Od września tego roku edukacja zdrowotna ma być przedmiotem obowiązkowym. Bez budzącej sprzeciw części ideolo, ale i tak nic to już nie pomoże Barbarze Nowackiej. Każde jej posunięcie w tej sprawie było bez sensu i źle zrobione. A wcale tak nie musiało być.
Zacznijmy od tego, że Barbara Nowacka została oceniona jako najgorsza minister obecnego rządu. To jeden z ostatnich sondaży. Konkurencja była duża, a Nowacka i tak wygrała ten „konkurs”. Mimo tego, że są resorty trudniejsze do prowadzenia niż MEN. Zwłaszcza dzisiaj, gdy Donald Tusk doprowadził do gigantycznej dziury budżetowej.
Wszyscy wiemy, dlaczego Nowacka została oceniona tak źle. Z czym się kojarzy? Z dwoma wielkimi awanturami, kilkoma głupimi wypowiedziami i jedną niezrealizowaną zapowiedzią. Czyli walką z nauczaniem religii, forsowaniem tzw. edukacji seksualnej pod pretekstem nauczania o zdrowiu. Głupie wypowiedzi to np. ta o „niejakim Rymkiewiczu”. Albo niewiara pani minister, że ktoś z przyjemnością przeczytał całego „Pana Tadeusza”. Kojarzy się także z powtarzaną, lecz nierealizowaną zapowiedzią szlabanu na telefony komórkowe w szkołach. A jest ministrem już ponad dwa lata, więc obywatele – szczególnie rodzice – mają prawo oczekiwać czegoś wymiernego i korzystnego dla stanu oświaty w Polsce. Tymczasem próba wskazania na to, jaka jest wartość dodana z faktu pełnienia funkcji ministra edukacji narodowej przez Barbarę Nowacką skończy się stwierdzeniem, że nie ma czegoś takiego. Najbardziej fanatyczny zwolennik obecnej władzy też nie wskaże jakiejś wartości dodanej poza sloganem, że najważniejsze, że „PiS już nie rządzi”.
Czy tak musiało być? Uwzględniając rozmiar kapelusza pani minister można odpowiedzieć, że tak. Nie była w stanie wyjść poza swój format. Na walkę z Kościołem niejako była skazana, bo najbardziej fanatyczny elektorat KO (plus lewicy) dyszy nienawiścią do katolików. To nie jest teza publicystyczna ani dowód z anegdoty, lecz fakt potwierdzony przez szereg badań socjologicznych. Sama zresztą uważała starcie z Kościołem, katechetami i w ogóle katolikami za zajęcie przyjemne i pożyteczne. Tak samo było z edukacją zdrowotną. Nie wyobrażała sobie, że można ją zaproponować w wersji pozbawionej elementów ideologicznych. Punktem odniesienia dla pani minister były lewackie środowiska, które są jej światem, z którego się wywodzi i do którego wróci. Ważna dla niej była opinia mediów liberalno-lewicowych. To kręgi wpływowe, ale problem jest taki, że dla jej skuteczności politycznej ważniejsza w tym momencie była opinia rodziców z całej Polski. A nie kilku warszawskich saloników.
Czego chcą rodzice od MEN?
Rodzice nie chcą ideologicznych eksperymentów w szkole. Oczekują, że MEN zadba o wysoki poziom nauczania, porządek w placówkach oświatowych, jako taką przewidywalność. Trzeba tu dodać jeszcze jeden ważny postulat: aby szkolnictwo publiczne nie przegrywało w tak dramatyczny sposób konkurencji ze szkołami prywatnymi. Każdy minister edukacji narodowej musi postawić sobie za zadanie to, aby ograniczyć exodus uczniów z rodzin lepiej sytuowanych do placówek niepublicznych. Tymczasem w tej kwestii Nowacka okazała się skrajną leseferystką. A może nawet po cichu popiera ten trend. Czyli akceptuje sytuację, że będziemy mieli w Polsce dwie ścieżki nauczania: szkoły publiczne dla „plebsu” i prywatne dla „elit”.
Wróćmy więc do pomysłu nowego przedmiotu, czyli edukacji zdrowotnej. Sprawa jest do dyskusji. Być może wystarczą te wątki na innych przedmiotach i nie trzeba wprowadzać osobnego. Ale nie ma też co z góry odrzucać takiego pomysłu. Może warto wprowadzić takie nauczanie. Profilaktyka jest bardziej opłacalna niż usuwanie skutków. Rzecz w tym, że Nowacka wzięła się za to od najgorszej strony. Skrajnie ideologicznej, choć sama wywodzi się ze środowiska, które chętnie głosi frazes o neutralności światopoglądowej. Tak jak już wcześniej pisaliśmy – ważniejsze dla niej było uznanie kręgów, z których się wywodzi niż ocena rodziców. Nawet teraz, gdy zrezygnowała już z części ideologicznej, nie stara się przekonać sceptyków.
Finał jest taki, że pomysł edukacji zdrowotnej, którym mogłaby się kiedyś w przyszłości chwalić (gdyby był dobrze zrealizowany), jest czymś co budzi wrogość lub zrozumiałą nieufność w wielkiej części społeczeństwa. Ci ludzie już nie zmienią zdania, bo sama Nowacka mocno zadbała, aby im to obrzydzić. A zwolennicy rządu uważają ją za przegraną i kogoś, kto robi szkodliwy PR koalicji. I mają rację! Według przeciekających do mediów pogłosek pani minister jest jedną z pierwszych na liście do dymisji. Tak więc może być, że we wrześniu nie będzie już żadnej obowiązkowej edukacji zdrowotnej, bo nowy szef resortu ją skasuje. I tylko do siebie będzie mogła mieć o to pretensje Barbara Nowacka. Ciężko na to zapracowała.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/757669-utracona-szansa-barbary-nowackiej
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.