Hanna Radziejowska jasno wskazała współwinną afery związanej z byłym dyrektorem Instytutu Pileckiego, Krzysztofem Ruchniewiczem. Kierownik berlińskiej placówki instytutu nie kryje żalu do byłej minister kultury Hanny Wróblewskiej. „Mimo bardzo bogatej dokumentacji – setek stron materiałów – sprawa została przez nią zamieciona pod dywan i uznana za nieistotną” - powiedziała Radziejowska w rozmowie z portalem Zero.pl.
Sprawa zwolnienia sygnalistki
O sprawie związanej z dyrektorem instytutu Krzysztofem Ruchniewiczem głośno było latem zeszłego roku. Wówczas Hanna Radziejowska wraz ze swoim zastępcą napisała list do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o projekcie „cyklu seminariów eksperckich na temat badań proweniencyjnych dołączyć seminarium poświęcone kwestii zwrotu dóbr kultury przez Polskę na rzecz Niemiec, Ukrainy, Białorusi, Litwy oraz mienia prywatnego należącego do osób pochodzenia żydowskiego”.
Jednak poufna korespondencja została przekazana przez ministerstwo Ruchniewiczowi, a on doprowadził do zwolnienia z pracy autorów powiadomienia.
Żal do Hanny Wróblewskiej
Radziejowska w rozmowie z zero.pl, o ile doceniła starania Marty Cienkowskiej, nowej minister kultury w wyjaśnieniu sprawy, o tyle winą obarczyła poprzednią szefową resortu Hannę Wróblewską.
Do niej mam ogromny żal. Mówimy o doświadczonej menedżerce w obszarze kultury, która zna mechanizmy funkcjonowania instytucji i wie, jak ważne są stabilność, logika działania oraz szacunek wobec pracowników, współpracowników i publiczności. Wielokrotnie mówiła o wartościach demokratycznych. Sprawa niewłaściwego działania byłego dyrektora Instytutu Pileckiego dotyczy przecież okresu jej kierowania resortem.
— powiedziała Radziejowska.
Mimo bardzo bogatej dokumentacji – setek stron materiałów – sprawa została przez nią zamieciona pod dywan i uznana za nieistotną. Z różnych sytuacji wiem, że osoby pełniące wówczas funkcje związane z reagowaniem na takie przypadki w ogóle o niej nie słyszały. To za jej urzędowania przyznano mi status sygnalistki, zachęcając do informowania o nieprawidłowościach
— przypominała.
Zostawiło ogromne poczucie krzywdy. Było to doświadczenie bardzo trudne – zarówno dla naszego oddziału, jak i dla całej instytucji
— dodała kierownik oddziału Instytutu Pileckiego.
„Sprawy zamknięte wąskiej bańce”
Radziejowska mówiła też o dążeniach placówki w Berlinie.
Naszym celem w Berlinie jest włączenie polskiego doświadczenia XX wieku w niemiecką kulturę pamięci. Można powiedzieć, że w tym zakresie, w pewnym sensie pełnimy tu rolę infrastruktury państwa polskiego w Niemczech w obszarze historii XX wieku, również w szerokim kontekście Europy Środkowo-Wschodniej.
— tłumaczyła.
Przez ostatnie 35 lat sporo się poprawiło, ale jednocześnie wiele spraw nigdy nie zostało naprawdę przedyskutowanych ani przemyślanych. Czasem można odnieść wrażenie, że zostały zamknięte w dość wąskiej bańce
— zaznaczyła i dodała, że oddział Instytutu Pileckiego chce „wyjść z dotychczasowych, utartych schematów relacji polsko-niemieckich”.
Żeby polskie doświadczenie stało się częścią szerszej opowieści, powinniśmy starać się wyjść poza środowisko polsko-niemieckie, które nie pełni, niestety, szczególnej roli w niemieckiej polityce.
— stwierdziła.
Szefowa berlińskiego oddziału placówki podkreśliła też, że „na poziomie faktów Polska jest ofiarą agresji niemieckiej i państwo niemieckie bierze za to odpowiedzialność jako wspólnota polityczna.
To punkt wyjścia
— zaznaczyła.
SC/zero.pl
Wszystkie najnowsze artykuły znajdziesz na wPolityce.pl/najnowsze. Nie przegap!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/756153-radziejowska-o-bylej-szefowej-resortu-kultury-do-niej-mam-zal
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.