„My się chyba poddamy, raczej nie wygramy z systemem. Narracja pani minister jest nieprzejednana. Tam nie ma dialogu z nami, nie jesteśmy słyszane. My walczymy o co? O ciężką pracę. My musimy udowadniać, że ta praca jest potrzebna w Polsce do wspierania ludzi” - powiedziała siostra Eliza Myk z „Domu Chłopaków” w paśmie „Budzimy Się” na antenie Telewizji wPolsce24, odnosząc się do pomysłu MRPiPS, które chce wprowadzić zmiany w ustawie o pomocy społecznej. W nowelizacji znajduje się zapis o tzw. deinstytucjonalizacji, który oznacza stworzenie nowych ośrodków terapeutycznych.
Co z placówkami takimi jak „Dom Chłopaków” w Broniszewicach?
Od trzech tygodni żyjemy w szoku, ponieważ dostałyśmy informację, że od przyszłego roku Dom Chłopaków i podobne do naszego domy nie będą mogły już przyjmować dzieci. Ministerstwo liczy na to, że dzieci trafią do wyspecjalizowanych rodzin zastępczych, gdyż to środowisko jest najważniejsze dla nich i najbardziej dogodne. Oczywiście my się z tym nie kłócimy, natomiast realia pokazują, że do nas trafiają dzieci właśnie z tych rodzin, gdzie niepełnosprawności dzieci są tak ogromne i tak przeciążające, iż zaburzają funkcjonowanie każdej rodziny. Państwo polskie miało świetne rozwiązanie. Myślę, że rodziny specjalistyczne też to wiedzą, ale tych rodzin jest coraz mniej. Zdrowe dzieci nie mają dla siebie rodzin adopcyjnych, a nasze państwo polskie ma nadzieję, że dzieci z ogromnymi niepełnosprawnościami znajdą takie rodziny w Polsce
— powiedziała dominikanka.
Czytaj także
Chyba się poddamy z siostrami, ile można się kopać z koniem. 10 lat temu oddałyśmy swoje życie, zdrowie, po to, żeby dać ludziom nadzieję, że jest takie miejsce, kiedy rodzina sobie nie poradzi. Jest bezpieczne miejsce dla tych dzieci
— dodała siostra Myk.
To jest jak najgorszy sen. Nie spodziewałam się, że możemy dostać takiego strzała. Właściwie to jest dla nas informacja, że nie jesteśmy potrzebne. Poczekamy, ustawa nie działa wstecz, chłopcy z nami zostają już do śmierci. Problemem jest tylko to, że rodziny stracą miejsce, w których dziecko mogłoby być bezpieczne. My się nie będziemy prosić o ciężką pracę i udowadniać, że ta praca wymaga nadludzkich sił
— powiedziała dominikanka.
„Będziemy nagłaśniać sprawę”
Co wynika z rozmów z ministerstwem? Kto wpadł na pomysł pertraktacji?
Dotarła od pani minister Katarzyny Nowakowskiej, ona jest wydelegowana do tzw. negocjacji z nami. Negocjacje polegają na tym, że jest ciągle jak mantra powtarzane, żaden dom nie będzie zamykany. Żaden dom nie będzie zamykany. Za tym idzie też wiadomość do mediów. Natomiast nie jest mówione wprost, że do tych domów od przyszłego roku będzie zakaz przyjmowania dzieci. Dlatego będziemy nagłaśniać sprawę, ile nam siły pozwolą. Jeżeli jeszcze jest jakaś nadzieja, że mamy oddziaływanie na rządzących. Pomyślałyśmy z siostrami, że czemu nie dać Polakom się wykazać? Może zrobią rzeczywiście to lepiej
— wyjaśniła siostra Myk.
Nie wiem jaką budować narrację, żeby przekonywać ludzi, że w Polsce wypracowany został super system opieki wspierania rodzin i tych dzieci. Państwo polskie wyżyłowało domy pomocy społecznej dla dzieci w takie standardy, że zachód się kłania przed nami. Więc dlaczego mamy ciągle kompleks? Przyjeżdżają do nas prywatnie ludzie z zachodu. Są oszołomieni, że my nawiązujemy więzi. Słowiańskie serce umie nawiązać więź z powykręcanym dzieckiem. Tak, ponieważ to nie są śliczne dzieci. My dostrzegamy w nich inne piękno i wartość życia. Jesteśmy wdzięczne za naszych opiekunów, których tutaj pracuje bardzo dużo (świeckich), którzy nas wspierają i mają serce do tych dzieci. Kochają je i nawet swoje interesy rodzinne są w stanie poświęcić dla naszych słabszych. Polacy naprawdę umieją pochylić się nad najsłabszym
— dodała.
„Raczej nie wygramy z systemem”
Ilu tego typu placówek dotyczy ta sytuacja?
Wszystkich domów dzieci i młodzieży. Jest taki niewinny zapis, że do domów pomocy społecznej będą kierowane tylko osoby pełnoletnie. Te dzieci pozostaną w rodzinach albo w tak nazwanych airpotach, które jeszcze ich nie ma - jest tylko 12 w Polsce. Dofinansowanie tam jest takie, że albo marszałek podpisze na dany rok kontrakt z domem i to tylko w części dofinansowuje, albo nie
— powiedziała dominikanka.
My się chyba poddamy, raczej nie wygramy z systemem. Narracja pani minister jest nieprzejednana. Tam nie ma dialogu z nami, nie jesteśmy słyszane. My walczymy o co? O ciężką pracę. My musimy udowadniać, że ta praca jest potrzebna w Polsce do wspierania ludzi
— zakończyła.
Czytaj także
xyz/Telewizja wPolsce24
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/758491-dom-chlopakow-zniknie-siostra-myk-chyba-sie-poddamy
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.