Milena Adamczewska-Stachura, adwokat, która kilka tygodni po urodzeniu dziecka została odwołana ze stanowiska zastępcy dyrektor departamentu ds. równości, odniosła się do całej sprawy. Minister Katarzyna Kotula nie widzi tutaj nic złego, bo - jak przekonuje - pracownica KPRM nie została zwolniona, lecz odwołana z kierowniczego stanowiska i może w każdej chwili wrócić do pracy. „Zostałam odwołana, bo urodziłam dziecko. To brak poszanowania praw pracowniczych, który nosi znamiona dyskryminacji ze względu na płeć” - mówi Adamczewska-Stachura w rozmowie z Wirtualną Polską. Zwolniona pracownica departamentu ds. równości wskazujde, że wyjaśnienia, które pojawiły się w tej sprawie ze strony KPRM, są „wprowadzające w błąd”.
Choć sekretarz stanu w KPRM Katarzyna Kotula już nie milczy na temat zwolnienia pracownicy departamentu ds. równości, to może dla „równościowego” wizerunku tego rządu byłoby lepiej, gdyby głosu nie zabierała. Pani minister uważa bowiem, że problemu nie ma, bo „Osoba pełniąca funkcję zastępcy dyrektora w Departamencie ds. Równego Traktowania w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów” nie została zwolniona z pracy, a… odwołana z kierowniczej funkcji, a w dodatku wciąż może wrócić do pracy. Dziennikarzom nagłaśniającym temat zarzuciła natomiast mijanie się z prawdą.
Czytaj także
Co znalazło się w piśmie o zwolnieniu?
Rzecz w tym, że - według zwolnionej (lub „tylko” odwołanej z kierowniczej funkcji, ale czy rzeczywiście jest tu jakakolwiek różnica?) pracownicy KPRM, jeśli ktoś mija się z prawdą, to raczej nie dziennikarze.
Kiedy informacja o moim odwołaniu trafiła do mediów niezależnie ode mnie, w reakcji na nią pojawiły się wyjaśnienia, które wprowadzają w błąd, sugerują, że problemu nie ma i że to ja nie zrozumiałam sytuacji. Postanowiłam więc zareagować i przywołać fakty
— powiedziała Wirtualnej Polsce pani Milena Adamczewska-Stachura. Prawnik wskazała, że cała sytuacja miała miejsce w październiku 2025 r., jednak wówczas nie miała siły i odwagi, aby dzielić się swoją historią. Początkowo nie chciała również, aby sprawa trafiła do mediów.
Podczas wywiadu Adamczewska-Stachura miała przed sobą pismo z informacją o zwolnieniu.
Jest w nim jasno wskazane, że w momencie zakończenia urlopu rodzicielskiego zacznie biec moje wypowiedzenie. A kiedy okres wypowiedzenia się skończy, stosunek pracy zostanie rozwiązany. W tym piśmie nie ma mowy o żadnym innym możliwym scenariuszu.
— zwróciła uwagę.
Ani o tym, że mogę na to stanowisko wrócić, albo choćby o tym, że porozmawiamy o tym, czy ten stosunek pracy się rozwiąże, czy nie, kiedy wrócę po urlopie rodzicielskim, bo może zostanie mi zaproponowane inne stanowisko. Jest za to jasno stwierdzony fakt, dokładnie określone przyszłe zdarzenie, które spowoduje rozwiązanie stosunku pracy. A to oznacza, że de facto nie wróciłabym do wykonywania żadnych obowiązków
— dodała.
Adwokat potwierdziła również, że przełożeni przy wypowiedzeniu stosunku pracy kazali jej wybrać urlop wypoczynkowy.
„Działanie sprzeczne ze standardem równego traktowania”
Zwolniona wicedyrektor, pytana o ewentualne zastrzeżenia do jakości jej pracy, odpowiedziała, że o takowych nie słyszała, mało tego - docierały do niej pozytywne oceny. Z samego pisma także nie wynika konkretny powód zwolnienia, dlatego, w jej ocenie, przyczyną było właśnie urodzenie przez nią dziecka.
Myślę, że jedynym powodem mojego odwołania było to, że przechodząc na urlop macierzyński, w pewnym sensie blokowałam stanowisko zastępczyni dyrektorki. Przy czym można było poszukać innych rozwiązań jak powołanie na ten czas drugiej zastępczyni
— zwróciła uwagę.
Adwokat zaznacza, że dotychczas uważała departament ds. równości za miejsce, w którym nie powinno dojść do takiej sytuacji, jak ta, która ją spotkała.
To przede wszystkim działanie sprzeczne ze standardem równego traktowania, którego taka instytucja powinna nie tylko przestrzegać, ale które powinna też promować i umacniać. W mojej ocenie to także brak poszanowania praw pracowniczych, który nosi znamiona dyskryminacji ze względu na płeć. Według mojej wiedzy jedyną przyczyną mojego odwołania był fakt urodzenia przeze mnie dziecka i związanej z tym nieobecności w pracy
— powiedziała Milena Adamczewska-Stachura.
Mętne tłumaczenia Kotuli
W jaki sposób całą sprawę próbowała wyjaśnić minister Katarzyna Kotula? W szokujący i całkowicie ją kompromitujący.
Szanowny Panie Redaktorze, informacje przedstawione w artykule mają charakter wprowadzający w błąd. Osoba pełniąca funkcję zastępcy dyrektora w Departamencie ds. Równego Traktowania w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nie została zwolniona, a jej stosunek pracy nie został rozwiązany. Nadal pozostaje pracownikiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i korzysta z pełni praw przysługujących jej na podstawie obowiązujących przepisów prawa pracy. Ma także możliwość powrotu do pracy w dowolnym momencie. Dotychczas jednak nie nawiązała kontaktu ani z Kancelarią, ani z Departamentem ds. Równego Traktowania w sprawie ewentualnego powrotu.
— zwróciła się w pierwszym swoim wpisie na ten temat do dziennikarza WP.
W kolejnych komentarzach Kotuli nie było wcale lepiej.
Osoba na stanowisku zastępcy dyrektora w KPRM nie została zwolniona. Została odwołana z funkcji kierowniczej. Zachowując wszystkie należne jej prawa i uprawnienia. Przebywa na urlopie po urodzeniu dziecka. W każdej chwili może wrócić do pracy
— napisała minister w jednym z nich.
To sugestia WP nie nasza. Ta osoba ma możliwość powrotu do pracy w dowolnym momencie. Kiedy wyrazi taką wolę. A teraz ma prawo do odpoczynku i opieki nad dzieckiem
— stwierdziła z ogromną „łaskawością” w kolejnym wpisie.
Dlaczego zatem pani Milena Adamczewska-Stachura - osoba niewątpliwie mająca wykształcenie i pewne doświadczenie prawnicze na koncie, w dodatku - zajmująca się zawodowo kwestiami, które przynajmniej deklaratywnie bliskie są minister Kotuli i jej środowisku politycznemu - mówi zupełnie co innego: że z treści pisma w żaden sposób nie wynika to, o czym przekonuje sekretarz stanu w KPRM? I wreszcie - czy na pewno minister Kotula przeczytała swoje wpisy przed ich publikacją i zdaje sobie sprawę ze swojej kompromitacji, na którą nie pomoże używanie feminatywów, powtarzanie w każdej sytuacji, że są „Polki i Polacy”, „Warszawiacy i Warszawianki”, „Studentki i studenci” etc.?
Wp.pl/X/Joanna Jaszczuk
Wszystkie najnowsze artykuły znajdziesz na wPolityce.pl/najnowsze. Nie przegap!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/756284-kotula-pograzona-zwolniona-pracownica-kprm-zabiera-glos
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.