aleksandra Miszalskiego w minionych wyborach na prezydenta Krakowa, czyli Łukasza Gibałę, to pokazywało, że żeby wygrać z kimś takim, kto wygrywa te wybory, czyli Miszalskim, to trzeba użyć ogromnych środków finansowych. Żaden kandydat, nawet z wielkich ugrupowań, nie jest w stanie przeciwstawić się takiej medialnej i finansowej potędze, układom, jakie są w wielkich miastach. Jednak zrobił to Łukasz Gibała, z związku z tym trzeba pamiętać o tym, że jeżeli by miały się gdzieś powtarzać referenda z szansami na sukces, to musi to być w dużej mierze oparte o ruch obywatelski, który potrafi zgromadzić krytyków obozu rządzącego i umiejętnie się przeciwstawić takiej lawinie propagandy, która będzie użyta przeciwko zwolennikom referendum. W Krakowie przecież było ogólnopolskie wezwanie do bojkotu tego referendum, kolejni artyści, tak zwane elity występowali po to, żeby namawiać, by nie korzystać z demokratycznego sposobu funkcjonowania, czyli referendum zbojkotować, jakby wbrew wcześniej narracji, która cały czas obowiązywała, w której to mawiali do pójścia wybory. Były organizowane tzw. kampanie profrekwencyjne, które w istocie były oczywiście kampania opowiadającymi się za konkretnym ugrupowaniem. Tutaj nagle się okazało, że trzeba robić odwrotnie – nie iść do wyborów, bojkotować. To się nie udało. Natomiast ta sytuacja w Krakowie może być okazją do mobilizacji opozycji w wielkich miastach, gdzie działacze uwierzyli, że już nic nie da się zmienić. Teraz może obudzić się w tych osobach wola walki.
Wspomniał pan o kampanii sympatyków Aleksandra Miszalskiego, sprowadzającej się do zniechęcania do udziału w referendum, ale przecież w podobnych sytuacjach w innych miastach działo się to samo. Chociażby w Warszawie, gdzie w 2013 roku próbowano w drodze referendum odwołać ówczesną prezydenta Hannę Gronkiewicz-Waltz. Wówczas przeciwnicy referendum dopięli swego i frekwencja była zbyt niska. Jak pan spojrzy na przypadek Warszawy – czy tutaj teraz podobna sytuacja jak w Krakowie jest możliwa?
Nic nie było w stanie ruszyć Gronkiewicz-Waltz, nawet afera reprywatyzacyjna, która skończyła się tym, że znalazła się w Parlamencie Europejskim w ramach rekompensaty za to, co wydarzyło się w Warszawie. Na Warszawę nie ma specjalnie co liczyć.
Jeśli chodzi o krakowskie referendum – może zdecyduje się pan to ujawnić - czy wziął pan w nim udział, a jeśli tak, to jak głosował?
Oczywiście brałem w nim udział i nie jest to żadną tajemnicą. Opowiedziałem się za tym, aby zmienić rządzących w Krakowie, bo prezydentowi nie udało się po prostu zmienić wprowadzić takiej polityki, która by się odróżniała od 22 lat poprzednika i ożywiała życie publiczne, a wpisał się po prostu w taki trend posłuszeństwa wobec aparatu partyjnego, który objawiał się obdarzaniem stanowiskami wszystkich współpracowników partyjnych. Zapomniał o tym, że prawie połowa krakowian głosowała na kogoś innego. Prezydent nie może być tylko i wyłącznie prezydentem jednej opcji politycznej.
Czy pana zdaniem porażka Aleksandra Miszalskiego obciąża wizerunek całej Koalicji Obywatelskiej, czy jednak należy to rozpatrywać jedynie jako przegraną Miszalskiego? Donald Tusk podczas kampanii referendalnej starał się dystansować od Miszalskiego, ale jednak wciąż mowa o przegranej prominentnego członka KO.
Tak, dlatego teraz próbuje się ratować tę sytuację poprzez rozwiązanie małopolskich struktur i jakby próbę reanimacji wizerunku Koalicji Obywatelskiej. Natomiast ta porażką oczywiście obciąża KO, ale też z drugiej strony są podejmowane takie działania, które mają zmniejszyć ten negatywny wizerunek KO, który powstał po przegranym referendum.
Czy taka decyzja – o rozwiązaniu lokalnych struktur – nie działa jednak w sposób odwrotny od oczekiwań władz KO, czyli czy nie jest tak, że wśród znacznej części społeczeństwa pogłębia się wrażenie chaosu i tego, że coś złego dzieje się w tej partii?
Generalnie jednak ludzie wolą szybkie, radykalne decyzje w sytuacjach kryzysu. Teraz wszystko będzie zależało od tego, kogo KO teraz znajdzie na kandydowanie na prezydenta Krakowa. Będzie próba tchnienia nowego ducha w działalność partii w mieście, która do tej pory – i to tak jest w większości miast – generalnie opierała się na ogólnopolskim wizerunku partii, a działania lokalnych struktur w zasadzie sprowadzały się do tego, by pozycjonować się w taki sposób, aby znaleźć się na odpowiednim miejscu na liście wyborczej, a szyld KO miał gwarantować ten wybór.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/761703-sienkiewicz-powalczy-o-krakow-sonik-to-jest-decydujace
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.