Po ogłoszeniu zapowiedzi obowiązkowej edukacji zdrowotnej na głowy Barbary Nowackiej i innych funkcjonariuszek z MEN lecą gromy! Co myśli na ich temat społeczeństwo, najlepiej można zobaczyć na X ministerek z MEN i usłyszeć na TikToku. Choć nadal nie ma formalnego rozporządzenia, a tylko przedziwny, nielogiczny i potęgujący chaos komunikat na stronie MEN oraz kilka medialnych deklaracji, wybuchło oburzenie środowiska rodziców słusznie zatroskanych o dobro swoich dzieci!
Na naszych oczach zachodzi świadome i perfidne narażanie zdrowia przyszłych pokoleń Polaków. Resort oświaty postępuje wbrew wielu fachowym opiniom przedstawicieli środowiska medycznego m.in. prof. Bogdana Chazana, o czym wielokrotnie informowano MEN. Od samego początku ignorowany jest głos społeczny, można też obserwować bezczelne obrażanie ponad 70% rodziców, którzy powiedzieli NIE fatalnym i szkodliwym dla dzieci rozwiązaniom – ideologizacji, seksualizacji i psychologizacji, na których opiera się podstawa programowa tego antyzdrowotnego przedmiotu. Łamane są konstytucyjne prawa rodziców, więc ich wzburzenie jest coraz większe. Wszak przedmiot ma być obowiązkowy dla wszystkich! A rodzice - niezależnie od światopoglądu - chcą chronić swoje dzieci przed deprawacją, którą skażony jest świat, i to, jak się okazuje, szczególnie świat politycznego establishmentu, co wobec siłowego wprowadzania przymusu edukacji zdrowotnej - potęguje uzasadniony niepokój.
W ciągu 2 lat Koalicja 13 grudnia dokonała skrajnego upolitycznienia dyskursu wokół edukacji zdrowotnej. Jest ona już tylko fasadą, za którą liczone są głosy: poparcia własnego środowiska politycznego – podkręcanego „za” obowiązkową edukacją zdrowotną, podobnie jak za aborcją czy za prawami tzw. homopar - i głosy środowiska przeciwników, czyli najbardziej zainteresowanych kwestią zdrowia dzieci, a więc normalnych, zatroskanych, opiekuńczych rodziców. Przy czym głosy przeciwników przedmiotu i w konsekwencji B. Nowackiej i całego MEN są coraz liczniejsze.
Nie pomagają sterowane sondaże, medialne kampanie dezinformacji i fikcyjne cytaty z nieistniejących respondentów. Polscy rodzice twardo mówią - NIE! Popierający dotychczas wyczyny Nowackiej rząd już żałuje gorącego kartofla edukacji zdrowotnej, jak się okazało - wcale nie zdrowego. Próby zadowolenia własnego elektoratu „uobowiązkowieniem” przedmiotu i jednocześnie uspokojenia większości społeczeństwa skrajną manipulacją, na którą nikt się nie dał nabrać – czyli ściemą dobrowolności „sexmodułu” - dały w efekcie obecne żałosne decyzje B. Nowackiej.
Lawinowo wzrasta niechęć rodziców, którzy radykalizują się widząc tandetne propagandowe zagrywki MEN, a faktycznie - doznając łamania własnych praw i kolejnych upokorzeń. A tego honorowi Polacy szczególnie nie lubią!
Liczne organizacje, jak Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, Instytut Ordo Iuris, organizacje katechetów ponownie podniosły alarm w ostatnich dniach. Przywoływane są mocne argumenty, które naświetlają drugie dno.
„Przypomnijmy - w powstanie przedmiotu „edukacja zdrowotna” zaangażowani byli m.in. „eksperci od seksu” powiązani z instytucjami uwikłanymi w afery pedofilskie, lobbyści koncernów farmaceutycznych i korporacji medycznych, aktywiści LGBT oraz „edukatorzy seksualni” sponsorowani przez sex-shopy. Uczniowie na lekcjach oswajają się m.in. z rozwiązłością, homoseksualnym stylem życia, ideologią LGBT, pornografią, tranzycją, aborcją i bezdzietnością, oraz tym, że współżycie seksualne nie musi się wiązać z miłością i odpowiedzialnością”
— pisze Mariusz Dzierżawski prezes Fundacji Pro - Prawo do życia.
Lista zarzutów jest tak obszerna, że nawet wielostronicowe stanowisko Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły mogłoby być jeszcze znacznie dłuższe.
Także kadra zarządzająca oświatą ma już dość chaotycznych zachowań szefowej MEN! Absurdy nie-decyzyjności B. Nowackiej wylicza m.in. poseł Józefaciuk, który po rozstaniu z PO coraz chętniej i coraz ostrzej komentuje prace resortu. Właśnie ta kwestia – porzucenia dyrektorów szkół, którzy czekali na jasne decyzje MEN, gdyż od nich zależą „arkusze organizacyjne”, czyli filar planowania pracy szkoły na cały rok, została spuentowana przez posła szczególnie mocno. „To namawianie do działania niezgodnie z prawem” – pisze na X M. Józefaciuk. Nie ma rozporządzenia, a instrukcje zobowiązują dyrektorów do pracy nad arkuszami uwzględniającymi ed. zdrowotną jako przedmiotem obowiązkowym, jakby … rozporządzenie już było.
Na dodatek - arkusze powinny uwzględniać obowiązkowy przedmiot, który nie cały jest obowiązkowy, bo świeżo powołani [ale też wypróbowani w bojach] eksperci pod wodzą prof. Z. Izdebskiego dopiero powiedzą, co będzie obowiązkowe, a co nie, czyli co się okaże dobrowolnym „sexmodułem”. I to okaże się „najszybciej, jak to możliwe”, „na pewno przed początkiem nowego roku szkolnego” według informacji ze strony MEN – czyli do 1.09.2026 r.! Groteska? Mistyfikacja prawna? Teatr decyzji?
Pytania się mnożą. Jak będą wyglądać podręczniki dla uczniów i kiedy zostaną przygotowane? Może ukażą się z oznaczonymi np. na czerwono i opatrzonymi znakiem UWAGA! fragmentami –– ”Nieobowiązkowe […] zagadnienia dotyczące zdrowia seksualnego” [wg terminologii MEN], po to, by na pewno zauważyć i … ominąć „dobrowolne” fragmenty? Jak szkoleni będą nauczyciele i czy są szanse na ich obiektywizm po doświadczeniach ze szkoleniami, jakie odbyły się w tym roku, wprost promującymi tranzycję medyczną uczniów? O tych i innych zagrożeniach pisze w swoim stanowisku KROPS:
„Wyłączenie z obowiązkowości „zagadnień dotyczących zdrowia seksualnego” nie zapobiegnie zetknięciu się dzieci z treściami uznanymi przez rodziców za szkodliwie. Nie dość, że cały przedmiot ma charakter antyrodzinny i genderowy to uczniowie wypisani z zajęć na temat „wiedzy seksualnej” mogą na różne sposoby zetknąć się z antyrodzinnymi, genderowymi i demoralizującymi treściami skumulowanymi obecnie w module „zdrowie seksualne”. Może to nastąpić np. przez:
kontakt z przygotowanymi dla wszystkich uczniów kompletnymi podręcznikami i pomocami edukacyjnymi, w których będą zapewne również treści z modułu „zdrowie seksualne”;
rozmowy z rówieśnikami uczestniczącymi w tych zajęciach;
kontakt z podręcznikami adresowanymi do nauczycieli tego przedmiotu oraz do rodziców i uczniów. Taką publikacją jest „Edukacja zdrowotna. Podręcznik dla nauczycieli”, dostępny bezpłatnie w internecie. Są w tym podręczniku wymienione np. tzw. Prawa Seksualne Człowieka, a wśród nich „Prawo do przyjemności seksualnej”. W podręczniku możemy przeczytać: Przyjemność seksualna obejmująca również zachowania autoerotyczne jest źródłem dobrostanu fizycznego, psychologicznego, intelektualnego i duchowego”. Tego typu treści to promocja masturbacji w imię przyjemności i „dobrostanu”.
Ostrzeżenia płyną z krajów, gdzie ograniczanie praw rodziców przeprowadzono już dawno dla „dobra” ich dzieci. Przedszkola LGBT, “pokoje gier seksualnych” w przedszkolach [zablokowane przez rodziców w ostatniej chwili] , „queerowe skrzynki z książkami” w żłobkach z prezentacjami „różnych rzeczywistości życiowych queer”, alternatywnych modeli rodziny, nietypowych tożsamości płciowych i relacji homoseksualnych – przeznaczone dla dzieci do 4 roku życia oraz obowiązkowe szkolenia z tematyki LGTBIQ, tożsamości płciowej i różnorodności seksualnej wszystkich pracowników żłobków. To przykładowe realia z Hanoweru. Szkolenia nauczycieli wszystkich poziomów i obowiązkowa edukacja seksualna w szkołach – to już standard w Niemczech, Holandii, Francji, Szwajcarii i innych krajach. Więzieni są rodzice i nauczyciele sprzeciwiający się seksualizacji i ideologizacji dzieci i uczniów.
„Musimy przy tym pamiętać o ważnej rzeczy - wprowadzenie obowiązku „edukacji zdrowotnej” to kolejny etap na drodze do tego, aby w Polsce wprowadzić kary więzienia i grzywien dla rodziców, którzy odmówią zgody na udział swoich dzieci w lekcjach deprawacji. Większość Polaków wciąż jest tego nieświadoma”
– pisze w apelu Mateusz Dzierżawski.
Obecna władza właśnie chce wykonać pierwszy krok w tym kierunku i tylko od determinacji społecznej zależy, na ile się jej to uda. Jedno jest pewne – edukację zdrowotną polscy rodzice odrzucają i nie da się ich unieważnić!
A jednak nie można oprzeć się wrażeniu, że choć edukacja zdrowotna jest naprawdę szkodliwa, to jednak stanowi ona zaledwie preludium do całkowitej zmiany szkoły, która nadciąga wraz Reformą26.Kompas Jutra.
Skupieni na zjadliwej żmii nie dostrzegamy nacierającego nosorożca? Krok po kroku wcieka do szkół nowy model postrzegania edukacji. Myślenie i wiedza ograniczane są na rzecz „doświadczania”, kreatywności i często fikcyjnej sprawczości. Stopniowo pragmatyzacja sięgająca zenitu zastępuje przekazywanie usystematyzowanej wiedzy. Iluzję nowoczesnej edukacji opiera się na bezwysiłkowym podejściu i pseudorozwoju kompetencji miękkich oraz micie możliwości drzemiących w każdym uczniu, które jedynie trzeba wydobyć na jaw, by spontanicznie i twórczo „same” rozkwitły.
Anulowany jest wysiłek, konsekwencja, wymagania, dyscyplina i obiektywne oceny, a nawet istnienie koniecznych podstaw dalszego rozwoju intelektualnego. W efekcie - fragmentaryczne strzępy informacji, tworząc pozornie atrakcyjny melanż, nie mogą dać uporządkowanego obrazu świata. Selektywna wiedza, często podawana za wcześnie, pełna luk i niekonsekwencji wypełnianych projektowaniem, pracami zespołów, tworzących doraźne byty nie wiadomo, w jakim celu, zajmujące czas i energię - tworzą pozory wykształcenia i sprawczości. Kolejnym błędem jest nadużywanie technologii cyfrowych.
W miejsce wnioskowania, namysłu i dyskusji na argumenty, wkrada się pokusa relatywizacji. Ucieczka w świat subiektywny, w odczucia i emocje jest naturalnym odruchem obronnym wobec rozpadającego się świata – odbieranego jako chaos - gdy istniejącego porządku szkoła nie ukazuje uczniom w kluczowym momencie ich rozwoju osobowego. Od tego już tylko krok do uzależnienia od „wyciągniętej ręki” psychologa lub … algorytmu. Poprzez szkołę realizuje się społeczną transformację o gigantycznym zasięgu.
Hasło dobrostanu, z jego animalistycznym rodowodem, przyświeca Deformie 26. Fakt, że przeprowadzany jest globalny plan chowu ludzkich trzód zarządzanych cyfrowo, mają zaciemnić generowane w nadmiarze prawa ucznia i zabezpieczenie ich dobrostanu w formie ustaw. Przykładem statuty szkół, regulacje, kontrole, eksponowanie praw uczniów kosztem możliwości działania nauczycieli, a teraz - szkodliwy w wielu punktach i w samym założeniu projekt ustawy o prawach i obowiązkach ucznia, który na posiedzeniu 8 kwietnia 2026 r. przyjęła Rada Ministrów. Jeśli zaistniałaby w polskim prawie - sieć rzeczników praw ucznia zaciśnie się na resztkach autonomii szkół i nauczycieli.
Kolejne hasło to przyjazna szkoła, walka ze stresem i psychiczne wsparcie świadczone przez zastępy psychologów, pedagogów specjalnych doradców dostępności uczenia, asystentów etc. wprowadzanych na miejsce nauczycieli przedmiotowych….
Czy pomoże na to kolejna lekcja w ławce nazwana „edukacją zdrowotną” z rozdziałem „Zdrowie psychiczne” ? A może obowiązkowy tydzień nic-nierobienia wszystkich klas, czyli tydzień „projektowy” – wymysł DEformy26?
B. Nowacka jako minister zasługuje już tylko na symboliczne „taczki” i na postawienie poważnych zarzutów. Powinna odpowiedzieć za demontaż umysłów i morale uczniów. Wszak działa świadomie i z uporem na szkodę wielu milionów polskich dzieci!
Czy jednak po jej odejściu zmieni się linia MEN? Czy następca wycofa lawinę absurdów i toksycznych rozporządzeń – nie tylko dotyczących edukacji zdrowotnej, ale także np. edukacji włączającej w obecnej formule? Czy zrezygnuje z fatalnych rewolucyjnych planów na przyszłość realizowanych przy „wsparciu” Instytutu Badań Edukacyjnych oraz Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji?
Pamiętajmy, że wiceminister K. Lubnauer użyła znamiennego określenia, iż edukacja zdrowotna jest „jaskółką zmian”, które wejdą do szkół w 2026 r., mając na myśli flagowy projekt MEN – Reformę26. Kompas Jutra, zwaną prawdziwie DEformą26.Kompas na Brukselę.
Instytut Badan Edukacyjnych tłumaczył się 13.04 w sejmie na posiedzeniu Komisji Edukacji i Nauki m.in. z metodologii „wsparcia” udzielanego MEN w kwestii reformy oraz przyczyn, dla których uznano, że w ogóle DEformę26 należy wprowadzić, zaprzeczając jednocześnie niezłym wynikom – jeszcze, mimo spadków! – polskich uczniów na tle innych krajów. To właśnie z nich wywodzą się metody, które mają jakoby podnieść poziom nauczania w Polsce! Na dodatek z ust szefa IBE dr. Macieja Jakubowskiego padły - w odpowiedzi na pytanie posłów opozycji o wyniki badań dotyczących prac domowych - kuriozalne stwierdzenia, że badania nie wykazały związku braku prac domowych z wynikami egzaminów, gdyż jest za … wcześnie i trzeba jeszcze poczekać! „na bazie z ponad 7,5 tys. szkół z reprezentatywnej próby 2 tys. szkół zebraliśmy opinie od dyrektorów i nauczycieli […] Patrzyliśmy na to, jak te wyniki są powiązane z wynikami egzaminów, jednak tutaj analiza pokazała, że jest zbyt wcześnie, żeby zauważyć jakiekolwiek efekty […] Jako naukowiec powiem… że trudno oczekiwać, że takie efekty będą widoczne w tak krótkim czasie, musimy jeszcze poczekać, jeśli chcemy jakiekolwiek zmiany większe zobaczyć”. W imieniu rodziców i nauczycieli powiem krótko: NIE CHCEMY już oglądać „większych zmian”!!!! Naprawdę wystarczą nam te, które obserwujemy codziennie w szkole i w domu w efekcie braku prac domowych od wiosny 2024 r., czyli ponad 2 lata!
Krótki komentarz rodzica pod rozmową z YouTube na temat edukacji:
„Dokładnie, zero nauki w domu. Dziecko kl.VI nie chce się uczyć, jest bunt, podnoszenie na piedestał wpajanych im w szkole „swoich praw” wolnościowych, nie można dziecku nic sugerować, narzucać, nakazywać, bo źle to się dla rodzica skończy… Gdzie my żyjemy? Ja sobie radzę z moim dzieckiem, dużo rozmów… i wyjaśnianie konsekwencji braku nauki na przyszłość. Lektury, to koszmar, a w zasadzie ich brak, słabszy poziom czytania, brak zadań i mało pisania. Pismo jak kura pazurem! Gorsze niż w 3, 4 klasie!! Więcej agresji, lenistwa! Mniej umiejętności, słabsze zapamiętywanie!! Wiersze? Kiedyś przynajmniej raz na 2 miesiące, teraz może…1x w roku i jest bunt, że trzeba się uczyć! Nauka w szkole to porażka na ten czas! Wf…to fikcja!! Nie umieją przysiadów, przewrotów, podstaw ćwiczeń, prawidłowo wykonywanych! Najczęściej są prowadzone gry w siatkówkę, ręczną itp., ale głównie też bez przestrzegania zasad… samowola!! A dzieci przestrzegające zasady, chcące je przestrzegać, są rugowane! Nie tylko jeśli chodzi o wf!
Kto odwoła nie tylko szefową resortu, ale nade wszystko rujnujące plany zaplanowanej transformacji oświaty? Kto nie dopuści do przeobrażenia polskich szkół w placówki, które z założenia nie mają uczyć i nie mają wymagać, a wynaradawiać, systemowo odmóżdżać i seksualizować - zgodnie z realizowaną w ostatnich latach zasadą 3D: „depolonizacja, deprawacja, debilizacja”? Kto ukróci napływ pozabudżetowych - unijnych i ONZ-owskich - środków finansowych na ściśle określone zadania i zmiany w oświacie realizowane w formie projektów, które są pasem transmisyjnym idei szkodliwych dla polskich uczniów? Tak wprowadzono do systemu: edukację włączającą [w tym obcokrajowców bez znajomości języka polskiego do szkół], ideologię równościową i antydyskryminacyjną, klimatyzm, iluzję dobrostanu, ocenę funkcjonalną i projektowanie uniwersalne, psychologizację szkół, transformację cyfrową…?
Każdy rodzic i każdy Polak z tymi pytaniami powinien bacznie obserwować polską szkołę, ale i całą scenę polityczną, i to od dziś! Wrzenie społeczne narasta. Pamiętamy zawołanie - „Zima wasza, wiosna nasza”, ale do tego potrzeba prawdziwej solidarności rozumnych Polaków.
Musimy się na nią zdobyć, by chronić polskie dzieci i młodzież przed wrogim przejęciem.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/757953-dymisja-nowackiej-to-zdecydowanie-za-malo
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.