Nie minął jeszcze pełny rok prezydentury, a w obozie PiS wybuchł atak części polityków na Karola Nawrockiego. Atak bardzo niepokojący, bo wywołany przez prof. Cenckiewicza – byłego szefa BBN, który obecnie wspiera Przemysława Czarnka. Powód? Decyzja prezydenta dotycząca nominacji I prezesa Sądu Najwyższego, podjęta zapewne zgodnie z rzetelnym rozpoznaniem i przekonaniem. Czyżby więc dla opozycji niezależność prezydenta była wyłącznie deklaratywna? Jaki cel ma podważanie jego decyzji, ciskanie najbardziej absurdalnymi oskarżeniami i rozkręcanie histerii? I to w chwili, gdy obóz prawicowy może budować jedność na fali krakowskiego sukcesu referendalnego. Dokładnie z tym samym schematem rozłamu, wynikającego z napięcia pomiędzy oczekiwaniami partyjnymi a suwerenną odpowiedzialnością prezydenta, mieliśmy do czynienia podczas dwóch kadencji Andrzeja Dudy. Czy naprawdę tak trudno wyciągać wnioski z doświadczeń?
Histeria wokół nominacji
Prezydent Karol Nawrocki powołał sędziego Zbigniewa Kapińskiego na I Prezesa Sądu Najwyższego. Kadencja obecnej prezes Małgorzaty Manowskiej kończy się dzisiaj, dlatego pod koniec lutego Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN wybrało pięć kandydatur na jej następcę. W gronie tym znaleźli się: Paweł Czubik, Tomasz Demendecki, Zbigniew Kapiński, Aleksander Stępkowski i Mariusz Załucki. Kandydatury zostały przedłożone prezydentowi Nawrockiemu, który dokonał suwerennego wyboru. Po ogłoszeniu tej nominacji prof. Cenckiewicz odpalił na X bombę.
Karolu popełniłeś straszny błąd i nawet to, kto i w jaki sposób Cię do tego namówił, nie tłumaczy tego błędu. Uzasadnienie, które dałeś tej złej decyzji ws. powołania sędziego Kapińskiego na Pierwszego Prezesa SN, a w które ubrałeś w dodatku byłego pracownika IPN Rafała Leśkiewicza, który zna sprawę Wałęsy jak rzadko kto, jest piramidalnym kłamstwem
— napisał Cenckiewicz, przypominając postępowanie lustracyjne Lecha Wałęsy z 2000 roku. Trzyosobowy skład orzekający, w którym zasiadał sędzia Kapiński, stwierdził, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne. Czyżby zdaniem Cenckiewicza, sytuacja sprzed 26 lat dyskwalifikowała sędziego z dalszej drogi zawodowej? Ciekawe dlaczego nie protestował, gdy sędzia Kapiński sprzeciwiał się dzieleniu sędziów na neo- i paleo, ostrzegając że podważanie statutu sędziów doprowadzi do tego, że „stracimy własne państwo”? Dlaczego nie podważał jego wiarygodności, gdy jednoznacznie orzekał, że Dariusz Barski nigdy nie przestał być Prokuratorem Krajowym, a co za tym idzie, Dariusz Korneluk działa bezprawnie? Dlaczego nie przyjmuje wyjaśnień, że orzeczenie lustracyjne opierało się na zasadach procesu karnego i w tamtych realiach dowodowych sąd nie mógł wydać innego wyroku? Dlaczego nie pamięta, że sędzia Kapiński doprowadził do skazania gen. Kiszczaka w 2016 roku? Oddalił wówczas apelację, odrzucił twierdzenia obrony, że władze PRL wprowadziły stan wojenny w obawie przed interwencją wojsk Układu Warszawskiego i stwierdził jednoznacznie: „Stan wojenny był nie tylko nielegalny, ale także szkodliwy z punktu widzenia państwowego, bo na długo zatrzymał procesy demokratyzacji”. Dlaczego wreszcie, w kolejnych latach, gdy pojawiły się twarde dowody na agenturalność Wałęsy, a w 2016 roku wdowa po Kiszczaku udostępniła SB-ckie teczki ukryte w pawlaczu, nie podjęto próby wzruszenia wyroku? Może dlatego, że dziś sprawa „Bolka” jest już dla wszystkich jasna. Z pewnością jest w tym ogromna zasługa prof. Cenckiewicza, ale nie tylko. To także ciężka praca dr. Piotra Gontarczyka, wielu innych historyków i Instytutu Pamięci Narodowej, którego prezesem do niedawna był właśnie Karol Nawrocki. Zarzucanie więc kłamstwa zarówno prezydentowi, jak i ministrowi Leśkiewiczowi, także posiadającemu długą historię w IPN, jest mocnym ciosem. Tym bardziej, że do ataku natychmiast przyłączyła się Republika, a komunikaty o kłamstwie i zdradzie aż niezręcznie powtarzać. Tym bardziej warto przywołać dzisiejszą opinię dr. Gontarczyka, który obserwował pracę sędziego Kapińskiego przez wiele lat w sądzie lustracyjnym, ogromnie ceni jego pracę i uważa, że ta nominacja to „naprawdę doskonała decyzja prezydenta”.
Wnioski z przeszłości
Sławomir Cenckiewicz poświęcił sprawie Wałęsy ogrom swojego naukowego życia. Można więc próbować zrozumieć determinację w tej dociekliwości. Jeśli jednak staje się ona narzędziem do walki politycznej i to z prezydentem który wyrasta z tej samej idei wolnej Polski, robi się naprawdę groźnie. Historyk porusza się po wydarzeniach w innym wymiarze niż sędzia. Pierwszy może wysnuwać wnioski z interpretacji i często nie bierze za nie odpowiedzialności, drugi potrzebuje twardych dowodów. Mieliśmy już w przeszłości śmiałe wnioski, które doprowadziły do zniszczenia cenionych autorytetów. Sformułowane na wyrost oskarżenie wobec prof. Kieżuna, człowieka niezwykle zasłużonego dla Polski, sprawiło że strona konserwatywna straciła ważny głos bohatera i doświadczonego naukowca. W tym roku wybije 20 rocznica oskarżenia o agenturalność ks. abp. Wielgusa, który w wyniku medialno-politycznej nagonki, nie mógł zrealizować powierzonej mu przez papieża Benedykta XVI posługi arcybiskupa warszawskiego. Nie było wtedy miejsca na domniemanie niewinności, nie było czasu na sprawdzenie wiarygodności teczki, która wyglądała jakby złożono ją z wielu różnych materiałów. Była błyskawiczna akcja oskarżenia, interwencja w Watykanie i międzynarodowa afera. Jaki efekt? Cała ta spektakularna sprawa de facto zakończyła lustrację. Nie tylko w Kościele, ale także w mediach, w wymiarze sprawiedliwości, w polityce i w instytucjach publicznych.
Nie są to jedyne przykłady, które pokazują, że temat lustracji bywa czasem wrzucany celowo. Dobrze się sprawdza w kreśleniu nowych osi podziałów i rozsadzania wspólnoty. Wiadomo przecież, że antykomuniści pójdą za tym przekazem jak w dym. Nie inaczej było i tym razem. Zamiast budowania jedności na sukcesie krakowskiego referendum i odwołania patologicznej władzy, mamy kipisz w opozycji, która walczy z prezydentem! Budowanie przekazu, że „Kapiński pomagał Wałęsie i Giertychowi, a Nawrocki powołał go na I prezesa SN” to niezrozumiały i niedopuszczalny cios w prezydenta. Równie absurdalnie brzmią hasła o tym, że „przywraca postkomunistyczny układ w sądownictwie”. I to w momencie, gdy prezydent jest ostatnim bastionem stabilności i bezpieczeństwa państwa. Komu ma służyć ten atak? Jak można pozwalać sobie na tani rewanżyzm w obliczu tak poważnych zagrożeń? Prezydent szuka sposobu na rozwiązanie potężnego kryzysu w obszarze praworządności. Pewnie dlatego nominował sędziego, którego linia orzecznicza oparta jest na dowodowej rzetelności i żadna ze stron nie może przypiąć mu łatki stronniczości. Prerogatywy prezydenta są jasne. Podjął suwerenną decyzję, obciążoną ogromem odpowiedzialności za państwo. Podważanie jej w obecnych realiach, nie wróży dobrze. Wystarczy wyciągnąć wnioski z poprzednich lat. PiS musi wreszcie zrozumieć, że dalsze kreowanie podziałów, skończy się dla Polski potężną tragedią.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/761233-atak-za-nominacje-ruszyl-schemat-sklocania-pis-z-prezydentem
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.