Kto stoi za prowokacjami, które uderzają w środowiska konserwatywne z prezydentem RP włącznie? Czy ich celem jest destabilizacja państwa i kompromitacja polskich służb, które są dziś nieudolnie zarządzane? Ekspert ds. bezpieczeństwa Stanisław Żaryn uważa, że minister Marcin Kierwiński i jemu podlegli dali się wrobić sprawcom w ich gierki. „Poszli ewidentnie śladem, który wytyczył sprawca i wydaje się, że rosyjski, choć oczywiście tutaj trzeba to zbadać. Natomiast zdecydowanie poszli w taki sposób, że jeszcze Polskę osłabili i dużo mocniej rozgrzali” - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl były prezydencki doradca.
W sobotę wieczorem służby, po fałszywym alarmie, siłowo weszły do mieszkania w Gdańsku, należącego do matki prezydenta Karola Nawrockiego. W ocenie szefa BBN Bartosz Grodeckiego funkcjonariusze doskonale wiedzieli, czyje to jest mieszkanie, choć nie było ono (SIC!) objęte ochroną i monitoringiem służb. Stanisław Żaryn zauważa, że sprawa może mieć drugie dno, niestety kompletnie pogrążające obecnie rządzących, w szczególności ministra Marcina Kierwińskego.
Mamy do czynienia z rażącym zaniedbaniem ze strony rządowej, bo ta sprawa nie wzięła się znikąd. Wejście do mieszkania rodziny prezydenta było poprzedzone kilkoma tygodniami podobnych ataków na różne osoby, podmioty, również na redakcje wPolsce24 i wPolityce.pl, więc to już dużo wcześniej powinno uruchomić wszystkie służby, które powinny się zająć tą sprawą jako priorytetową. Trzeba bowiem wskazać, że mamy do czynienia z czymś, co znacznie przekracza formę jakiegoś głupiego żartu czy stalkingu. Tę sprawę trzeba oceniać jako jeden z przejawów możliwej wojny hybrydowej, czyli wojny wywiadu obcego państwa przeciwko Polsce. Sprawcy ściągnęli fałszywym alarmem służby do mieszkania rodziny prezydenta, to jest pewna wisienka na torcie, która pokazuje brak należytej identyfikacji zagrożeń związanych z całą tą operacją i brak wymiany informacji. Trudno zrozumieć, dlaczego służby nie połączyły tych kropek dużo wcześniej. Dlaczego służby ratunkowe interweniujące w jakimś mieszkaniu nie wiedziały ponoć, że wchodzą do mieszkania rodziny prezydenta. To wszystko powinno zostać potraktowane poważniej i powinny być tutaj stosowane inne protokoły
— ocenia w rozmowie z portalem wPolityce.pl Stanisław Żaryn, były prezydencki doradca.
Czytaj także
To możliwy scenariusz
Skoro służby wiedziały o nasilających się od kilku tygodni prowokacjach, to dlaczego mieszkanie rodziny prezydenta nie zostało objęte monitorowaniem i ochroną kontrwywiadowczą. Dlaczego w ogóle nie było monitorowane?
To jest dobre pytanie do Służby Ochrony Państwa i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Jak realizowana jest osłona kontrwywiadowcza pana prezydenta? Ewidentnie służby powinny wiedzieć, co się dzieje z tym mieszkaniem i powinny również monitorować tę lokalizację, ponieważ prezydent może tam przebywać w sposób, który nie jest specjalnie przygotowany czy też zapowiedziany. Jego potencjalna obecność we własnym mieszkaniu czy w mieszkaniu rodzinnym powinna być brana przez służby jako scenariusz możliwy. Służby powinny wiedzieć, co w tych mieszkaniach się dzieje. Monitorować je chociażby pobieżnie po to, żeby nie było żadnej niebezpiecznej sytuacji związanej choćby z podrzuceniem podsłuchu, zamontowaniem jakiegoś niebezpiecznego urządzenia
— ocenia nasz rozmówca i dodaje, że to co mówi jest wręcz oczywiste. Okazuje się jednak, że nie dla służb w czasie rządów Kierwińskiego.
Takie lokalizacje powinny być służbom znane i powinny być objęte pewnym monitoringiem. Nie znalazłem żadnego dowodu na to, że to mieszkanie było w taki sposób zabezpieczone. Cała otoczka sugeruje, że wręcz tego monitoringu nie było. Trudno wyobrazić mi sobie sytuację, w której służby ratunkowe wchodzą do mieszkania obserwowanego czy monitorowanego przez SOP albo ABW i nie wiedzą, co się w środku dzieje. Wydaje mi się to po prostu niemożliwe. Obawiam się, że niestety mamy tutaj do czynienia z pewną luką systemową, związaną z ochroną pana prezydenta
— oświadcza Żaryn.
Nie trudno dojść do wniosku, że takie działania wymierzone w najbliższych prezydenta są obliczone na wywarcie określonej presji na głowę państwa. Wzbudzenie niepokoju dotyczącego bezpieczeństwa prezydenta i jego najbliższej rodziny.
Możemy powiedzieć o kilku poziomach tej operacji. Z jednej strony jest to ewidentna presja wywierana na prezydenta i destabilizowanie całego państwa. Jest to również przejaw pewnego uderzenia w poczucie bezpieczeństwa wszystkich obywateli. Jeżeli można czymś takim zdestabilizować nie tylko polskie państwo, ale wysłać również do najważniejszego obywatela RP służby pod fałszywym pretekstem, to oznacza, że właściwie można zrobić wszystko. Mamy tu także oddziaływanie psychologiczne i ta sprawa powinna wreszcie zostać potraktowana poważnie, ponieważ na wielu poziomach jest uderzeniem w sprawy polskie i musi zostać również odpowiednio potraktowana. Apeluję o to, żeby tutaj wiodącą rolę przypisać Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i policji, bo ta sprawa wykracza poza zwykłe jednostkowe historie i musi być widziana szerzej, a w dzisiejszych okolicznościach musi być przede wszystkim być widziana jako potencjalnie niebezpieczny scenariusz realizowany przez Rosję
— podkreśla Stanisław Żaryn z fundacji „Instytut Bezpieczeństwa Narodowego”.
Czytaj także
„Poszli ewidentnie śladem, który wytyczył sprawca”
To nie przypadek, że prowokacje dotyczą przedstawicieli środowiska konserwatywnego w Polsce.
Warto zwrócić uwagę na pewien kontekst międzynarodowy. Sprawa, która u nas dotyczy fałszywych alarmów, fałszywych zgłoszeń, ewidentnie jest sposobem polaryzowania debaty publicznej, polaryzowania i destabilizowania Polski. Jednocześnie w tym samym czasie innymi metodami destabilizuje się i rozkręca działania związane z wojną hybrydową we wszystkich krajach wschodniej flanki NATO. Estonia, Litwa, Łotwa są dzisiaj poddawane silnej presji, związanej z zastraszaniem głównie militarnym. Polska jest destabilizowana przy okazji tego, co dzieje się z fałszywymi alarmami. Istnieje poważne ryzyko, że to wszystko stanowi jest jeden plan, związany z podniesieniem emocji i zagrożeń dla całej wschodniej falki NATO
— wskazuje nasz rozmówca i dodaje, że Kierwinski wpisał się w te działania, dał się wkręcić i poszedł śladem sprawców.
Niestety minister Marcin Kierwiński dokonał rzeczy zupełnie skandalicznej. W momencie, w którym można było uspokoić emocje, on je bardzo mocno podgrzał. Mówię o tej skandalicznej interwencji w mieszkaniu Tomasza Sakiewicza, kiedy policja przeprowadziła czynności niezgodnie z procedurami, w sposób rażąco nieprofesjonalny. Na dodatek kanały komunikacji rządowej i policyjnej, minister Kierwiński osobiście, podgrzały emocje, rozpuszczając jakieś absurdalne insynuacje osobiste, dotyczące Sakiewicza i jego asystentki. Więc nie dość, że nie uspokojono sytuacji, nie dość, że dopuszczono do nierzetelnej, nieprofesjonalnej interwencji, to jeszcze rząd podkręcił emocje swoimi insynuacjami
— stwierdza Żaryn.
Czy zatem minister Kierwiński i przedstawiciele podległych mu służb stali się narzędziem w rękach tych, którzy prowadzą akcję destabilizowania Polski i innych krajów tej części Europy?
Poszli ewidentnie śladem, który wytyczył sprawca i wydaje się, że rosyjski, choć oczywiście tutaj trzeba to zbadać. Natomiast zdecydowanie poszli w taki sposób, że jeszcze Polskę osłabili i dużo mocniej rozgrzali. Być może gdyby nie ta interwencja i to co się wokół niej działo, to bylibyśmy dzisiaj w zupełnie innym miejscu i emocje byłyby dużo niższe
— mówi nam Stanisław Żaryn, były pełnomocnik rządu ds. Bezpieczeństwa Przestrzeni Informacyjnej RP, który swoimi uwagami podzielił się także w mediach społecznościowych.
Robert Knap
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/761134-zaryn-nokautuje-kierwinskiego-dal-sie-wciagnac-sprawcy
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.