Wszyscy mówią o „mid term elections” w listopadzie 2026 w USA albo o wyborach parlamentarnych w Polsce jesienią 2027, a ja dziś przekornie o dalszej, ale tak naprawdę nie tak odległej przyszłości, czyli o wyborach prezydenckich Anno Domini 2030 w naszym kraju.
Dziś mamy wciąż polityczny „miesiąc miodowy” urzędującej Głowy Państwa, który - jak pisałem to pod koniec zeszłego roku - potrwa przeszło dwa lata do właśnie wyborów do Sejmu i Senatu RP (i to obojętnie od ich rozstrzygnięcia!). Mimo wszystko warto jednak przewidywać możliwe scenariusze przyszłości i zarysować najbardziej prawdopodobne warianty.
Nie zgadzam się, aby strona liberalno-lewicowa zwana też przez wielu obozem kosmopolitycznym szukała kandydata „obywatelskiego”, jak uczyniło to Prawo i Sprawiedliwość przed ostatnią prezydencką elekcją. Leszek Miller ma sugerować, że obóz ten nie wygra, jeśli nie sięgnie, jak my po kandydata „społecznego”, „bezpartyjnego”, a więc nie zużytego bieżącą walką polityczną. Nawet wskazuje takiego właśnie „ponadpartyjnego” kandydata, który rzekomo miałby być antidotum dla prezydenta Karola Nawrockiego. Miałby nim być nasz drugi, po Mirosławie Hermaszewskim, kosmonauta Sławosz Uznański-Wiśniewski! Szczerze mówiąc: zupełnie nie wierzę w realność wystawienia takiego kandydata. Analizując naszą scenę polityczną, a także pamiętając jej historię ostatnich kilkunastu lat jestem przekonany, że najsilniejsza formacja „Koalicji 13 grudnia” wystawi obecnego wicepremiera, ministra spraw zagranicznych, Radosława Sikorskiego. Uważna obserwacja jego wypowiedzi i różnych aktywności pokazuje, że nie tylko chce startować, ale prowadzi w przemyślany sposób pre-kampanię.
Ten były wiceminister obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego i były wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Akcji Wyborczej Solidarność oraz szef MON w prawicowych gabinetach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego może grać właśnie prawicową narracją i odwoływaniem się do tradycyjnych wartości. Próbował to czynić w kampanii prezydenckiej A.D. 2025 Rafał Trzaskowski, ale przy jego wcześniejszej walce z krzyżami i mocno lewicowej agendzie był kompletnie niewiarygodny. Radosław Sikorski dla części elektoratu centro-prawicowego może być, paradoksalnie czy nie, wiarygodny trochę bardziej. Może przypomnieć choćby swoje wypowiedzi nawet z czasów kiedy szefował MSZ w poprzednim rządzie Donalda Tuska, gdy wypowiadał się w obronie… chrześcijan w świecie, ale też Polaków na Litwie! Czy Sikorski będzie kiedyś eksponował fakt, że był w roku 2005 Człowiekiem Roku „Gazety Polskiej”, o czym obecnie i on i sam tygodnik pamiętać nie chce - tego nie wiadomo…
Ostatnio słyszeliśmy, jak szef MSZ zwracał się do dziennikarki TV Trwam „Szczęść Boże”, a także widzieliśmy jego gniewne oświadczenia krytykujące armię izraelską za zbezczeszczenie najpierw figury Chrystusa, a potem Matki Bożej. To może dawać do myślenia. I daje - właśnie pod kątem wyborów za cztery lata.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/759886-kampania-prezydencka-radoslawa-sikorskiego-juz-trwa
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.