W ponadtysiącletniej swej historii Gdańsk był polski przez 645 lat, zaś niemiecki przez 338 lat, z czego 117 lat przypada na zabory.
Podczas spaceru po Gdańsku z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem (20 kwietnia 2026 r.) premier Donald Tusk opowiadał mu, jak to Danzig był po II wojnie światowej zniszczony. Że pozostało w nim tym 8 tysięcy mieszkańców, w tym rodzina Donalda Tuska. Po zdobyciu miasta (symboliczna data to 28 marca 1945 r., gdy na Dworze Artusa zawieszono biało-czerwoną flagę), administracja polska natychmiast zaczęła posługiwać się historyczną nazwą Gdańsk zamiast niemieckiego Danzig.
Nie ma najmniejszego powodu, żeby o Gdańsku po wojnie Donald Tusk mówił jako o Danzig. Tym bardziej że 21 kwietnia 2026 r. Donald Tusk pochwalił się na platformie X: „I’m in love with Gdańsk” - taką fajną wiadomość wysłał mi w nocy prezydent Emmanuel Macron. Rozumiem go”. Czyli prezydent Francji cały czas był przekonany, że jest w Gdańsku, jak współcześnie po francusku pisze i wymawia się nazwę tego miasta (bez polskiego „ń”, czyli „Gdansk”). I to mimo że w przeszłości w języku francuskim funkcjonowała nazwa „Dantzig” wywodząca się z niemieckiego „Danzig”.
W ponadtysiącletniej swej historii Gdańsk był polski przez 645 lat, zaś niemiecki przez 338 lat, z czego 117 lat przypada na zabory (poczynając od drugiego rozbioru Rzeczypospolitej), które objęły także Gdańsk. Nie ma powodu, by ukrywać niemiecką przeszłość Gdańska, ale nie ma też żadnego powodu, by ją nadzwyczajnie eksponować. Także mimo tego, że zarówno za prezydentury w Gdańsku Pawła Adamowicza, jak i za obecnej prezydent Aleksandry Dulkiewicz ze szczególną pieczołowitością odnawiane były i są tu budynki, gdzie mieściły się niemieckie instytucje i firmy.
W „królewskim mieście” (i dotyczy to oczywiście Korony Królestwa Polskiego) przywracana jest od kilku dekad pamięć znanych gdańszczan, choćby mieli niechlubną przeszłość jako kolaboranci niemieckich nazistów. Takimi byli biochemik Adolf Butenandt czy bardzo hołubiony pisarz Guenter Grass, przez lata ukrywający swoją służbę w Waffen-SS. Obaj zostali wyróżnieni Nagrodą Nobla. Butenandt w latach 1933-1936 pracował w Gdańsku jako profesor chemii organicznej na ówczesnej Technische Hochschule Danzig. W 2011 r. jego imię nadano jednemu z tramwajów, a usunięto dopiero w 2017 r., po licznych doniesieniach medialnych i dyskusjach historycznych dotyczących jego członkostwa w NSDAP oraz domniemanej współpracy z Josefem Mengele.
Z pozostaniem rodziny Donalda Tuska w Danzig/Gdańsku po II wojnie światowej też jest problem. Jak na rok przed śmiercią mówiła matka obecnego premiera Ewa Tusk, jej „mama i babcia chciały po zakończeniu wojny wyjechać do Niemiec, w końcu były Niemkami. Obie jednak zostały w Gdańsku, bo tata stanowczo powiedział, że nigdzie nie pojedzie”. Matka Ewy Tusk była Niemką – nazywała się Anna Gertrude Liebke (1908 – 1997) i była córką Ottilii Johanny Krause (ur. 1879) oraz Alberta Franza Liebke (ur. 1879). Anna Gertrude wyszła za mąż za Franciszka Dawidowskiego.
Ewa Tusk wspominała też o Marii Dawidowskiej, siostrze ojca Franciszka Dawidowskiego, czyli jej ciotce, która zginęła 30 stycznia 1945 r. Znalazła się ona na pokładzie statku „Wilhelm Gustloff”, storpedowanego przez sowiecki okręt. Ewa Tusk mówiła: „Nie [uratowała się]. Ani ona, ani trójka jej małych dzieci. Ocalał tylko jej najstarszy syn, ale imienia nie pamiętam. Po wojnie mieszkał w Niemczech, podobno już nie żyje”.
Na pokładzie MS Wilhelm Gustloff znajdowało się według najnowszych szacunków historyków (m.in. Heinza Schöna) 10 582 osób. Wśród nich byli uchodźcy cywilni (8956 osób), w ogromnej większości niemieccy mieszkańcy Prus Wschodnich i okolic Gdańska uciekający przed Armią Czerwoną. Wśród nich było około 4000-5000 dzieci. Na pokładzie znalazło się też 918 oficerów i marynarzy z II dywizji szkolnej okrętów podwodnych (2. Unterseeboot-Lehrdivision), którzy mieli obsadzić nowe U-booty. Poza tym 373 kobiety z pomocniczego korpusu żeńskiego Kriegsmarine (telegrafistki, pielęgniarki, maszynistki), 162 rannych żołnierzy Wehrmachtu oraz 173 członków załogi. Byli na Gustloffie funkcjonariusze NSDAP, Gestapo oraz urzędnicy organizacji Todt wraz z rodzinami.
Z powodu obecności przeszkolonego personelu wojskowego (marynarzy U-bootów) oraz uzbrojenia przeciwlotniczego na pokładzie jednostka była traktowana przez Związek Sowiecki jako cel militarny. W świetle IV konwencji haskiej z 1907 r., MS Wilhelm Gustloff nie spełniał wymogów statku szpitalnego. Posiadał zamontowane na pokładzie działa przeciwlotnicze, a statki szpitalne muszą być całkowicie nieuzbrojone. Na pokładzie znajdowało się ponad 900 zdolnych do walki marynarzy z II Dywizji Szkolnej U-bootów. Wykorzystywanie jednostki do transportu sił zbrojnych pozbawiało ją statusu humanitarnego. Kadłub nie był pomalowany na biało z dużymi czerwonymi krzyżami, co jest wymogiem dla jednostek medycznych. Statek płynął w kamuflażu wojskowym. Jednostka płynęła z wyłączonymi światłami (by uniknąć wykrycia) i była eskortowana przez torpedowiec „Löwe”, co czyniło ją celem wojskowym. W tamtym okresie „Gustloff” służył jako statek koszarowy dla marynarki wojennej (Kriegsmarine), a nie jako jednostka dedykowana wyłącznie do transportu chorych i rannych. Z tych powodów kapitan Aleksandr Marinesko, dowodzący okrętem podwodnym S-13, uznał jednostkę za uzbrojony transportowiec wojskowy.
Dlaczego Polka z czwórką dzieci znalazła się wśród pasażerów MS Wilhelm Gustloff? Jeśli nie sama Maria Dawidowska była w styczniu 1945 r. z różnych powodów zakwalifikowana jako osoba w jakimś sensie „uprzywilejowana”, to może był jej mąż, o którym jednak nic nie wiemy. Podobnie jak tak naprawdę niewiele wiemy o rodzinach Tusków i Dawidowskich przed samą wojną, w jej trakcie oraz krótko po jej zakończeniu. Losy wielu rodzin pochodzących z Gdańska czy Pomorza były oczywiście skomplikowane, podobnie jak w wypadku rodziny premiera Donalda Tuska. Ale wiedząc o „pokręconych” losach ze wspomnień członków własnej rodziny, Tusk powinien być ostrożniejszy od innych w nawiązywaniu do niemieckiej przeszłości Gdańska. A już przyjmując głowę innego państwa nie powinien o Gdańsku mówić Danzig.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/758525-tusk-z-danzig-rozmawia-z-macronem-pewnym-tego-ze-jest-w-gdansku
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.