Z pominięciem kolejki i izby przyjęć w publicznym szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim miała przejść zabieg osoba z najbliższej rodziny Tomasza Lenza, senatora KO. „Pacjent formalnie nigdy nie znalazł się na oddziale” - podaje Wirtualna Polska. Placówka nie dysponuje pełną dokumentacją z zabiegu. W szpitalu wszczęto postępowanie wyjaśniające, a sam senator grozi dziennikarzom konsekwencjami prawnymi.
15 marca w publicznym szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim miała być operowana osoba z najbliższej rodziny senatora KO Tomasza Lenza. Rzecz w tym, że w odróżnieniu od innych pacjentów, krewny polityka nie musiał czekać na zabieg w długiej kolejce. Z pominięciem izby przyjęć, trafił prosto na oddział, a lekarze przeprowadzający zabieg mieli opuścić swoje dyżury na intensywnej terapii, aby operować pacjenta z rodziny polityka - opisuje Wirtualna Polska.
Senator Lenz z krewnym „weszli jak do siebie”
Niedziela, 15 marca. Dochodzi południe. W szpitalu powiatowym w Aleksandrowie Kujawskim niewiele się dzieje. Okna placówki wychodzą na wybrukowany plac przed wejściem głównym i izbą przyjęć. Przez środek maszerują dwie osoby. Jedna z nich to postawny mężczyzna. Siwe włosy, sportowa kurtka, twarz znana z telewizji. Pierwszy rozpoznał go pacjent, potem sprawą zainteresował się personel. Rozchodzi się wieść: przyjechał senator Tomasz Lenz z członkiem rodziny. Wchodzą do środka
— czytamy w artykule.
W odróżnieniu od pozostałych pacjentów, Lenz z towarzyszącą mu osobą, zamiast na izbę przyjęć, ruszyli od razu do głównego wejścia, a następnie do pokoju zabiegowego na chirurgii. „Weszli jak do siebie” - ocenił anonimowy pracownik szpitala.
Kilkanaście minut później na plac przed wejściem do izby przyjęć podjechał luksusowy samochód. Kierowca zaparkował na podjeździe dla karetek. Była to osoba doskonale znana personelowi placówki - Lofti Mansour, konsul honorowy republiki Tunezji w Polsce. Mansour to lekarz, który pracował niegdyś w szpitalu w Aleksandrowie, a dziś jest współwłaścicielem jednej z lokalnych przychodni.
Mężczyzna wchodzi do szpitala w samo południe. W ręku ma reklamówkę. Opuszcza szpital ponad dwie godziny później już bez niej. Nasi informatorzy twierdzą, że wchodził w to samo miejsce co Lenz. Nie jest tajemnicą, że się z senatorem dobrze znają. Razem działają w lokalnej polityce. Mansour, podobnie jak Lenz, jest członkiem KO. Był radnym powiatu w poprzedniej kadencji. W 2024 roku startował ponownie, ale mandatu nie uzyskał. Jest też szefem fundacji, w której senator Lenz jest wiceprezesem
— czytamy.
Pytany o swoją wizytę w szpitalu, jej cel i charakter, Mansour, choć niczemu nie zaprzeczył, to groził dziennikarzom krokami prawnymi.
Kto zapłaci za zabieg? Dyrektor… nie wie!
Na Lenza i przyprowadzoną przez senatora osobę na oddziale czekał już ordynator chirurgii - wynika z relacji świadków.
Kilkadziesiąt minut później na oddział wchodzą anestezjolog i pielęgniarka anestezjologiczna. Wnoszą dużą torbę. Zazwyczaj przenosi się w niej sprzęt potrzebny do znieczulania. Wszyscy kierują się do pokoju zabiegowego
— czytamy.
Pacjent z bliskiej rodziny polityka KO oraz senator opuścili placówkę jeszcze tego samego dnia.
Jak okazało się następnie, lekarze zaangażowani w zabieg powinni pełnić tego dnia swoje dyżury na innych oddziałach. Anestezjolog, jak potwierdziła dyrekcja szpitala, opuścił dyżur na intensywnej terapii.
Czy była to sytuacja ratowania życia? To można by stwierdzić na podstawie dokumentacji medycznej, ale jej nie ma: „Nie ma pełnej dokumentacji medycznej, w tym zgody pacjenta na zabieg i znieczulenie oraz kwalifikacji do zabiegu przez uprawnionego lekarza. Szpital nie posiada też ewidencji zużytych leków anestezjologicznych”
— podkreśla WP, cytując odpowiedź dyrekcji placówki.
Jakby tego było mało, dyrektor szpitala Mariusz Trojanowski (również lokalny działacz KO!) przyznał, że… nie wie, kto zapłaci za zabieg, ponieważ nie może rozliczyć go w ramach NFZ. Trwa natomiast postępowanie wyjaśniające. Lekarze, którzy mieli przeprowadzać zabieg, unikają komentarzy.
Z kolei senator Tomasz Lenz w mailu, w którym miał odpowiedzieć na pytania dziennikarzy, odmawia tej odpowiedzi.
„Jednocześnie wzywam pana do zaniechania dalszych prób pozyskiwania jakichkolwiek informacji dotyczących życia prywatnego i zdrowia członków mojej rodziny” - pisze Lenz, zaznaczając, że publikacja niepotwierdzonych informacji spotka się z natychmiastową reakcją prawną
— czytamy.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/757399-bez-kolejki-prosto-na-oddzial-zabieg-krewnego-senatora-ko
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.