Właśnie dziś mija termin złożenia skargi do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) na decyzję Rady UE o podpisaniu umowy handlowej z krajami Mercosur. Podjęta została 9 stycznia 2026 r. bez zgody krajów członkowskich, otwierając drogę do tymczasowego stosowania tego porozumienia. Co na to PSL? Mimo wcześniejszych deklaracji ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego o gotowości do złożenia skargi, nie widać realnych działań. Resort - powołując się na zwodnicze działania i interpretacje unijnych urzędników - przekonuje, że jest jeszcze czas. Nie widać jednak politycznej woli przeciwstawienia się stanowisku Ursuli von der Leyen. Wygląda na to, że rząd Donalda Tuska kolejny raz bezrefleksyjne realizuje oczekiwania Brukseli. Co nas czeka, jeśli skarga nie zostanie złożona? Nastąpi potężny cios w polskie rolnictwo, w zdrowie Polaków i trwałe naruszenie fundamentów bezpieczeństwa żywnościowego.
Jak dotąd rząd Donalda Tuska nie zrobił w tej sprawie nic. Nie reaguje na apele opozycji i alarmujące prośby rolników. Czyżby nie rozumiał, że stoimy w obliczu jednego z największych wyzwań dla polskiej suwerenności gospodarczej i bezpieczeństwa żywnościowego ostatnich dekad? 17 stycznia 2026 roku w Paragwaju Ursula von der Leyen podpisała umowę handlową między Unią Europejską a krajami bloku Mercosur. Podjęła ten krok bez zgody wszystkich krajów członkowskich, twierdząc że działa w ich interesie. Ne tę bezczelność zareagował nawet prezydent Francji Emmanuel Macron, twierdząc że zgoda na tymczasowe stosowanie tej umowy bez jej zatwierdzenia przez Parlament Europejski „ jest przestępstwem wobec suwerenności europejskiej”. Donald Tusk nie zdołał wykrzesać z siebie oburzenia. Tak oto Bruksela i Berlin świętują otwarcie rynków dla przemysłu ciężkiego i motoryzacyjnego, a Polska staje się ofiarą w niebezpiecznej geopolitycznej grze „auta za krowy”.
Decydujący termin!
Zgodnie z procedurami zapisanymi w Traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (art. 263 TFUE), państwo członkowskie ma dwa miesiące na zaskarżenie aktu prawnego od momentu jego ogłoszenia. Decyzja Rady (UE) 2026/183 zapadła 9 stycznia 2026 r. Oznacza to, że na jej termin na jej zaskarżenie mija właśnie dziś. Mimo, że resort rolnictwa stoi na stanowisku, iż na działania ma jeszcze czas, rząd Donalda Tuska powinien podjąć natychmiastowe kroki, by zatrzymać te katastrofalne rozwiązania Brukseli.
Należy pilnie złożyć skargę do TSUE, kwestionując tryb przyjęcia umowy, który miał na celu ominięcie parlamentów narodowych. Jednocześnie trzeba wnieść o tzw. zabezpieczenie, czyli „zamrożenie” stosowania części handlowej do czasu wydania ostatecznego orzeczenia przez Trybunał.
Sprawa nie jest jednak tak jednoznaczna, ponieważ unijni decydenci dołożyli wszelkich starań, by wprowadzić zamęt. Dotyczy on właśnie terminu. Pojawiają się interpretacje, że liczy się go nie od podjęcia decyzji, a od jej opublikowania. Z tym natomiast zwlekano do 27 lutego. Czy zatem czas na złożenie skargi przedłuży się do końca kwietnia? Jeśli by nawet przyjąć tę interpretację, to jedynie teoretycznie. Przecież zawarta w Paragwaju umowa ma zacząć obowiązywać już od 1 kwietnia. Rozbujanej łajby nie zatrzyma już żaden TSUE. Wniosek ma dotyczyć przecież zamrożenia umowy, a ta wchodzi w życie 1 kwietnia. Czas ma tutaj wiec kluczowe znaczenie. Widać wyraźnie, że nie ma politycznej wolni, by zatrzymać Mercosur. Jest jedynia granie zwłokę i rozmydlanie rzeczywistosci. Opozycja alarmowała w tej sprawie już 2 tygodnie temu.
CZYTAJ WIĘCEJ: Na zaskarżenie Mercosur zostało 13 dni! Politycy PiS naciskają na rząd i chcą odwołania Krajewskiego. „Będziemy bronić polskiej wsi”
Mercosur uderza w serce polskiej wsi
Zagrożenie nie jest teoretyczne. Straty bardzo łatwo policzyć. Polska, będąca liderem produkcji drobiu w UE, stoi w obliczu bezcłowego napływu 180 tysięcy ton białego mięsa rocznie. Symulacje ekonomiczne są porażające. Według ekspertów, marża netto polskich producentów drobiu może spaść o połowę, co dla dużej fermy oznacza stratę rzędu 150 tys. zł rocznie. Podobnie sytuacja wygląda w sektorze wołowiny i cukru, gdzie kontyngenty dla Ameryki Południowej uderzają w najbardziej dochodowe segmenty rynku premium, budowane przez lata wysiłkiem polskich rolników. Jak słusznie zauważa Monika Przeworska, dyrektor Instytutu Gospodarki Rolnej, ta „tymczasowość” wdrażania umowy to de facto jej pełne obowiązywanie, które ma na celu stworzenie faktów dokonanych przed wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości UE.
Importowana trucizna na naszych stołach
Kwestia bezpieczeństwa nie ogranicza się jedynie do ekonomii. Kluczowe jest nasze zdrowie. Brazylijska wołowina skażona estradiolem – hormonem wzrostu zakazanym w UE ze względu na działanie rakotwórcze – już trafiała na europejskie stoły, a systemy kontroli okazały się nieszczelne. Doświadczenie pokazuje, że nie ma możliwości technicznej, by skontrolować każdą partię mięsa wjeżdżającą przez porty w Hiszpanii czy Holandii. Okazuje się, że Polska wiedziała o problemie skażonego mięsa już w listopadzie, a pilne kontrole ogłoszono dopiero po nagłośnieniu sprawy przez media.
Co, jeśli rząd Tuska zaniecha działań?
Brak skargi i wniosku o zamrożenie umowy oznacza, że już w najbliższych miesiącach polski rynek może zostać zalany tanią żywnością z Ameryki Południowej, produkowaną bez rygorystycznych norm UE. Jeśli rząd nie zaskarży procedury tzw. splittingu (podziału umowy), najważniejsze zapisy handlowe zostaną wdrożone z pominięciem ratyfikacji przez polski parlament.
Skutki będą dramatyczne. Polska zdrowa żywność, zostanie zastąpiona toksycznymi zamiennikami. Widać tu, charakterystyczny dla rządów Donalda Tuska, przejaw politycznej schizofrenii. Z jednej strony wydawane są ogromne pieniądze na promocję zdrowego stylu życia, do szkół przemocą wprowadzana jest nawet siłą „edukacja zdrowotna”, a jednocześnie umożliwia się masowy napływ nieprzebadanej, toksycznej, taniej żywności. Łatwo przewidzieć skutki. Nowa sytuacja będzie potężnym uderzeniem w rolniczą klasę średnią – gospodarstwa o wielkości 10–50 ha znajdą się w katastrofalnej sytuacji. Będą zbyt małe na globalną konkurencję i zbyt duże na pomoc socjalną. Eksperci twierdzą, że polska wieś zmieni się w układ dwubiegunowy: wielkie fabryki żywności z jednej strony i hobbystyczne poletka z drugiej.
Największym zagrożeniem jest utrata bezpieczeństwa żywnościowego. W sytuacji tak wielu zagrożeń, także militarnych, uzależnienie kraju od importu żywności jest nie tylko głupotą, ale narażeniem bezpieczeństwa państwa. Mając świeżo w pamięci pandemię koronawirusa, dobrze wiemy, z czym wiąże się przerwanie łańcucha dostaw. Kraj bezpieczny to kraj samowystarczalny. Ta podstawowa, znana od wieków zasada, obca jest najwyraźniej politykom koalicji rządzącej. W obliczu zagrożenia wojną, decyzje uderzające w bezpieczeństwo żywnościowe powinny być rozpatrywane w kategoriach działania na szkodę Rzeczypospolitej.
Jeśli skarga nie zostanie złożona, machina tymczasowego stosowania Mercosur ruszy pełną parą, uderzając bezpośrednio w polski sektor drobiu, wołowiny i cukru. Z jakiej racji Polska ma realizować brukselski projekt i poświęcać rolnictwo, by ratować słabnące gospodarki Europy Zachodniej? Czy jest jeszcze choć jeden sektor gospodarki, którego rząd Donalda Tuska nie poddałby unijnemu dyktatowi? Nie sposób tej podległości ocenić inaczej, niż uderzenie w bezpieczeństwo i suwerenność państwa. Najgorsze, że podejmowane decyzje, mogą okazać się nieodwracalne.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/755068-mija-termin-zaskarzenia-umowy-z-mercosur-do-tsue-co-zrobi-tusk
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.