„Po inwazji na Ukrainie Rosjanie (…) musieli radykalnie zmienić model działania (…). Przykładem jest Pawieł Rubcow (…) działający w głębokiej konspiracji. Wytropienie takiego człowieka jest szalenie trudne” — mówił gen. bryg. rez. Andrzej Kowalski w rozmowie z portalem Zero.pl. W tym kontekście wiceszef BBN wskazał na słabość polskich służb, wynikającą z przeciążenia i niedofinansowania. „Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego stała się w Polsce workiem, do którego wrzucano wszystkie kolejne problemy. Jeśli w Polsce rozwijało się coś, co przerastało możliwości policji i innych służb mundurowych, to dawano to ABW” — podkreślił gen. Andrzej Kowalski.
Obserwacja operacji rosyjskich służb specjalnych
ABW jest dziś przeciążona różnego rodzaju aktywnością i potrzebuje znacznie więcej środków niż nam się wydaje. Po negatywnej opinii komisji ds. służb specjalnej rząd dosypał pieniędzy (budżet na 2026 r. ABW według planu wynosi 1,16 mld zł – red.). Tylko to wciąż kropla w morzu potrzeb. W mojej opinii to ciągle minimum 100 mln zł za mało.
— stwierdził wiceszef BBN.
Według generała naszym największym problemem jest dziś niewystarczająca obserwacja operacji rosyjskich służb specjalnych.
Posłużę się pewnym przykładem: od dziesiątek lat klasycznym miejscem działania służb wywiadowczych na całym świecie są ambasady. Oficerowie służb umieszczani są w placówkach dyplomatycznych w innym kraju i prowadzą tam swoją działalność. Dla naszych służb jest to sytuacja stosunkowo prosta – gdy stwierdzi się, że dany dyplomata „pracuje na dwa etaty”, uznaje się go za personę non grata i ten musi opuścić kraj.
— wyjaśniał gen. Kowalski.
Przypadek Rubcowa
Jednak takie działanie, jak zaznaczył generał, to tylko teoria.
W praktyce szacuje się, że po inwazji w Ukrainie Rosjanie stracili kilkuset dyplomatów, którzy rozsiani po całym świecie pracowali na etatach wywiadowców. Musieli więc radykalnie zmienić model działania
— podkreślił gość portalu Zero.pl.
Gen. Kowalski przytoczył przykład rosyjskiego szpiega Pawła Rubcowa, znanego w Polsce jako Pablo González.
Był to człowiek działający w głębokiej konspiracji – funkcjonował jako hiszpański dziennikarz, a w rzeczywistości lata temu został zwerbowany przez moskiewskie służby. I dziś komuś może się wydawać, że wytropienie takiego człowieka jest banalnie proste. Wręcz przeciwnie – jest szalenie trudne. Nigdy nie wiemy, czy będzie to Hiszpan, a może Argentyńczyk, Brazylijczyk czy ktoś z Azji Wschodniej
— zaznaczył, który dodał, że „innym sposobem jest werbowanie ludzi przez internet”, co jest w bardzo popularną metodą rosyjskich służb. Te, jak wspomniał, oferują bardzo dobre pieniądze za pozornie niewielką aktywność.
Dla służb specjalnych wychwycenie tego typu agentury jest szalenie trudne. Wymaga dużego nakładu sił i środków. Mówimy o pracy nie tylko polskich, ale również sojuszniczych służb – analizujemy wspólnie aktywność w internecie, billingi telefoniczne, miejsca logowania danych urządzeń. Żeby skutecznie zapobiegać takim akcjom, ABW – tylko do działań kontrwywiadowych – potrzebowałaby zatrudnić ponad 100 dodatkowych osób. A to przecież niejedyny problem tej służby.
— podkreślił gen. rez. Andrzej Kowalski
„Usypiamy własną czujność”
Innym kłopotem Agencji jest odpowiedzialność za ochronę informacji niejawnych.
Gigantyczna liczba pracowników zajmuje się tylko tym zadaniem. Od lat wydajemy na to ogromną część budżetu służb. I – powiem uczciwie – nie słyszałem, żebyśmy dzięki istniejącemu systemowi złapali chociaż jednego szpiega. Wręcz przeciwnie – okazuje się, że szpiedzy działający w Polsce mieli poświadczenia wydawane przez ABW lub SKW.
Jednym z takich przykładów był pracownik Ministerstwa Obrony Narodowej, 60-letni Władysław P., który miał współpracować z rosyjskim wywiadem. W MON pracował od lat 90. i miał również dostęp do informacji niejawnych z klauzulą „tajne”.
Według gen. Kowalskiego to ogromna porażka systemu ochrony informacji niejawnych.
Aktualny model stworzył pewną iluzję zabezpieczenia tajemnic państwowych. Usypiamy własną czujność. Wszystkim wydaje się, że jesteśmy chronieni przed penetracją obcych służb specjalnych, bo ktoś wypełnia ankietę bezpieczeństwa, w której trzeba przyznać się do kontaktów zagranicznych. Problem w tym, że to nie przynosi żadnych wymiernych korzyści.
— alarmował wiceszef BBN.
Kontakty Czarzasty? „Powinny zapalić kontrwywiadowi czerwoną lampkę”
Gen. Andrzej Kowalski przypominał, że „już od lat 70. XX wieku Rosjanie uczą zwerbowanych agentów, żeby w rozmowach z rodzimym kontrwywiadem śmiało przyznawali się do kontaktów z konkretnymi obcokrajowcami – Rosjanami, Białorusinami czy Ukraińcami”.
Mówią wręcz: „Przyznaj się, bo to cię chroni”, „przyznaj się, że mnie znasz”. Chodzi o to, że gdy później ktoś wykryje, że dany pracownik skontaktował się z jakimś cudzoziemcem to nie wzbudzi to większych podejrzeń, bo przecież informował w ankiecie, że ma znajomego, z którym kiedyś gdzieś się poznał i czasem się spotykają”
— podkreślał.
W tym kontekście rozmówca Zero.pl skomentował również sprawę kontaktów Włodzimierza Czarzastego, omawianych na Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.
Druga osoba w państwie ma trwające od dłuższego czasu powiązania biznesowe, a może nawet towarzyskie, z Rosjanką z polskim paszportem, zatrudnioną w instytucji – Rosyjskim Domu Aukcyjnym – pośrednictwa sprzedaży majątku federalnego, w tym majątku rosyjskich służb specjalnych. To samo w sobie powinno budzić niepokój i zapalać polskiemu kontrwywiadowi czerwoną lampkę.
— nie miał wątpliwości gen. rez. Andrzej Kowalski.
Oprac. SC/Zero.pl
Wszystkie najnowsze artykuły znajdziesz na wPolityce.pl/najnowsze. Nie przegap!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/754799-wiceszef-bbn-o-polskich-sluzbach-usypiamy-wlasna-czujnosc
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.