Referendum w sprawie odwołania Prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego może być zwrotem nie tylko w dawnej stolicy Polski, ale w ogóle w myśleniu o polskim samorządzie.
Samorząd terytorialny odrodzony w Polsce w 1990 roku miał być jednym z zasadniczych narzędzi odbudowy demokracji w Polsce. Demokracji aktywnych obywateli w sprawach publicznych. Od początku wokół samorządu budowano też legendę „leku na całe zło”, jaki pozostawił po sobie w lokalnych wspólnotach totalitarny komunizm.
Niestety twórcy reformy Jerzy Regulski, Michał Kulesza i Jerzy Stępień zaprojektowali ustrój samorządu tak, jakby dzięki wolnym wyborom do władzy mieli dochodzić wyłącznie oddani sprawie bezinteresowni ideowcy. Do tego doświadczeni i pełni talentów. Zatem nie widzieli potrzeby tworzenia realnych, twardych mechanizmów kontrolnych w zarządzaniu finansami czy mieniem samorządów. Zapomnieli też o wyciąganiu konsekwencji wobec osób działających na szkodę swoich wspólnot.
Od początku odrodzonego samorządu głoszono trzy tezy:
1) reforma samorządowa to najbardziej udana reforma jaką przeprowadzono w Polsce po 1990 roku;
2) samorząd wykonuje wszystkie zadania lepiej od administracji rządowej;
3) należy pogłębiać proces decentralizacji państwa poprzez przekazywanie kolejnych zadań administracji rządowej samorządom różnych szczebli.
I warto przypomnieć, że ten nurt myślenia i działania doskonale wpisuje się w plany federalistyczne liderów Unii Europejskiej i projekty globalistyczne ograniczania roli państwa, a docelowo: likwidacji państw narodowych.
Działaczy lokalnych i regionalnych przyjęło się nazywać samorządowcami. Co miało być synonimem uczciwości, racjonalności i gospodarności. W odróżnieniu od złych działaczy zajmujących się sprawami krajowymi - czyli polityków.
Do nadzoru nad samorządami powołano też specjalne organy: wyłączone z administracji skarbowej Regionalne Izby Obrachunkowe i działające jak pierwsza instancja sądowa Samorządowe Kolegia Odwoławcze. Obie te instytucje formalnie nadzorowane przez Prezesa Rady Ministrów w praktyce są kształtowane przez władze samorządowe, które mają kontrolować i nadzorować. Skutki tego są oczywiste.
Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast szczególnie tych największych, zaczęli czuć się coraz pewniej. Określenie „lokalny układ” stało się pojęciem opisującym powstałą w wielu samorządach pajęczynę niezdrowych powiązań i zależności lokalnego ośrodka władzy publicznej. Powiązań biznesu, policji, prokuratury i sadów. I nie chodzi tylko o sprawy kryminalne, korupcyjne i finansowe, ale o cały system, w którym awansować i rozwijać się mógł tylko ten, który należy do rodziny i przyjaciół królika.
W małych, ale też dużych gminach, największym pracodawcą jest wójt, burmistrz i prezydent. Przecież nie chodzi tylko o pracujących w urzędach gminy czy miasta. Pracownikami samorządowymi są przecież nauczyciele i pracownicy szkół podstawowych i średnich, pracownicy szpitali, komunikacji publicznej, służb komunalnych, straży miejskich, organizatorzy sportu i rekreacji. Mówimy tutaj o wpływach bezpośrednich, ale nie mniej znaczące są wpływy wynikające z innych powiązań. Lokalne media mogą otrzymać zlecenia na ogłoszenia z urzędu albo nie dostawać nic, jeżeli będą zbytnio dociekać i interesować się szczegółami i kulisami lokalnej polityki. I jest zawsze pokaźne grono tzw. NGO, czyli organizacji pozarządowych utrzymywanych faktycznie przez podatników, którzy pieniądze dostają z rąk swoich wójtów czy marszałków. W zamian mają być po prostu wdzięczni przy okazji wyborów.
W Krakowie Miszalskiemu są stawiane konkretne i bardzo poważne zarzuty. Gigantyczne zadłużenie miasta, które tylko w ciągu dwóch lat jego rządów osiągnęło rekordowy poziom blisko 8 mld złotych. Skrajne kolesiostwo przy podziale stanowisk. Błazeńskie zachowania Prezydenta, które szczególnie w Krakowie są głęboko rażące. Przyzwolenie na patodeweloperkę. Podwyżki cen za usługi komunalne mimo obietnic ich obniżki z czasie kampanii wyborczej. Wreszcie wprowadzanie na siłę Strefy Czystego Transportu mającej chronić przyrodę i zdrowie Krakowian, a tak naprawdę uderzających w najbiedniejszych i ciężko pracujących.
Przypadek krakowski jest podręcznikowym przykładem do czego prowadzi lekceważenie wyborców i dbałość o interes wąskich, ale silnych grup interesów realizujących go kosztem ogromnej większości mieszkańców. Tak było za komunizmu i od tego uciekaliśmy przywracając samorząd.
Rozważmy dwa scenariusze finału krakowskiego referendum. Będzie wymagana frekwencja i w takim przypadku na 99 proc. Miszalski zostanie odwołany. Co dalej? Demokracja wyznacza kolejne kroki. Na fotelu Prezydenta Krakowa zasiada wyznaczony przez Premiera komisarz i rozpoczyna się kampania wyborcza, zakończona wyborem nowego prezydenta. Nowy, kimkolwiek by nie był, będzie wiedział, że wyborcy będą mu patrzeć na ręce i boleśnie rozliczyć. Czyli jest szansa na nowego ducha w Krakowie.
Drugi scenariusz to zwycięstwo „bojkociarzy”. Nie będzie wystarczającej frekwencji i pijalnie soku z buraka będą rechotać triumfalnie. A po cichu szeptać: „ale one gupie są, jak łatwo tym ludziom pod Wawelem zamieszać w głowach”. Jednak co znacznie gorsze, spojrzą na siebie i powiedzą: hulaj dusza, piekła nie ma – to my teraz możemy wszystko - brać kredyty do oporu, tańczyć i śpiewać na dachu magistratu, cztery litery na zawołanie pokazywać, podwyżki wszystkie zrobić, a do strefy będziemy wpuszczać tylko z okazaniem przepustki podpisanej osobiście przez samego Prezydenta. No i na rynku to karuzel się postawi, bo to dobry biznes jest.
Dlatego referendum w Krakowie jest tak ważne? Czy w polskim samorządzie jeszcze obowiązuje demokracja? Czy suweren, demos wskazuje, kto ma stać na czele wspólnoty i czy ma prawo do naprawiania swoich błędów?
Kompromitujące jest dla zwolenników Aleksandra Miszalskiego, że swojej szansy szukają w zniechęcaniu wyborców do udziału w referendum. Tym samym tracą prawo do powoływania się na jakiekolwiek ideały. Jedynym motywem ich działania jest strach przed utratą władzy i wszystkiego, co się z nią wiąże, a przede wszystkim bezkarności.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/760597-w-niedziele-stolica-przeniesie-sie-do-krakowa
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.