Nie pomogły protesty rolników, sprzeciw niektórych państw UE ani wniosek PE do TSUE. Ursula von der Leyen przeforsowała umowę z krajami Mercosur, nie zważając na ograniczenia prawne. Będzie wdrażana już od 1 maja, co oznacza, że nasz rynek zaleje wielka fala taniej żywności, niespełniającej unijnych norm. To jedna z wielu decyzji uderzających bezpośrednio w nasze życie i podejmowana wbrew woli obywateli. Szefowa KE, pomijając suwerenność państw członkowskich, całkowicie przebudowuje sytuację geopolityczną. Jak to jest, że niezwykle wąskie grono zmienia losy całej Europy? Kto stoi za Ursulą von der Leyen, że w błyskawicznym tempie wdraża zmiany, o jakich jeszcze dwie dekady temu nie odważono by się mówić?
Komisja Europejska pod przewodnictwem Ursuli von der Leyen przeszła całkowitą redefinicję swej roli. Organ wykonawczy stał się dominującym ośrodkiem politycznym, który coraz zuchwalej zawłaszcza kompetencje państw członkowskich. Niemiecka polityk nie zważa na głosy sprzeciwu czy ograniczenia prawne. Kluczowe decyzje o charakterze geopolitycznym i gospodarczym podejmowane są w wąskim kręgu doradców, często z pominięciem wymogu jednomyślności i transparentności. Ten kierunek widać wyraźnie od początku jej pierwszej kadencji. W drugiej przyspieszyła jeszcze bardziej.
Nadprezydentura i gabinet cieni
Skąd ta zawrotna kariera lekarki, matki siedmiorga dzieci, pierwszej kobiety na stanowisku ministra obrony w Niemczech? Zwłaszcza, że nie mogła poszczycić się wielkimi sukcesami w tym obszarze? Kluczem jest być może wyjątkowa determinacja. Jeszcze jako kandydatka na stanowisko przewodniczącej KE w 2019 roku, von der Leyen przedstawiła sześć priorytetów, zapowiadając że będzie to nowatorska „komisja geopolityczna”. W praktyce oznacza to nie tyle wzmocnienie pozycji UE na arenie międzynarodowej, co drastyczną centralizację władzy wewnątrz brukselskich struktur oraz wdrożenie niemieckiej koncepcji federalizacji.
W swoich działaniach von der Leyen nie jest sama. Jej gabinetem kieruje inny Niemiec, Björn Seibert, pracujący u jej boku od ponad dekady, jeszcze od czasu gdy kierowała resortem obrony. Unijni dyplomaci określają go mianem „nieformalnego wiceprezydenta”, posiadającego „niewiarygodnie wysoki wpływ” oraz bezwzględną skuteczność w egzekwowaniu woli szefowej KE. „Jest zdecydowanie najpotężniejszym urzędnikiem w Brukseli” - stwierdził jeden z urzędników w rozmowie z Politico.
Sieć doradców
Model zarządzania von der Leyen budzi kontrowersje z wielu względów. Jednym z nich są silne powiązania z zewnętrznymi firmami konsultingowymi, mające długą historię. W czasie, gdy pełniła funkcję ministra obrony Niemiec (2013-2019) wybuchła tzw. „afera konsultantów”, dotycząca przyznawania kontraktów o wartości setek milionów euro zewnętrznym firmom, z pominięciem procedur przetargowych. Jednym z głównych beneficjentów była firma McKinsey. Sprawę opisał „Der Spiegel”, wskazując że w ciągu zaledwie pół roku ministerstwo zleciło firmom doradczym prace warte 154 mln euro, czyli więcej, niż zapłacił za takie usługi jakikolwiek inny resort w rządzie Angeli Merkel. Pozostałe 14 ministerstw podpisało umowy łącznie na 178 mln euro. Kluczową rolę odgrywała wówczas Katrin Suder, którą von der Leyen ściągnęła z firmy McKinsey i mianowała sekretarzem stanu. Po wybuchu afery, Suder odeszła z ministerstwa, a von der Leyen odznaczyła ją złotym Krzyżem Honorowym Bundeswehry. Seibert pozostał ze swoją przełożoną do dziś.
Afera stała się przedmiotem śledztwa parlamentarnej komisji śledczej, jednak część dowodów została zniszczona. Tygodnik „Der Spiegel” twierdzi, że von der Leyen usunęła wiadomości ze służbowego telefonu, gdy odchodziła ze stanowiska. Nie są to jedyne SMS-y interesujące opinię publiczną. W niedługim czasie zaistniała bowiem inna sprawa, mająca znaczenie już w skali całej UE.
Pfizergate
Nie ma nic gorszego, niż cyniczne zarabianie na ludzkim zdrowiu i życiu. A właśnie z tym mieliśmy do czynienia podczas pandemii. Pierwsze skrzypce odegrała tutaj właśnie szefowa KE. Skandaliczna afera „Pfizergate” dotyczy zakupu do 1,8 miliarda dawek szczepionek przeciwko COVID-19 od firmy Pfizer za astronomiczną kwotę 35 miliardów euro. Zainicjowane przez „The New York Times” dziennikarskie śledztwo ujawniło, że Ursula von der Leyen osobiście negocjowała warunki kontraktu bezpośrednio z dyrektorem generalnym Pfizera, Albertem Bourlą, za pomocą SMS-ów i rozmów telefonicznych. KE przez lata odmawiała dostępu do tej korespondencji. Początkowo twierdzono, że wiadomości nie istnieją, a później, że SMS-y są „ulotne” i nie stanowią dokumentów wymagających rejestracji. Europejska Rzecznik Praw Obywatelskich, Emily O’Reilly, w styczniu 2022 oficjalnie oskarżyła Komisję o „niewłaściwe administrowanie”, twierdząc że brak archiwizacji tak istotnej korespondencji narusza standardy transparentności. Sytuację pogorszyły doniesienia, że Seibert osobiście przeglądał telefon szefowej KE w 2021 roku i uznał, że wiadomości nie zawierają istotnych informacji, co stało w jaskrawej sprzeczności z wagą negocjowanego kontraktu.
Przełomem w sprawie okazał się wyrok Sądu Unii Europejskiej z 14 maja 2025, który orzekł, że Komisja bezprawnie odmówiła dostępu do wiadomości, opierając swoją decyzję na błędnym założeniu, że SMS-y nie są dokumentami podlegającymi publicznemu wglądowi. Sąd podkreślił, że znaczenie treści korespondencji, a nie nośnik, decyduje o obowiązku jej zachowania. Co szczególnie kompromitujące, KE nie była w stanie dostarczyć wiarygodnych wyjaśnień dotyczących rzekomego zaginięcia lub usunięcia wiadomości, co sugeruje celowe niszczenie dowodów.
Czytaj także
Kto zapłaci za aferę?
Afera Pfizergate ma jednak znacznie większe znaczenie, ponieważ bezpośrednio dotyka państw członkowskich i zdrowia ich obywateli. W wymiarze ekonomicznym nie jest jedynie kwestią braku transparentności, ale przede wszystkim skrajnie niekorzystnych warunków finansowych narzuconych nam odgórnie. Dokumenty wskazują, że UE za szczepionki po prostu przepłaciła, a przy tym zawarła klauzule zmuszające poszczególne kraje do odbioru zakontraktowanych ilości – nawet po wygaśnięciu pandemii. Doprowadziło to do gigantycznego marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Decyzja KE obciążyła narodowe budżety ogromnymi zobowiązaniami, narzuciła przymus zakupu nadwyżek i utylizację milionów dawek.
Czy wszystko to zaszkodziło Ursuli von der Leyen? Bynajmniej. Pędzi do przodu z kolejnymi projektami ograniczającymi suwerenność państw członkowskich, a one ponoszą tego dotkliwe konsekwencje! Do dziś borykamy się z tą sprawą. Pfizer żąda od Polski 6 miliardów złotych za 60 mln szczepionek przeciw COVID-19, których Polska nie odebrała i za które nie zapłaciła, powołując się na klauzule o stanie wyższej konieczności.
Bezlitosne umowy handlowe
Ursula von der Leyen ma plany zakrojone znacznie szerzej. Jej celem jest przebudowa całej geopolityki i kompletna zmiana struktury gospodarczej. W prowadzonej polityce handlowej wdraża technikę znaną jako „splitting” (rozszczepianie umów), mającą na celu ominięcie wymogu jednomyślności w Radzie UE oraz konieczności ratyfikacji umów przez parlamenty narodowe. Umowa z krajami Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj), negocjowana od ponad 25 lat, stała się dla von der Leyen priorytetem. Dopięła ją pomimo gwałtownych protestów rolników w Polsce, Francji, Irlandii czy Austrii. Aby przełamać opór państw chroniących swój sektor rolniczy, KE zaproponowała rozdzielenie umowy na dwie części: handlową i polityczną. Pierwsza uznana jest za wyłączną kompetencję UE, co pozwala na jej przyjęcie większością kwalifikowaną i wdrożenie bez zgody parlamentów krajowych, druga wymaga pełnej ścieżki ratyfikacyjnej, ale pozostaje bez wpływu na faktyczny przepływ towarów.
Sprytny ruch, oparty zresztą na ekstraordynaryjnych przepisach, stał się jaskrawym przykładem zamachu na demokrację. Zwłaszcza, że umowa z Mercosur budzi poważne zastrzeżenia. Europejscy rolnicy, zmuszani przez Zielony Ład do spełniania coraz surowszych norm, nie mają szans w konkurencji z produktami z Ameryki Południowej, gdzie stosuje się pestycydy i hormony zakazane w UE od dekad. Doprowadzi to do zniszczenia wielu gospodarstw, a przy tym tanie towary stanowią potężne zagrożenie dla naszego zdrowia i życia. Naruszone zostaje jednocześnie bezpieczeństwo żywnościowe, uzależniając kraje UE od długiego łańcucha dostaw. Kto zyska na uderzeniu w fundamenty gospodarki? Umowa ta służy głównie niemieckim interesom, które zyskają nowe rynki zbytu m.in. dla przemysłu samochodowego. W styczniu 2026 roku Parlament Europejski przegłosował skierowanie umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE. Nie zatrzymało to jednak sprawy. KE ogłosiła wczoraj, że umowa i tak zostaje wdrożona od 1 maja.
Czytaj także
Zielony Ład i ETS
Europejski Zielony Ład pod przywództwem von der Leyen ewoluował z projektu środowiskowego w potężne narzędzie inżynierii społecznej i finansowej. Pakiet „Fit for 55” wprowadza rozwiązania, które bezpośrednio ingerują w prywatną sferę życia obywateli, naruszając suwerenność państw w kształtowaniu polityki socjalnej i podatkowej. Pierwsze skutki ETS właśnie zaczynamy odczuwać. Rosnące ceny energii powodują wzrost cen i usług, a to dopiero początek. Na horyzoncie czyha już ETS2! Analizy finansowe są zatrważające, a rozwiązania te uderzą w bezpieczeństwo energetyczne poszczególnych państw. Bruksela w sposób uzurpatorski przejmuje kontrolę nad strukturą wydatków gospodarstw domowych, co jest formą „miękkiej federalizacji” poprzez mechanizmy finansowe, na które rządy krajowe nie mają wpływu. Czy można na to nie reagować? Prezydent i opozycja mówią wprost o konieczności wyjścia z systemu ETS. Donald Tusk jednak, wierny przyjaciel Ursuli von der Leyen, nawet nie chce o tym słyszeć.
KPO i mechanizm warunkowości: Finanse jako narzędzie polityczne
Nikt wcześniej nie zdecydował się na taki krok. Ursula von der Leyen jako pierwsza w sposób systemowy wykorzystała unijny budżet i fundusze odbudowy do wywierania bezpośredniej presji politycznej na rządy państw członkowskich. Mechanizm warunkowości, powiązany z tzw. praworządnością, stał się skutecznym instrumentem dyscyplinowania krajów, które prowadziły politykę zachowania suwerenności. Poligonem doświadczalnym warunkowości były Polska i Węgry. W latach 2021–2023 zamrożono dziesiątki miliardów euro, argumentując tę uzurpatorską decyzję m.in. brakiem niezależności sądownictwa, korupcją i naruszaniem wolności mediów. Dziś nie ma wątpliwości, że był to jedynie mechanizm nacisku, który stał się narzędziem zdolnym wpłynąć nawet na wynik wyborczy. KE stawiała przed rządem PiS rygorystyczne „kamienie milowe”, wymagając pełnych zmian ustawowych. Fundusze pozostawały zamrożone, pomimo wprowadzanych zmian. Gdy jednak nastał rząd Tuska, już w lutym 2024 roku Komisja odblokowała 6,3 miliarda euro z KPO, mimo że nowy rząd nie przeprowadził żadnych zmian ustawowych w obszarze sądownictwa. Decyzja została podjęta na podstawie „planów działania” i deklaracji politycznych. Dla KE ważne było, by rządzili swoi. A swój był właśnie Donald Tusk.
Złuda pożyczki SAFE czyli niemiecki SLAVE
Błyskawiczne tempo procedowania gigantycznej pożyczki SAVE powinno budzić wszelką czujność. Okazuje się, że największym kredytobiorcą ma być właśnie Polska, zaciągając potężne zobowiązanie na 45 lat w wysokości 44 miliardów euro. Środki mają podlegać mechanizmowi warunkowości, muszą zostać wydane w 4 lata i to na ściśle określone zakupy wewnątrz UE, co zablokuje przyszłe możliwości modernizacyjne polskiej armii oraz postawi pod znakiem zapytania kontrakty zbrojeniowe ze Stanami Zjednoczonymi. O szczegółach, założeniach i zagrożeniach pisaliśmy wiele. Mamy szansę przeznaczyć na program wzmocnienia bezpieczeństwa krajowe środki z NBP i nie obciążać kolejnych pokoleń kosztami kredytu, które wyniosą drugie tyle co pożyczka. Zamiast niemieckiego SLAVE, możemy mieć polski SAVE 0%. Dlaczego więc Donald Tusk reaguje na propozycję prezydenta z tak histeryczną niechęcią? Unijna pożyczka leży w interesie Niemiec, a von der Leyen potrzebuje jej dla wyrównania unijnych mechanizmów finansowych. Jeśli Polska, jako główny pożyczkobiorca wycofa się, cały instrument może stanąć pod znakiem zapytania. A Berlin i Bruksela ogromnie na niego przecież liczą.
Czytaj także
„Donald my friend”
Osobiste i polityczne zaangażowanie von der Leyen po stronie Donalda Tuska jest faktem powszechnie znanym. Ze zmianą władzy w Polsce wiązała konkretne nadzieje i nie próbowała tego ukrywać. Najgorętsze słowa wsparcia padły podczas kongresu Europejskiej Partii Ludowej w Rotterdamie czerwcu 2022 roku. „Teraz mój drogi Donaldzie wrócisz do swojego kraju, by ponownie stać przy tych wartościach. Pamiętaj Donaldzie, kiedy znów Cię spotkamy, zobaczymy Cię, tak jak powiedziałeś, jako premiera” — oświadczyła.
Dziś wiemy, do czego potrzeby był Donald Tusk. Polska niemo podporządkowuje się najbardziej zgubnym decyzjom Komisji Europejskiej. Jednocześnie za pełnym przyzwoleniem Brukseli, dokonuje się całkowita dekonstrukcja polskiej państwowości, permanentne łamanie praworządności, praw konstytucyjnych i wolności obywatelskich. Zupełnie tak, jakby wszystko zostało ściśle ukartowane. Wygląda na to, że „praworządność” nie jest obiektywnym standardem prawnym, ale instrumentem wspierania sojuszników z Europejskiej Partii Ludowej i eliminowania konkurencji politycznej. To także ważne zaplecze wdrażania najistotniejszych zmian geopolitycznych, którym Polska pod rządami Zjednoczonej Prawicy, stanowczo się sprzeciwiała.
Pakt Migracyjny: Demontaż granic i suwerenności terytorialnej
W połowie 2026 roku wchodzi w życie „Pakt o migracji i azylu”, przyjęty ostatecznie w maju 2024 roku. Stanowi kolejny krok w stronę federalizacji polityk wewnętrznych. Wprowadza tzw. „obowiązkową solidarność”, która w praktyce zmusi państwa członkowskie do przyjmowania migrantów w ramach relokacji lub płacenia wysokich kar finansowych. Bruksela dzięki temu uzyskuje prawo do dwóch niebezpiecznych narzędzi: ogłaszania sytuacji kryzysowej, co pozwala na zawieszenie standardowych procedur i wymuszenie na państwach nadzwyczajnych kwot relokacyjnych oraz do nadzoru nad granicami poprzez wzmocnione agencje unijne, które mogą ograniczać swobodę działań narodowych służb granicznych.
Dla Polski i innych krajów przyfrontowych pakt jest rozwiązaniem niezwykle szkodliwym. Odbiera rządom fundamentalne prawo do decydowania o tym, kto przebywa na ich terytorium, co jest istotą suwerenności państwa. Co więcej, system ten jest postrzegany jako czynnik przyciągający nielegalną migrację, co może doprowadzić do destabilizacji struktur społecznych w Europie.
Raport Draghiego: Finansowy fundament „superpaństwa”
W 2024 roku Mario Draghi, na zamówienie Ursuli von der Leyen, przygotował raport na temat przyszłości europejskiej konkurencyjności. Dokument ten, nazwany „europejskim planem Marshalla”, jest de facto programem głębokiej federalizacji gospodarczej i finansowej UE. Były szef Europejskiego Banku Centralnego postawił diagnozę „powolnej agonii” Europy i proponuje radykalne metody jej „uzdrowienia”:
◼ Wspólny dług na skalę masową - postulował emisję europejskiego długu w wysokości 750–800 miliardów euro rocznie (ok. 4,5–5% PKB UE) w celu sfinansowania innowacji i zbrojeń.
◼ Rezygnacja z weta - rozszerzenie głosowania większością kwalifikowaną na niemal wszystkie obszary gospodarcze, co odbierze państwom możliwość blokowania szkodliwych dla nich rozwiązań podatkowych czy budżetowych.
◼ Centralne zarządzanie przemysłem - stworzenie unijnej polityki przemysłowej, która będzie dotować „europejskich czempionów”, co w praktyce oznacza transfer środków z państw doganiających (jak Polska) do centrów technologicznych starej Unii (Niemcy, Francja).
Tak oto, pod oficjalnym celem „wzrostu konkurencyjności” kryje się przekształcenie UE w unię transferową. Likwidacja weta, oficjalnie mająca ułatwić szybsze podejmowanie decyzji, daje możliwość narzucania krajom członkowskim skrajnie niekorzystnych rozwiązań, podatków i regulacji, na które sami nigdy byśmy się nie zgodzili. Z kolei postulat stworzenia Europejskiej Unii Obronnej, której oficjalnym celem jest wzmocnienie bezpieczeństwa, stanowi realne zagrożenie przejęcia kontroli nad polskimi kontraktami zbrojeniowymi przez przemysł niemiecki. Wszystko to prowadzi do brutalnej federalizacji, wkraczania w kompetencje krajów członkowskich i pozbawianie ich suwerenności.
Dlaczego von der Leyen tak się spieszy?
Działalność Ursuli von der Leyen po 2023 roku gwałtownie przyspieszyła. Forsuje jedną umowę po drugiej, nie bacząc na sprzeciw i ograniczenia prawne. Skąd ten pośpiech? Jednym z czynników może być lęk przed „przebudzeniem narodów”. Widać przecież coraz szybciej rosnące poparcie dla partii konserwatywnych i narodowych. Komisja dąży więc do sfinalizowania kluczowych umów i reform przed ewentualną zmianą układu sił w Radzie i Parlamencie.
Łatwo dostrzec, że KE cynicznie wykorzystuje wojnę na Ukrainie jako pretekstu do stworzenia „Unii Obronnej”. Pod hasłami bezpieczeństwa Bruksela dąży do przejęcia kompetencji w zakresie dowodzenia i zakupów sprzętu, co w praktyce oznacza podporządkowanie strategii obronnych państw unijnemu centrum.
Nieprzypadkowa jest także rola Donalda Tuska, który stał się kluczowym wykonawcą agendy von der Leyen. Dzięki pozbyciu się rządów Zjednoczonej Prawicy, zniknął stały punkt oporu wobec szkodliwych rozwiązań wprowadzanych przez KE. Powrót do władzy Tuska pozwolił na reaktywację Trójkąta Weimarskiego jako osi federalizacyjnej, spychając na margines suwerennościowy projekt Grupy Wyszehradzkiej czy budowanej przez prezydenta Andrzeja Dudę koncepcję Międzymorza, w której Polska przyjęła rolę silnego lidera regionu. Celem KE jest także osłabienie relacji transatlantyckich, w czym Donald Tusk jest Ursuli von der Leyen niezwykle przydatny.
Kto stoi za Ursulą von der Leyen?
Za plecami przewodniczącej stoi potężna, choć niejawna koalicja. Bez wątpienia reprezentuje interesy Berlina. Niemiecki establishment polityczny postrzega von der Leyen jako narzędzie realizacji niemieckiej racji stanu w Europie, zwłaszcza w zakresie dominacji przemysłowej i energetycznej.
Afera Pfizergate pokazała, że w grze beneficjentów są także międzynarodowe firmy czy giganci technologiczni, dla których centralne zarządzanie rynkiem UE jest niezwykle korzystne. Z brukselskich doniesień wynika, że gabinet Seiberta utrzymuje z nimi stałe, nieformalne kontakty.
Utrzymaniem obecnego stanu rzeczy zainteresowani są z pewnością także brukselscy biurokraci, których wpływy i przywileje rosną wraz z każdą odebraną państwom kompetencją. To oni najsilniej forsuje raport Draghiego jako jedyną drogę ratunku. Jawi się również oczywiste pytanie o osobiste korzyści szefowej KE i jej gabinetu.
Skutki dla Polski
Sześcioletnie już rządy Ursuli von der Leyen to dla Polski okres systematycznego osłabiania pozycji państwa. O ile rząd Zjednoczonej Prawicy starał się powstrzymywać najbardziej radykalne rozwiązania, o tyle Donald Tusk nie ma absolutnie żadnych oporów przed realizacją oczekiwań Berlina i Brukseli. Skutki są coraz bardziej odczuwalne: utrata suwerenności budżetowej poprzez KPO i mechanizm warunkowości; destabilizacja sektora rolnego poprzez podpisanie umowy z Mercosur i restrykcje Zielonego Ładu, które mogą doprowadzić do bankructwa tysięcy polskich gospodarstw, ubóstwo energetyczne - które uderzy z wraz z wprowadzeniem ETS, drastycznie podnosząc koszty życia bez realnych alternatyw technologicznych. Wreszcie naruszenie porządku konstytucyjnego i postępująca destabilizacja państwa**. KE wspiera wprowadzane siłowo zmiany przez rząd Donalda Tuska i coraz bardziej brutalnie zawłaszcza kolejne przestrzenie polskiej suwerenności. Federalizacja przyspiesza. Rola, jaką w tym procesie odgrywa polski premier pokazuje, że walka o suwerenność rozgrywa się nie tylko w Brukseli, ale przede wszystkim w stolicach narodowych. W ciągu zaledwie 2 lat rządów koalicji 13 grudnia KE podjęła szereg kluczowych decyzji, które kompletnie zmieniły naszą rzeczywistość. To ostatni moment na zatrzymanie zmian, które za chwilę mogą okazać się nieodwracalne.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/756315-kto-stoi-za-von-der-leyen-skad-jej-pospiech-jaka-role-ma-tusk
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.