„Pamiętajmy, że może dojść do sytuacji, że zagrożenie z Brukseli, uzurpacja władzy będzie na tyle duża, na tyle groźna, że naprawdę nie będzie można się na nic oglądać, tylko blokować, ponieważ możemy stracić suwerenność” - mówi prof. Mieczysław Ryba w rozmowie z portalem wPolityce.pl. Komentuje w ten sposób pytanie o współpracę europejskiej prawicy w celu odsunięcia lewicowo-liberalnych ugrupowań od władzy w UE, mających zakusy na federalizację wspólnoty.
wPolityce.pl: Przed nami maraton wyborczy w Europie. Czy ewentualne zwycięstwo prawicowych ugrupowań może być impulsem do zmiany europejskiego kursu na konserwatywny i narodowościowy, który zatrzyma proces centralizacji UE?
Prof. Mieczysław Ryba: Fundamentalną sprawą będą wybory w krajach dużych. Oczywiście Polska należy do dużych unijnych krajów, ale mówimy o Francji (w jakimś sensie też w Niemczech, chociaż tam są inne problemy. To są kwestie, które mogą rozstrzygać. Przy czym, aby to było możliwe, potrzebne jest pewne forum współpracy nurtów konserwatywnych. Lewica czy establishment unijny wspiera się w sposób oczywisty, wykorzystując do tego instytucje unijne.
Czy europejskie formacje prawicowe stać na ponadpaństwową współpracę, która pozwoli odnieść zwycięstwo nad lewicowo-liberalnym blokiem? Gdzie są punkty tarcia, a gdzie znajduje się pole do kooperacji?
Jeśli wchodzimy w różne partie antyestablishmentowe, to są pewne różnice, zwłaszcza gdy bierzemy stosunek do Rosji. Prezydent Karol Nawrocki jadąc na Węgry pokazał, jak to można odróżnić. Jeśli nawet różnimy się w takiej kwestii, to są też kwestie wspólne - jeśli bierzemy pod uwagę reformę Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że może dojść do sytuacji, że zagrożenie z Brukseli, uzurpacja władzy będzie na tyle duża, na tyle groźna, że naprawdę nie ma się co oglądać, tylko blokować, ponieważ możemy stracić suwerenność.
Polska i Węgry odczuły negatywne skutki działania UE. Warszawie blokowano KPO, z kolei Budapesztowi wstrzymano SAFE przed wyborami. Jak można uchronić się w przyszłości przed tego typu nieczystymi zagrywkami unijnych decydentów?
Trzeba wspierać się nawzajem, zobaczymy jakie będą poszczególne wyniki. To jest walka polityczna. Tamci nie oddadzą władzy, ponieważ to jest establishment, który czerpie ogromne korzyści ze swoich wymysłów. Żyje już absolutnie pasożytniczo, nikt nie chce przestać być pasożytem. Dlatego patrzymy na wybory na Węgrzech - nie tylko co do programów i co do polityki wschodniej, ale przede wszystkim polityki unijnej. To są pewne pola doświadczalne, my byliśmy polem doświadczalnym w 2023 roku i udało się Brukseli czy Berlinowi zaprowadzić u nas swój rząd. Do tej pory Viktor Orban się bronił i dlatego kwietniowe wybory w Budapeszcie są istotne.
Jak istotne są kwietniowe wybory na Węgrzech i dlaczego lewicowi liberałowie tak usilnie chcą odsunąć Orbana od władzy?
Przede wszystkim będzie to miało wpływ na nas, jesteśmy w bezpośrednich relacjach. Przyszłoroczne wybory parlamentarne są w relacji do tego, co się dzieje w środkowej Europie. Zwłaszcza, że kwestia Trójmorza jest, to przecież alternatywny projekt, dla tego, co robią Niemcy. Bez Węgier praktycznie będzie bardzo trudno to realizować, jakkolwiek. Dlatego prezydent Karol Nawrocki tam był.
Prezydent Karol Nawrocki odwołał swoje pierwsze spotkanie z Orbanem, ale ostatnio rozmawiał z premierem Węgier. Co się zmieniło w podejściu polskiej głowy państwa?
Prezydent na początku swojej kadencji nie chciał być sklejany z oskarżeniami proputinowskimi. Natomiast wydaje mi się, że widzi wagę wyborów (na Węgrzech), w relacji do tego, co się dzieje w Brukseli. Różnorakie zagrożenia nie płyną tylko ze wschodu, ale pojawiły się też z zachodu. Minął już jakiś czas od wyborów prezydenckich i dlatego w ten sposób działa.
Czy istnieje granica, polityczny Rubikon, po którym będziemy mogli powiedzieć, że UE przejęło nad krajami członkowskimi pełnię władzy i znajdujemy się pod kontrolą totalną, a zmiany są nieodwracalne?
Czegoś takiego nie ma, to się nigdy nie stanie. Związek Radziecki też był scentralizowany i coraz bardziej się to rozpadło. Tylko koszty będą większe. Im później się to powstrzyma, tym koszty rozpadu (to jest absurdalny konstrukt, generujący coraz bardziej absurdalne wymysły - typu Zielony Ład). To są pomysły na to, żeby ograbić słabszych graczy, partnerów, to jest patologiczne dla całej unijnej gospodarki. Dlatego to się tak czy inaczej rozleci, im szybciej się uda to powstrzymać, tym jest większa szansa na realną jedność Europy, ponieważ ona jest bardzo ważna i tym mniejsze koszty dla nas wszystkich
Jeżeli UE będzie brnąć dalej w politykę klimatyczną, migracyjną i inne absurdy, to jest możliwe wyjście obywateli poszczególnych państw na ulice? Czy Europę może czekać fala protestów?
W dużej mierze to będzie zależeć od postępującej biedy. Trudno wymierzyć, ale to będzie się łączyć z biedą, pamiętajmy, że konkurencyjność gospodarki europejskiej spada, a jeśli spada konkurencyjność gospodarki, to się musi zwiększać bezrobocie. Musi zwiększać się deficyty w różnych sektorach usług publicznych. Problem jest taki, że Bruksela w ogóle nie bierze pod uwagę opinii ludzkich i po prostu brnie w absurdy. Dlatego się porównuje różne absurdy do tego, co działo się kiedyś w ZSRR
Gdyby udało się odsunąć establishment lewicowo-liberalny od władzy w UE, co się powinno wtedy stać?
Sprawy korupcyjne powinny być rozliczone, ale to rzeczywiście potrzeba zmiany władzy, ponieważ oni kryją jeden do drugiego. Trzeba wszystkie sprawy korupcyjne rozliczyć, ponieważ wiadomym jest, jaka to jest patologia. Poczucie sprawiedliwości się tego domaga.
Rozmawiał Adam Bąkowski
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/757039-centralizacja-ue-prof-ryba-mozemy-stracic-suwerennosc
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.