Rzeczą oczywistą jest, że papież przyjmuje polityków, prowadzi rozmowy z władcami całego świata, szuka porozumienia i dialogu. Jeszcze bardziej oczywiste jest, że spotyka się z władzami Polski. Nie tylko przez wzgląd na naszą szczególną historię, wyjątkowe relacje z Watykanem w osobie św. Jana Pawła II, ale także z uwagi na fakt, że jesteśmy krajem przyfrontowym. Nie ma zatem nic dziwnego, że polski premier przybył do Watykanu z wizytą. Zdumienie budzi natomiast to, z jakim przesłaniem ów Watykan opuścił. Oświadczył bowiem, że wreszcie znalazł rozmówcę, z którym ma „identyczne poglądy na sprawy polityczne”. Złożył też zapewnienie, że dopóki jest premierem, będzie „nadal szukał dialogu i mądrej rozmowy, a nie konfrontacji”. Wyjścia są dwa: albo Donald Tusk doznał nagłego olśnienia i przemiany duchowej, albo tak głęboko tkwi w trybie manipulacyjnym, że naprawdę nie dostrzega własnego odrealnienia. Nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż połączenie narcystycznego zakłamanie z totalnością władzy.
Od lat nie było takiego piłowania katolików w Polsce, jak za rządów Tuska. I nie chodzi jedynie o to, że wspierany przez liberalno-lewicowe media i polityków KO antyklerykalny ruch zaczął wywierać potężny wpływ na opinię publiczną. Chodzi o pozbawianie katolików praw do wyrażania własnych poglądów i wychowywania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Chodzi o systemowe prześladowanie organizacji katolickich, nękanie ich kontrolami i oszczerstwami, czego kulminacji doświadczył ks. Michał Olszewski, trzymany przez wiele miesięcy w areszcie wydobywczym. Innym podmiotem nękanym przez władzę jest o. Tadeusz Rydzyk oraz wszystkie instytucje, które zainicjował lub którymi kieruje. Prześladowanie katolików widoczne jest także w obszarze edukacji. Lekcje religii zostały zredukowane o połowę i kompletnie zmarginalizowane. Naruszono tym samym konstytucyjne prawa, co orzekł Trybunał Konstytucyjny. Stanowisko katechetów, rodziców i Konferencji Episkopatu Polski również jest ignorowane. Nie ma żadnego dialogu z Episkopatem, jest wręcz arogancki chłód ze strony resortu edukacji. Nie inaczej jest w kwestii forsowania ideologii. Nowacka siłą i podstępem wprowadza edukację seksualną do szkół, a lewicowi aktywiści wymuszają związki partnerskie. Donald Tusk na to wszystko ochoczo przyzwala. Zresztą wpisał do swojego programu „świeckie państwo” i niejednokrotnie wypowiadał się o Kościele z obrzydliwą pogardą. Europoseł Daniel Obajtek prześladowany jest za to, że zablokował obrazoburczą okładkę szmatławca „NIE”, godzącą w dobre imię św. Jana Pawła II. Jednocześnie aktywistki „Strajku Kobiet”, nawołujące do niszczenia kościołów, zostają uniewinniane przez sądy, a następnie nagradzane ważnymi stanowiskami w instytucjach publicznych. Neomarksistowska rewolucja niszczy Polskę, a Donald Tusk snuje w Watykanie aberracyjne opowieści.
Dziś po wyjściu z audiencji nie mówił o papieżu inaczej niż Ojciec Święty, z którym znalazł – tak rzadką w dzisiejszych czasach – wspólnotę ideową. Gdyby ktoś Tuska nie znał, naprawdę mógłby uwierzyć w ten narcystyczny, egzaltowany monolog.
Powiedziałem bardzo szczerze, że dla kogoś takiego jak ja, świadomość że Ojciec Święty podziela bardzo podobne wartości, niektórzy powiedzą, że one są przestarzałe te wartości, że może już nie odgrywają takiej roli, ale ja ciągle głęboko w to wierzę, że to wielkie polskie dziedzictwo, działanie bez przemocy, wiara w to że prawda jest silniejsza od kłamstwa, że solidarność i dialog są lepsze od konfrontacji, że takie starodawne wynalazki jak prawa człowieka, że to wszystko ma głęboki sens i że nie jesteśmy w tym sami. Ojciec Święty przekazał dla mnie bardzo ważną też myśl i myślę że dla wszystkich Polaków, dla całej Polski, bo kierował to do wszystkich Polek i Polaków – żeby nie opuszczać głowy, żeby nie tracić nadziei, tylko wręcz przeciwnie, żeby budować siłę na rzecz dobra i żeby jednoczyć się wokół dobrych rzeczy i że to jest ciągle możliwe. I że świat nie musi się pogrążać w chaosie, jeśli dobrzy ludzie, jeśli ludzie dobrej woli, odnajdą siebie i będą działać zjednoczeni. Jestem bardzo poruszony, bardzo zbudowany tą wizytą i tą rozmową. Była bardzo taka wiecie poza protokołem i zaskakująco nieoficjalna
— mówił Tusk w rozmowie z dziennikarzami. Ale to nie wszystko. Późniejsze deklaracje są jeszcze bardziej odrealnione.
Myślę, że z wielką satysfakcją moi rozmówcy usłyszeli, że póki ja jestem premierem, to będziemy szukali zawsze dialogu i takiej mądrej i dobrej rozmowy, a nie szukali jakieś konfrontacji. Jest to oczywiście temat religii w szkole. Tutaj mamy trochę odrębny pogląd, ale zapewniłem moich rozmówców, że w interesie Polski i ja tak też rozumiem misję mojego rządu i moją osobistą, jest wszędzie tam, gdzie to jest możliwe, szukać takich dobrych porozumień* i nie trzeba rezygnować z własnych poglądów czy z własnych projektów, ale trzeba umieć przekonywać siebie nawzajem bez podnoszenia głosu. I na pewno także dzięki tej rozmowie uda mi się zorganizować taki dialog na rzecz tych wszystkich kontrowersji czy czasami różnych poglądów, dotyczących relacji państwo–Kościół. Ja jestem naprawdę zawsze gotów do rozmowy, co nie znaczy, że będę zmieniał swoją opinię i zdanie, ale można o tym rozmawiać bez zaciśniętych ust, z lepszą wolą. Ja to gwarantuję oczywiście.** (…)
Jeśli chodzi o Ojca Świętego, znalazłem naprawdę, jeśli mogę tak powiedzieć, kapitalnego rozmówcę i to jest coś wyjątkowego mieć właściwie identyczne poglądy na sprawy polityczne w dzisiejszych czasach, gdzie jest pełno kłótni i - wiecie – konfrontacji, przemocy - usłyszeć od Ojca Świętego słowa, pod którymi się oburącz podpisuję, to było coś naprawdę bardzo fajnego.
W dalszej megalomańskiej tyradzie Tusk oświadczył, że Leon XIV określił ich obu mianem „peacemakers”. „Ja pewnie nie zasłużyłem na taką na taką definicję, ale będę z dumą pokazywał ten tekst wam wszystkim”.
Mieliśmy już w historii kilka prób przeobrażeń Donalda Tuska w gorliwego katolika. Były już przedwyborcze zdjęcia przy domowym ołtarzyku, były Bogoojczyźniane deklaracje, był nawet ślub kościelny po latach życia na cywilnym. Każda z tych akcji obliczona była na konkretny skutek i korzyści polityczne. Jaki jest cel tej watykańskiej zagrywki? Zwłaszcza, że w czasie, gdy Tusk udaje w Rzymie opatrznościowego męża stanu, Gawkowski mówi o wyważaniu drzwi w Trybunale Konstytucyjnym, a Kosiniak-Kamysz jedzie podpisywać cyrograf, zakładający Polsce na szyję pętlę wielomiliardowego zadłużenia? Słuchając tej narcystycznej opowieści Tuska na pl. Św. Piotra, ma się ochotę odpowiedzieć Reymontowskim dialogiem Borowieckiego: „Ty jesteś dobry chłop, Moryc, ale czuć cię na milę szachrajem”.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/759762-nagonka-na-kosciol-jak-za-prl-a-tusk-w-watykanie-udaje-aniola
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.