Jarosław Bratkiewicz, absolwent Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO) i jeden z architektów „resetu” rządu Donalda Tuska z Rosją, wystąpił na kanale Mateusza Piskorskiego, który, jak w styczniu zapowiadał Grzegorz Braun, „zasili” listy jego „frontu gaśnicowego”. Wobec Piskorskiego są pewne wątpliwości natury prawnej. Bratkiewicz wystąpił – dodajmy – wczoraj, w czwartym roku pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę. „W Polsce należy wziąć całkowity rozbrat z rusofobią” – przekonywał Bratkiewicz, który czasami pisuje dla „Gazety Wyborczej”.
Przez lata był „prawą ręką” Radosława Sikorskiego - szefa MSZ zarówno za poprzednich rządów Donalda Tuska, jak i obecnych. Jego notatka z 2008 r. miała być podstawą resetu z Rosją (na co wskazywał m.in. Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych w latach 2015-2018). Jarosław Bratkiewicz, bo o nim mowa, to także absolwent moskiewskiej MGIMO (czyli uczelni, którą skończył m.in. szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow). Od czasu do czasu publikuje w „Gazecie Wyborczej”, gdzie jeszcze w ubiegłym roku przekonywał, że nie można traktować Rosji jako „beznadziejnego przypadku”. W okresie zmiany władzy w Polsce po wyborach z 2023 r. polityków i wyborców PiS określił na łamach „Gazety Wyborczej” jako „małpoludzią czeredę”, a jeszcze wcześniej - w kwietniu 2023 - próbował usprawiedliwiać atak hitlerowskich Niemiec na Polskę, używając argumentów wpisujących się w kremlowską propagandę.
Czytaj także
„Za te grzechy nie żałuję”
Okazuje się, że nawet obecnie - kiedy Putin od czterech lat prowadzi pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie, a Polską rządzi ekipa polityczna, z którą Bratkiewicz współpracował (choć ekipa ta zmieniła stanowisko wobec Rosji i dziś z tych, którzy przestrzegali przed „resetem” i nadmiernym zaufaniem wobec kagiebisty z Kremla, robi „ruskich agentów” i dotyczy to nawet ściganego przez Putina listem gończym, obrażanego i opluwanego przez propagandzistów pokroju Sołowjowa prezydenta Karola Nawrockiego), Bratkiewicz wciąż skłonny jest bronić polityki resetu. Mało tego, wciąż używa określenia „rusofobia” i namawia, aby wziąć z nią „rozbrat”.
A wszystko to… na kanale Mateusza Piskorskiego, wobec którego są pewne wątpliwości natury prawnej. Piskorski „wypłynął” ponownie w styczniu 2026 r., kiedy Grzegorz Braun ogłosił, że chciałby mieć go na listach w wyborach do Sejmu. Dyplomata po moskiewskiej MGIMO mówił zarówno o „resecie” z czasów rządów PO-PSL w latach 2007-2015, jak i obecnych czasach.
Piskorski zwrócił uwagę, że Bratkiewicz był „współarchitektem” polityki rządu Tuska z tamtych lat.
No cóż, mam wrażenie, że nastał czas spowiedzi i takiej spowiedzi, która w istocie rzeczy jest elementem pewnej ekspiacji, żałowania za grzechy. Ja za te grzechy nie żałuję. Uważam, że to było przedsięwzięcie jak najbardziej potrzebne i do pewnego momentu udane
— powiedział.
Uznałem, tak jak uznawali to moi zwierzchnicy, że istnieje dobry run, dobra passa na na stosunki polsko-rosyjskie
— ocenił.
Czy o tym procesie ocieplania relacji Warszawa-Moskwa zapomniano po nielegalnej aneksji Krymu przez Rosję?
Nie od razu zapomnieliśmy. Jeszcze w czerwcu 2014 roku ministrowie spraw zagranicznych Polski, Niemiec i Rosji spotkali się w Petersburgu. Ten format, który zainicjowała strona polska, nosił taką roboczą nazwę „Trójkąta Królewieckiego”. I podczas tego spotkania w Petersburgu rozmawialiśmy, jak się dalej będzie sytuacja rozwijać. Staraliśmy się, zgodnie z z podręcznikowym rozumieniem dyplomacji, kontynuować dialog, ale on uwiądł w 2015 roku ostatecznie, kiedy zmienił się rząd
– stwierdził.
Gdy przyszedł nowy minister, wtedy już w istocie rzeczy było jasne, że założenie jest takie, iżby wszystko co nadawało charakter strategiczny stosunkom polsko-rosyjskim, czyli właśnie Komitet Strategii Współpracy pracy, na czele którego stali ministrowie Polski i Rosji oraz przedstawiciele innych resortów; jak Grupa do spraw trudnych, jak Forum Polsko-Rosyjskie, że to wszystko w istocie rzeczy zostanie odłożone do lamusa i tam za siódmą pieczęcią trzymane do czasu, aż nie struchleje, znaczy nie przeobrazi się w truchło i przestanie jak gdyby przeszkadzać w życiu i oddychaniu zdrowym polskim patriotom spod znaku PiS. Więc po 2015 roku woda w tym ruczaju się wyczerpywała
— ubolewał Bratkiewicz.
Zwolennicy „reseciarzy” nie lubią jednak, kiedy przypomina się im o wydarzeniach sprzed plus/minus dwudziestu lat, ponieważ to nie pasuje do ich obecnej narracji o rzekomo sprzyjającym Rosji politykom PiS. Odpowiedź brzmi wówczas: „Ale wtedy z Putinem dogadywał się cały świat/ Ale wtedy nie było wojny/Ale wtedy były inne czasy”. Czasy może i były inne, Putin zawsze ten sam, co więcej - od lat prowadził agresywną politykę wobec innych krajów. Przed pełnoskalową agresją na Ukrainę dokonał nielegalnej aneksji Krymu, rozpoczął konflikt w Donbasie, a jeszcze kilka lat wcześniej napadł na Gruzję.
Czytaj także
„Rusofobiczne” psy Pawłowa
Przypominamy tak tylko dla porządku, bo absolwent ruskiej MGIMO miał kilka „ciekawych” spostrzeżeń i prognoz również na temat współczesnych relacji Polski i Rosji. Co więcej, Jarosław Bratkiewicz widzi tu ważną rolę jednego z naszych zachodnich partnerów, czyli Niemiec - dziś fałszywie przedstawianych jako alternatywę dla Rosji. Każdą krytykę Niemiec środowiska lewicowo-liberalne w Polsce próbują dziś sprowadzać do bycia zwolennikiem reżimu Putina, a politycy PiS są z tego powodu atakowani zwłaszcza przez Koalicję Obywatelską z równą zajadłością, jak wtedy, gdy ostrzegali przed Rosją.
Myślę, że Polska może uczestniczyć poważnie w polityce wschodniej przy współudziale innych państw zachodnich, zwłaszcza tych, które mają dobrą wiedzę o Rosji. Musimy mieć takich partnerów. Takim partnerem, zupełnie dobrym i dobrze funkcjonującym, okazał się nasz niemiecki sojusznik
— wskazał.
Jako narody również nieźle rozumiejące Rosję wymienił także Szwedów, Czechów i Słowaków.
Trzeba by zawiązać pewnego rodzaju „obóz dobrej wiary”, który to obóz rzeczywiście pokazałby przede wszystkim, że gotów jest się włączyć w sprawę rozwikłania problemu problemu wschodniego. Ten problem został spowodowany, trzeba to jasno powiedzieć - przez rosyjską napaść na Ukrainę. Ale to nam zagadnienia nie rozwiązuje
— tłumaczył Bratkiewicz.
A gdyby ktoś sądził, że w czwartym roku pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę nie da się nieironicznie używać sformułowania „rusofobia”, to czas na kolejny hit!
W Polsce należy wziąć całkowity rozbrat z rusofobią. Z taką, powiedziałbym, zapiekłą antyrosyjskością, która która nakazuje przy byle odruchu, przy byle każdym pojawieniu się znacznika „Rosja”, nakazuje reakcję psa Pawłowa, czyli jakieś właśnie wypuszczanie śliny, szczerzenie zębów, takie, powiedziałbym: groteskowe i karykaturalne zgoła reakcje
— podkreślił.
Polska nie musi, nie powinna się popisywać swoją antyrosyjskością, chociaż oczywiście nie nie oznacza to, że powinna być uległa wobec Rosji czy w sposób taki naiwny prorosyjska. Myślę, że bardzo istotnym elementem, o którym już wspomniałem, to jest dobór właściwych partnerów do działania na kierunku wschodnim. To jest oczywiście dalsza perspektywa, ale mówię o niej mając w pamięci to co się działo w stosunkach polsko-rosyjskich między 2008 a 2014 rokiem mianowicie: wspólny problem modernizacji, wspólny problem budowania nowoczesnego państwa i narodu, czyli współpraca, a przede wszystkim dialog, a później i współpraca na szczeblu samorządności terytorialnej. Modernizacja to jest przede wszystkim przygotowanie ludzi do życia obywatelskiego, myślenia racjonalnego, wyzbycia się wszelkich fobii, do których zaliczam również rusofobię
— dodał absolwent MGIMO.
Stosunki polsko- rosyjskie, jeśli będą oparte na modernizacji, nie mogą być stosunkami cały czas idącymi ze spuszczonymi spodniami historii. Rozumiem, to są rzeczy bolesne i trzeba to, co należne, oddać zwykłym ludziom, którzy czują jakąś niesprawiedliwość historii. Ale nie zaczynajmy całej naszej przygody, kolejnej, miejmy nadzieję, przygody, z krajami wschodnimi, z tym z Rosją, od rachunku krzywd, od martyrologii, od różnych zacietrzewień. To niech się pojawia w ostatniej instancji, a najlepiej, gdyby w ogóle było zamknięte głęboko w pudle i z tego pudła się już nie wydostawało
— podkreślił. Czy w podobnym tonie Bratkiewicz wypowiedziałby się np. na temat reparacji od Niemiec?
Innymi słowy: panowie pogadali sobie, jak dawny człowiek Sikorskiego i „Gazety Wyborczej”, z człowiekiem, którego na swoich listach chce Grzegorz Braun.
YT/wyborcza.pl/wPolityce.pl/Joanna Jaszczuk
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/755817-architekt-resetu-tuska-z-rosja-wystapil-u-piskorskiego
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.