Tuż przed czwartkowym posiedzeniem Rady Europejskiej w Brukseli, na którym między innymi miały być omawiane negatywne konsekwencje systemu EU ETS dla gospodarek krajów członkowskich UE, Donald Tusk prężył muskuły i informował opinię publiczną jak to będzie w tej sprawie walczył o polskie interesy.
W ostatnią środę na PowerConnect Energy Summit w Gdańsku ogłosił, że że razem z przywódcami 9 innych krajów UE: Włoch, Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Grecji, Węgier, Słowacji, Rumunii, wystąpili do przewodniczącej KE Ursuli von der Leyen o konieczność głębokiej korekty polityki klimatycznej i jej jednego z najbardziej uciążliwych i kosztownych instrumentów, właśnie systemu EU ETS.
Zresztą już wcześniej między innymi po nieformalnym posiedzeniu Rady Europejskiej w Budapeszcie podczas prezydencji węgierskiej, Tusk całkiem rozsądnie publicznie mówił, że sytuacja w której ceny energii elektrycznej w krajach UE są 3-krotnie wyższe, niż np. w USA jest na dłuższa metę nie do utrzymania i powoduje wyprowadzanie się przemysłu z Europy.
Przed posiedzeniem RE w Brukseli prezydent Karol Nawrocki skierował do premiera wystąpienie,, opracowane przez swoich wysokiej klasy doradców z obszaru energetyki, w którym przedstawił, aż 6 merytorycznie uzasadnionych propozycji, o które powinien walczyć w Brukseli.
Ta najdalej idąca do całkowite zniesienie systemu systemu ETS w sytuacji, kiedy z jednej strony unijna gospodarka traci przewagi konkurencyjne, z drugiej strony Europa stoi przed wyzwaniami związanymi z imperialną polityką Rosji i musi rozbudowywać przemysł zbrojeniowy, a ten jest niezwykle energochłonny.
Pozostałe propozycje były mniej radykalne, ale wprowadzenie którejkolwiek z nich dawałoby znaczącą ulgę unijnemu przemysłowi i znacząco obniżałoby ceny energii elektrycznej, zarówno dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.
Pierwsza z nich do wprowadzenie zamiast ETS tzw. opłaty zastępczej, która w całości trafiałaby do budżetów krajowych, przy czym jej maksymalny poziom nie mógłby przekraczać najtańszego systemu ETS na świecie, czyli chińskiego, gdzie wynosi on kilka euro od tony emisji CO2.
Druga propozycja o podobnych skutkach dla cen pozwoleń na emisję CO2 ,polegała na wprowadzeniu ich sztywnych limitów cenowych, np. jeżeli cena takiego pozwolenia przekroczy 10 euro za tonę, automatycznie uwalniane z systemu MSR dodatkowe uprawnienia do emisji.
Trzecia ,której parę lata temu domagał się premier Morawiecki, to wykluczeniu z handlu emisjami sektora finansowego, który został do niego wpuszczony decyzjami Rady Europejskiej z jesieni 2014 roku, kiedy Tusk był już je szefem, a na tym szczycie Polskę reprezentowała premier Ewa Kopacz.
Ostatnia dotycząca systemu EU ETS,dotyczyła utrzymania puli bezpłatnych uprawnień do emisji dla przemysłu i zawieszenia ich wycofywania w latach 2026-2030 w związku w wprowadzaniem unijnego podatku granicznego CBAM.
No i na koniec postulat dotyczący stojącego za progiem nowego obciążenia podatkowego ETS2, które ma wejść w życie od 2028 roku i będzie dotyczyć transportu i mieszkalnictwa i szacunkowo będzie obciążać Polskę (przedsiębiorców i gospodarstwa domowe) kwota przynajmniej 15 mld zł rocznie.
Niestety konkluzje opublikowane po szczycie Rady, zawierają tylko obietnicę przeprowadzenia przez KE do końca lipca przeglądu systemu UE ETS, a premier Tusk dodaje to tego, że będzie to związane z powiększeniem liczny bezpłatnych pozwoleń, które trafią do krajów ponoszących największe obciążenia z tego tytułu, tyle tylko, że we wspomnianych konkluzjach niczego takiego nie ma.
Co więcej okazuje się, że po takich nijakich konkluzjach dotyczących systemu ETS ceny pozwoleń na emisję CO2 na giełdzie w Lipsku wzrosły aż o 5 euro za tonę (czyli o 8 proc. w jeden dzień) i to tylko potwierdza, że ci którzy zarabiają na obrocie tym pozwoleniami, doskonale już wiedzą, że nie będzie żadnych radykalnych zmian w tym systemie i można dalej grać na zwyżkę tych cen.
To oznacza ,że polska energetyka, szerzej energochłonny przemysł, będą dalej potężnie obciążany kosztami tych pozwoleń, wynoszącymi przynajmniej 40 mld zł rocznie z czego ok 15 mld zł trafia do polskiego budżetu, a około 25 mld zł rocznie, wędruje poza granice naszego kraju.
A więc ten, który jak zapowiadał w Sejmie podczas expose, miał się nie dać ograć w Brukseli, po raz kolejny został ograny koncertowo.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/756073-tusk-po-raz-kolejny-ograny-w-brukseli
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.