Czy rządzący wykorzystując unijne rozporządzenie zamknął ustawa partiom opozycyjnym w nadchodzącej kampanii wyborczej? Wiele wskazuje na to, że szykowane na ostatnie dni przed wyborami 2027 r. regulacje zostaną wykorzystane do stłumienia krytyki nieudolnego rządu Donalda Tuska. Mec. Dariusz Lasocki ostrzega przed szykowaniem atomowych narzędzi, które mogą okazać się skutecznym politycznym kneblem. „Na nudnych i długich komisjach senackich kiełkuje pomysł, aby wyposażyć PKW albo UOKiK w atomowe narzędzia blokowania wolności słowa” - pisze na łamach „Rzeczpospolitej” były członek PKW.
Mec. Dariusz Lasocki przypomina, że marcu senacka Komisja Praw Człowieka i Praworządności rozpoczęła prace dotyczące wdrożenia unijnego rozporządzenia PE i Rady (UE) o przejrzystości i targetowaniu reklamy politycznej. Właściwie chodzi tylko o wskazanie polskimi przepisami organu, który ma to rozporządzenie realizować i określić kary za ewentualne naruszenia. Unijne rozporządzenia w przeciwieństwie do dyrektyw można stosować wprost, bo nie wymagają implementacji. O wszystkim będzie prawdopodobnie decydować jeden z urzędów: PKW, UOKiK czy UKE.
Nie to jest jednak sednem sprawy, jest nim czas i skutek jaki rządzący mogą osiągnąć wykorzystując uruchomione tuż przed wyborami unijne rozporządzenie.
Wyobraźmy sobie, że trzy tygodnie przed wyborami parlamentarnymi dedykowany do tego urząd centralny wydaje decyzję o wstrzymaniu kampanii telewizyjnej i internetowej jednego z głównych komitetów wyborczych. Albo nie, niech to będzie ostatni tydzień zażartej kampanii… o wszystko. Przygotowywany w tajemnicy spot wyborczy ma być game changerem. Sondaże pokazują, że niezdecydowani wyborcy… zdecydują. Urząd „zaaresztowuje” spot. Wstrzymuje emisję, a komitet wyborczy nie ma już ani środków, ani pomysłu, aby stworzyć i wyemitować zamiennik. Klapa, katastrofa
— pisze na łamach „Rzeczpospolitej” były członek Państwowej Komisji Wyborczej mec. Dariusz Lasocki.
Czytaj także
Podporządkują sobie kampanię wyborczą
Okazuje się, że właściwie każda reklama polityczna, będzie może zostać uznana przez urząd (nie wiemy jeszcze jaki) za złą.
W punkcie (74) preambuły do rozporządzenia czytamy, że wprowadzająca w błąd lub niejasna reklama polityczna stanowi zagrożenie, ponieważ wpływa na podstawowe mechanizmy umożliwiające funkcjonowanie naszego demokratycznego społeczeństwa. Nie jest to legalna definicja, ale roi się w niej od pojęć i stwierdzeń nieostrych i niejednoznacznych. Na bazie jakiego testu organ (jaki?) stwierdzić ma, że dany przekaz jeszcze nie rodzi zagrożenia, a kiedy zjawisko to się krystalizuje? To sytuacja niejako jak z filmu Stevena Spielberga „Raport mniejszości”
— obawia się mec. Lasocki. Kolejną kwestią są zaporowe kary.
Kary są jednak dotkliwe, gdyż maksymalna wysokość kar finansowych, jaką można nałożyć, jest obliczana na podstawie potencjału gospodarczego podmiotu podlegającego sankcjom i wynosi 6 proc. rocznego dochodu lub budżetu sponsora lub dostawcy usług reklamy politycznej
— czytamy w artykule. W praktyce może to doprowadzić do zachwiania stabilności konkretnych mediów.
Knebel
Z prac senackiej komisji wynika, że to Państwowa Komisja Wyborcza zostanie prawdopodobnie upoważniona do kontroli pojawiających się m.in. w nadchodzącej kampanii wyborczej 2027 r. reklam politycznych. Tyle że takiego uwikłania w procesy kontrolne kierownictwo PKW nie chce.
Sylwester Marciniak, przewodniczący PKW, przyjęcie takiego rozwiązania godzi w wiarygodność procesów wyborczych w Polsce (…), podnosi, że powierzenie Komisji tych zadań prowadziło będzie nieuchronnie do podważania wiarygodności tego organu, jego legitymacji jako odpowiedzialnego za przeprowadzanie podstawowych procesów w państwie demokratycznym, tj. procesów wyborczych
— przypomina mec. Lasocki i dodaje, że tej roli nie można narzucić PKW.
Ponadto regulacja w zakresie reklamy musi być wyposażona w gwarancje proceduralne. W mojej ocenie obecny skład PKW nie gwarantuje, że uprawnienia nadzorcze byłyby we właściwych rękach. To moja opinia i jako były członek Komisji mam do niej pełne prawo. Ale projekt senacki potrzebuje dodatkowo jednej arcyważnej rzeczy, by nie stać się dobrym i poręcznym instrumentem: ustawowego 48-godzinnego trybu sądowej kontroli każdej decyzji o wstrzymaniu reklamy politycznej w toku kampanii wyborczej
— podkreśla mec. Lasocki ostrzegając, że unijne rozporządzenie może zostać wykorzystane w charakterze politycznego knebla, cenzury.
koal/Rzeczpospolita
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/760792-tak-tusk-chce-wygrac-wybory-plan-dzialan-ujawniony
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.