Minister sprawiedliwości i Prokurator Generalny Waldemar Żurek „wkurza wszystkich”. Chciałby walczyć z „dyktaturą”, niekiedy twardymi metodami, ale nie ma na to zgody politycznej premiera Donalda Tuska - taką sylwetkę szefa MS kreśli Dominika Długosz w „Newsweeku”. „W przypadku upolitycznionej przez PiS Krajowej Rady Sądownictwa chciał po prostu zamknąć jej członkom drzwi i wyłączyć ogrzewanie. A do Trybunału Konstytucyjnego wprowadzić nowych sędziów. Jeśli będzie trzeba, to w asyście Służby Ochrony Państwa” - podkreśla dziennikarka. Ostatecznie wychodzi na to, że złej oceny działań szefa MS nawet wśród elektoratu koalicji 13 grudnia i kolejnych kompromitacji ministra winni są wszyscy, tylko nie sam Żurek.
Szlachetny buntownik z punkrockową duszą, który - nawet, jeśli nagina prawo (zresztą „złe”, bo „pisowskie”, ustanowione przez „Ziobrę” i jego kolegów) - robi to w dobrej wierze, bo w imię walki z „dyktaturą”. A może raczej roskojarzony urzędnik popełniający liczne błędy i działający na nerwy wszystkim, tak w koalicji, jak w opozycji?
Pisowcy zapowiadają mu dintojrę, Nawrocki rzuca kłody pod nogi, a jeszcze „nasi” w niego walą i Donald go blokuje. I tak miota się Waldek w bagnie zostawionym mu przez Ziobrę — opowiadają współpracownicy ministra sprawiedliwości
— pisze o ministrze sprawiedliwości Waldemarze Żurku Dominika Długosz w „Newsweeku”.
Kogo „wkurza” Waldemar Żurek?
Artykuł rozpoczyna się od sytuacji, jaka miała miejsce w Sejmie 27 marca. Najpierw doszło do starcia między szefem Kancelarii Prezydenta RP Zbigniewem Boguckim a ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem i ten drugi wypadł bardzo słabo.
Jest rozkojarzony, nie może zebrać myśli. Wypada bardzo słabo w starciu z szefem kancelarii. Po wystąpieniu idzie prosto na dziennikarską galerię, żeby udzielić wywiadu TVP Info.— Panie ministrze, udzielanie wywiadów jest poza salą sejmową — krzyczy marszałek Czarzasty w kierunku galerii. — Panie ministrze, proszę opuścić salę sejmową!Żurek natychmiast wychodzi.
— czytamy.
— Jak on strasznie Włodka wkurzył, to pani nie ma pojęcia — śmieje się polityk lewicy. — Nie dość, że przyszedł nieprzygotowany, nie umiał sensownie odpowiedzieć Boguckiemu, to jeszcze potem leci brylować w mediach, a my musimy sami się bić za niego. No, cały Waldek z tego wyszedł
— pisze Długosz, konkludując, że ta wypowiedź oddaje pozycję Żurka, który „wkurza wszystkich”.
Jak dowiadujemy się dalej, „drwal z siekierą” nie przekonał do siebie „ani wyborców koalicji 15 października, ani zwykłych obywateli”. Po ośmiu miesiącach pełnienia przez Żurka urzędu ministra, zmian oczekiwanych rzekomo przez „zwykłych obywateli” nie widać.
Na razie spektakularne są tylko wpadki prokuratury przy najbardziej medialnych sprawach.
— podkreśla Długosz.
Czytaj także
„Hamulcowy” Tusk kontra „punkowiec” Żurek
Koniec końców okazuje się jednak, że to w sumie wina wszystkich wokół, tylko nie samego ministra sprawiedliwości. Rozmówca z neo-PK wylewa przed dziennikarką litanię zarzutów wobec usadowionego w tej instytucji „dekretem Prezesa Rady Ministrów” Dariusza Korneluka.
Bodnar zawalił sprawę — twierdzi kolejny współpracownik Żurka. — Zamiast razem z ziobrystą Barskim wywalić od razu wszystkich jego zastępców, zostawił ich i teraz jeżdżą po kraju i zapowiadają, że za chwilę znów to oni będą rządzić w prokuraturze. Przecież to jest totalne bagno. Jeśli pisowskie cyngle wciąż siedzą na ważnych stołkach, to pani myśli, że liniowi prokuratorzy będą uczciwie zasuwać przy śledztwach dotyczących bezprawia za rządów Zjednoczonej Prawicy?
— czytamy.
Sam Waldemar Żurek jawi się jako szlachetny buntownik z punkową duszą, który chce „naprawiać demokrację”, ale… nie może.
Chroniony przez ubranego w białą koszulę i elegancki garnitur oficera SOP członek rządu w glanach, bojówkach i czerwonej bluzie z kapturem wciąż ma coś w sobie z punkowca, którym był w młodości. Od 2015 r. buntował się jako sędzia, mówiąc głośno, że PiS tworzy ustrój autorytarny. Zakamuflowaną dyktaturę, która brała na celownik niezależnych, a zostawiała na stanowiskach lub awansowała uległych albo cynicznych karierowiczów w wymiarze sprawiedliwości: sędziów hejterów, prokuratorów ukrywających akta w garażu, adwokatów pozywających na zlecenie władzy wolne media. I to jest drugi powód frustracji Waldemara Żurka, który uważa, że z dyktaturą trzeba walczyć. Jeśli nie da się jej obalić na mocy prawa, to trzeba siłą. W przypadku upolitycznionej przez PiS Krajowej Rady Sądownictwa chciał po prostu zamknąć jej członkom drzwi i wyłączyć ogrzewanie. A do Trybunału Konstytucyjnego wprowadzić nowych sędziów. Jeśli będzie trzeba, to w asyście Służby Ochrony Państwa
— podkreślono w artykule.
Tyle że na to wszystko Żurek nie ma… zgody politycznej. I po chwili wchodzimy na etap zaktualizowanej wersji mitu „dobrego cara i złych bojarów”.
Sprawa jest prosta — jak trzeba było przejąć TVP, to minister kultury „wejście z drzwiami” na Woronicza zorganizował. Jak trzeba było z Prokuratury Krajowej wywalić Barskiego, też dało się to zrobić. Dlatego jeśli minister sprawiedliwości nie wprowadza „siłowych” rozwiązań, to wyłącznie dlatego, że nie ma na to zgody. — To premier jest hamulcowym — wyjaśnia nasz rozmówca. Ale Donald Tusk też nie jest w łatwej sytuacji. Albo może działać jak PiS, na rympał, albo próbować zachować minimalne chociaż standardy obowiązujące w państwie prawa. Wybrał to drugie, a to nie zadowala ani jego wyborców, ani partyjnych jastrzębi
— podkreśla Długosz. Ciekawe, że kiedy trzeba było „wywalić Barskiego” i „wejść z drzwiami na Woronicza”, to najwyraźniej przeciwko „działaniu na rympał” Tusk nic nie miał.
Czego boją się ludzie Tuska?
W otoczeniu premiera Donalda Tuska ma panować również obawa, że „jeśli teraz koalicja pójdzie na ostro”, to PiS „powsadza” wszystkich z otoczenia szefa rządu, kiedy tylko wróci do władzy. „Wsadzą nas tak czy inaczej — mówi polityk KO”. Ale za co? Przecież to wszystko czysta demokracja i praworządność!
I znów powraca motyw szlachetnego buntownika Żurka, któremu „nie chodzi o sądy kapturowe ani wyroki w zaciszu gabinetów, tylko o elementarne porządki w wymiarze sprawiedliwości”. Współpracownicy ministra przekonują, że pewnych rzeczy nie da się dokonać inaczej niż siłowo.
Kolejni winowajcy niemocy Żurka to koalicjanci, zwłaszcza PSL, a także - oczywiście - prezydent Karol Nawrocki.
Jestem w stanie się założyć, że dwie rzeczy przepchnie i to będzie gigantyczny sukces. Niezależnie od wszystkich kombinacji otoczenia Nawrockiego Waldek doprowadzi do wprowadzenia nowych sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. I tak samo będzie z Krajową Radą Sądownictwa. Nawet jak się pani Dagmara tam zabarykaduje, to Żurek znajdzie sposób, by uzdrowić ten organ. Jest naprawdę zdeterminowany — przekonują zwolennicy ministra
— czytamy.
W podsumowaniu znajomy Żurka podkreśla, że „Waldek nie ma wyjścia. Musi się bić”.
Czytaj także
A czy dziennikarce ani nikomu z wypowiadających się w artykule informatorów nie przyszło do głowy, że może po prostu pomysły czy to koalicji, czy to ministra Żurka, nie są do końca zgodne z prawem, a zarzuty wobec polityków opozycji (nikogo nie skazano, było za to kilka spektakularnych aresztowań, koczowanie dziennikarzy neo-TVP pod domem byłego ministra walczącego z nowotworem czy trzymanie w areszcie wydobywczym matki autystycznego dziecka - tylko po to, aby wydusić z niej zeznania mające obciążyć byłego premiera Mateusza Morawieckiego) mogą być po prostu dęte? Że nie da się rządzić za pomocą uchwał, a powtarzanie, że osoba z zarzutami musi „udowodnić swoją niewinność” nie ma nic wspólnego z praworządnością?
newsweek.pl/Joanna Jaszczuk
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/757352-laurka-czy-napomnienie-newsweek-o-zurku-miota-sie-w-bagnie
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.