Zagraniem jak z arsenału ruskich tajnych służb jest udawane litowanie się i współczucie prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, że wetem bardzo sobie zaszkodził.
W związku z wetem prezydenta Karola Nawrockiego do „Ustawy o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE” łatwo było przewidzieć, co Donald Tusk zrobi dalej. Bo on jest tak przewidywalny jak warunki atmosferyczne w zamkniętej hali sportowej. Jeszcze wieczorem 12 marca 2026 r., czyli zaraz po orędziu prezydenta Karola Nawrockiego, premier i jego ferajna zaczęli znieważać (to jest karalne z art. 135. par. 2. KK i grozi więzieniem do trzech lat), obrażać, zniesławiać i zohydzać głowę państwa. Zaczęli też budować obraz Polski narażonej wskutek weta na straszliwe niebezpieczeństwa, z czego ma się oczywiście cieszyć Putin. W kilkudziesięciu miejscowościach w Polsce ma dojść do niemal fizycznej ruiny wszystkiego, bo tam są zakłady zbrojeniowe. Ma za tym iść upadek 12 tys. firm, tysiące ludzi trafiających na bruk i w ogóle klęska porównywalna chyba tylko z potopem bądź plagami egipskimi.
„Nigdy nie podpiszę ustawy, która uderza w naszą suwerenność, niezależność, bezpieczeństwo ekonomiczne i militarne” - oznajmił prezydent Karol Nawrocki 12 marca 2026 r. w telewizyjnym orędziu. „Prezydent stracił szansę, aby zachować się jak patriota. Wstyd!” – odpisał zaraz dyżurujący Donald Tusk (na platformie X). „Ludzie w Polsce zastanawiają się, czy to zdrada, działanie lobbystów, brak zdrowego rozsądku. Nie będę się zastanawiał, jakie są prawdziwe powody, takiego negatywnego działania pana prezydenta. Jedno musi być pewne: brak podpisu jest poważnym utrudnieniem dla nas wszystkich, którzy przygotowali ten projekt” - powiedział 13 marca Tusk, otwierając nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów.
„Historia oceni decyzję prezydenta i to bardzo szybko, w sposób dramatycznie zły dla niego. Od rana odbieram telefony od europejskich przywódców, którzy nie są w stanie zrozumieć. Nie ma w tym przypadku, że dzisiaj wszędzie w Europie zastanawiają się, co się stało, tylko w rosyjskich gazetach jest pełne zrozumienie dla weta prezydenta. Nie będę tu niczego insynuował, ale fakty są absolutnie okrutne dla reputacji polskiego prezydenta i nie ma się z czego cieszyć” – jęczał i dramatyzował Donald Tusk. Potem jeszcze dodał na platformie X: „W wojnie o SAFE wszystkie maski opadły. Dziś już nikt nie może mieć wątpliwości, że najbliższe wybory zdecydują o tym, czy Polska pozostanie w Europie i kto chce nas z niej wyprowadzić. Musimy wspólnie zastopować politycznych szaleńców”. Czy w takim razie Polska będzie tylko przyłączona do Antarktydy, czy może jej terytorium i ludność zostaną przeniesione na Marsa, a może nawet do innej galaktyki?
W swoim stylu obrażał głowę państwa mąż swojej żony, czyli Radosław Applebaum Sikorski. „Prezydent Karol Nawrocki sugerował w orędziu, że europejski SAFE odda kontrolę nad Wojskiem Polskim Brukseli. Jest to bezczelne kłamstwo. Stchórzył przed Kaczyńskim. Prezydent wolnej Polski nie powinien być kłamcą i tchórzem” – wydalił z siebie pan na Chobielinie. „To weto nie jest przeciwko rządowi, jest przeciwko bezpieczeństwu Polski! Będziemy realizować plan B, ponieważ tak nakazuje polska racja stanu. Szczególnie gdy na świecie pojawiają się nowe wojny i nowe zagrożenia. Nie możemy pozostać bierni i liczyć na wyimaginowane zyski i kreatywną księgowość, które nie poprawią siły naszej armii. Nie mamy czasu na czekanie i na puste obietnice” – dołączył do nagonki szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. „Prezydent naszego kraju dokonał moim zdaniem zdrady stanu i pozbawił polskie wojsko i Polaków bezpieczeństwa na kwotę 185 miliardów złotych. Zniszczył pan marzenia polskiej armii i polskich zakładów w jeden dzień, to jest łatwo zrobić” – zaperzał się marszałek Sejmu, pan towarzysz Włodzimierz Czarzasty (na antenie TVN24).
„Zawetować 180 mld na polską armię w rocznicę naszego wejście do NATO. To się komentuje samo” – dołączyła do histerii Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, pełnomocniczka rządu ds. SAFE. „To jest akt zdrady narodowej, akt wymierzony w bezpieczeństwo Polski. Co może prezydent powiedzieć teraz wszystkim generałom, którzy mówią, że SAFE to szansa na wzmocnienie polskiego bezpieczeństwa?” – wzmógł się rzecznik rządu Adam Szłapka. I miotał kolejne oskarżenia: „Pan prezydent pokazał się jako osoba kompletnie zależna od PiS-u. Widać wyraźnie, że im nie zależy na polskim bezpieczeństwie, wzmocnieniu polskiego przemysłu, rozwoju polskiej armii. Występują przeciwko temu, co mówią generałowie, eksperci, co mówi zdecydowana większość Polaków (…) Liczy się tylko interes PiS-u, im gorzej teraz dla Polski, tym lepiej dla PiS-u. To jest obrzydliwe”.
Cel nagonki na Karola Nawrockiego jest wyjątkowo łatwy do zrozumienia. Chodzi o ustawienie się premiera i rządu w roli jedynego obrońcy Polski, jedynej i ostatniej nadziei Polaków. Bez nich Polska zginie, dlatego Tusk i ferajna nie mogą za żadne skarby stracić władzy. I takie opowieści oraz bezwzględne ataki na prezydenta będą kontynuowane oraz wzmacniane aż do jesiennych wyborów parlamentarnych w 2027 r. Bo to będzie cały program wyborczy Tuska i Koalicji Obywatelskiej. A także PSL Kosiniaka-Kamysza oraz Lewicy Czarzastego.
Zagraniem jak z arsenału ruskich tajnych służb jest udawane litowanie się i współczucie prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, że wetem bardzo sobie zaszkodził. Że odwracają się od niego nawet ci wyborcy, którzy na niego głosowali. Że zniechęcił do siebie nie tylko żołnierzy aktualnie służących w Siłach Zbrojnych RP, ale też tych w stanie spoczynku oraz rodziny jednych i drugich. Że już w marcu 2026 r. stracił szansę na reelekcję w 2030 r. Ta fałszywa troska ma sprawić, że w sondażach poparcie dla prezydenta zmaleje, że będzie on negatywnie oceniany, a przez to także Prawo i Sprawiedliwość.
Rządzący nie musieli na gorąco kombinować, jak sobie poradzić z wetem prezydenta, bo od razu scenariuszy mieli kilka. Pierwszy polega na tym, żeby podstawą wzięcia kredytu w wysokości prawie 44 mld euro była nie umowa międzynarodowa wymagająca ratyfikacji, co wraz z wetem okazało się niemożliwe, lecz umowa cywilnoprawna polskiego rządu z Komisją Europejską. Takie rozwiązanie podsuwa nawet bezpośrednio unijne rozporządzenie 2025/1106 i wtedy podstawą prawną byłoby prawo unijne, a nie polskie. Zignorowany zostałby art. 89. ust.1. pkt 4. konstytucji wymagający umowy międzynarodowej w wypadku znacznego obciążenia państwa pod względem finansowym. I tego wariantu właściwie dotyczy uchwała Rady Ministrów przyjęta 13 marca 2026 r.
Drugi sposób ominięcia weta prezydenta polegałby na mocnym naciągnięciu art. 4a polskiej ustawy z 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych. Wyłącza ona stosowanie przepisów wskazujących na konieczność ratyfikacji umowy międzynarodowej, gdy chodzi o udzielenie gwarancji lub poręczeń przez Skarb Państwa bądź zamówień publicznych w dziedzinie obronności i bezpieczeństwa. Tusk i ferajna są w stanie zignorować to, że zaciągnięcie pożyczki SAFE przez Polskę wymaga procedury ustawowej (jak w wypadku ustawy o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE), gdyż art. 4a ustawy o umowach międzynarodowych dotyczy wyłączenia procedury ratyfikacji/zatwierdzania dla umów gwarancyjnych i poręczeń, a nie umów międzynarodowych będących źródłem długu publicznego w takiej skali. Tusk i ferajna absolutnie są w stanie zignorować to, że pożyczka SAFE nie jest tożsama z „poręczeniem” czy „gwarancją” i wymaga pełnej procedury ratyfikacyjnej.
Rząd Tuska od razu forsowałby umowę cywilnoprawną zamiast umowy międzynarodowej, tylko że ta druga była dla niego polisą bezpieczeństwa. Rządzący sądzili, że unikną w ten sposób włączenia sumy kredytu do długu publicznego, skoro pożyczkobiorcą był formalnie Bank Gospodarstwa Krajowego, a nie skarb państwa. I rządzący sądzili, że unikną odpowiedzialności karnej czy przed Trybunałem Stanu, skoro bardzo niebezpiecznej pożyczki nie brał (jak byłoby zgodnie z ustawą o finansach publicznych) minister finansów Andrzej Domański w imieniu premiera Tuska jako szefa rządu. Zresztą spryciarz Tusk już wyznaczył do podpisania umowy pożyczki wicepremiera Kosiniaka-Kamysza i ministra Andrzeja Domańskiego, czyli zwyczajnie ich wrobił. Obecny szef MON ma zresztą już w tym spore doświadczenie.
Tusk i jego rząd nic nie muszą zmieniać w polskim prawie, jeśli środki z SAFE trafią do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych. Gdyby miały być przeznaczone także na wydatki resortów infrastruktury i MSWiA musiałby powstać nowy fundusz celowy, a tego nie da się powołać bez ustawy. Rząd Tuska będzie więc kombinował, jak to ograniczenie ominąć, a wskazówka może być podstawa prawna rozporządzenia 2025/1106, czyli art. 122 TFUE. I oczywiście projekt ustawy prezydenta o Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych (SAFE 0%) pozostanie, może „na zawsze”, w sejmowej zamrażarce, bo żadne lepsze rozwiązanie nie jest potrzebne. Premier musi spełniać życzenia swoich prowadzących i realizować plany, które zresztą chyba nie do końca zrozumiał. Ważne, żeby znać swoje miejsce. Ordnung muss sein. Jeder muss wissen, was von ihm erwartet wird. Achtung und vorwärts marschieren!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/755508-pozyczka-z-safe-musi-byc-wzieta-a-prezydencki-projekt-zamrozony
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.