Wyobrażam sobie scenariusz - a przynajmniej scenopis - filmu fabularnego o „dużej polityce”. Dla chętnych przygotowałem nawet kilka scen do ewentualnego użycia (wszelkie prawa zastrzeżone!).
Scena 1: Bruksela, gmach siedziby Komisji Europejskiej 13 piętro. Gabinet przewodniczącej KE. Gospodyni miejsca, lekko ziewając, mówi: „No, Peter pogoniłeś Viktora. Sprawdziłeś się. Ale jak myślisz, że jesteś taki cudowny i Unia przed tobą padnie na kolana za to, że pozamiatałeś prawicowego dyktatora - to się mylisz. Masz trudną sytuację gospodarczą. Bruksela może ci pomóc, ale masz się słuchać. Jak chcesz krytykować Ukraińców, jak twój poprzednik - nie ma problemu: wal. Tak samo ze Słowakami, gdy chodzi o waszą mniejszość tam. Ale nie możesz za jakiś czas zawetować wejścia Kijowa do UE. To nie twoja sprawa. To są realne pieniądze. To gra dla dużych misiów. To są duże interesy, nie wtrącaj się w to, chłopaku”. Gość z Budapesztu w milczeniu kiwa głową. Bardziej zajęty jest opublikowaniem swojego zdjęcia na „X”. Najazd kamery. Kamera pokazuje bawiącego się komórką węgierskiego premiera i niemiecką szefową KE usiłującą stłumić ziewanie.
Scena2: Dwa równoległe obrazy. Na jednym ujęciu ta sama starsza pani, co przed chwilą, ze słuchawką telefoniczną w dłoni. Na drugim wysoki, szczupły, łysy mężczyzna w okularach przechadza się po gabinecie z telefonem w ręku ustawionym na tryb głośnomówiący. Podpis: Friedrich Merz, Kanzleramt, Berlin. Mężczyzna mówi do swojej rodaczki po niemiecku: „Dobra robota z tym Mercosurem. Przy okazji pokazałaś, że ten Parlament Europejski nic nie znaczy. Mogą sobie protestować, mogą sobie gadać, mogą sobie głosować - ale prawdziwe decyzje to my podejmujemy. Bądź twarda, Ulrike, ale z arogancją nie przesadzaj. Ten numer, który wycięłaś ostatnio w Strasburgu w czasie debaty o stanie Unii, że wychodzisz ze swoimi ludźmi i znikasz na trzy kwadranse i wszyscy na Ciebie czekają, a nikt nic nie wie - to już przegięcie. Masz ich trzymać za mordę, ale tego tak nie demonstrować. Nie pokazuj tak, że mamy ich w, powiedzmy, w nosie”. Najazd kamery na starszą panią. „ awohl” - słyszymy. Najazd kamery na mężczyznę. „Aber ordnung muss sein” - słyszymy. Najazd kamery na kobietę w gabinecie w Brukseli. Słyszymy ledwo skrywaną ironię w jej głosie: „Ale Friedrich, jak to się mogło stać? Trzy razy osobiście pojechałeś bić pokłony w Białym Domu. Wydałeś ponad sto milionów euro na lobbing w Ameryce, aby utrzymać tylu żołnierzy USA u nas, w Niemczech, co jest dotychczas. I w końcu nam zmniejszają, a Polakom zwiększają o pięć tysięcy! Jak mogłeś do tego dopuścić?”. W tle słychać męski głos: „Donnerwetter! Przeklęci Polacy…”
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/760915-prawdziwy-film-o-polityce
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.