Po ataku USA i Izraela na Iran i odwetowych działaniach reżimu w miniony weekend polscy turyści utknęli w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Dopiero po doniesieniach medialnych, gdzie Polacy skarżyli się na słabe lub wręcz znikome wsparcie ze strony służb dyplomatycznych i rządu, MSZ zaczęło rozsyłać wskazówki. Rzecznik rządu Adam Szłapka nie bardzo potrafił odpowiedzieć na pytania Bogdana Rymanowskiego na antenie Radia Zet. „To są wszystkie sprawy, które będziemy poprawiać”-stwierdził.
W sobotę 28 lutego MSZ przekazało komunikat od stojącego na czele tego resortu wicepremiera Radosława Sikorskiego.
Sytuacja zmienia się co chwilę. Mam nadzieję, że tym razem wszyscy doceniają, że od wielu tygodni apelowaliśmy, aby nie udawać się do krajów Bliskiego Wschodu i bardzo proszę o traktowanie tych ostrzeżeń poważnie
— brzmiała treść wpisu opublikowanego na portalu X.
A co z tymi, którzy z różnych powodów udali się do krajów Bliskiego Wschodu i po ataku na Iran oraz działaniach odwetowych utknęli np. w Abu Zabi? Polscy turyści skarżą się na brak kontaktu z placówkami dyplomatycznymi.
CZYTAJ TAKŻE: Polacy na Bliskim Wschodzie w potrzasku. PLL LOT odwołały rejsy do Rijadu i Dubaju. „Komunikujemy się z naszymi pasażerami”
Polacy utknęli m.in. w Abu Zabi
Onet opisuje historię pani Katarzyny z Wrocławia, która „wyruszyła z kolegą na wakacje na Sri Lance, jednak z planowo wydłużoną przesiadką w Abu Zabi”. 27 lutego dotarli do stolicy ZEA lotem Wizz Air z Katowic. Mieli tam wykupione dwa noclegi. W niedzielę 1 marca mieli wyruszyć na Sri Lankę, jednak linia Etihad odwołała loty po odwetowych atakach Iranu także na Abu Zabi.
To jest skandal, żeby tak się wypowiadała instytucja rządowa. Są różne sytuacje, dla nas na przykład to nie była lokacja docelowa
— komentuje komunikat MSZ pani Katarzyna w rozmowie z Onetem.
Wrocławianka jeszcze wczoraj przed południem zdana była na infolinię przewoźnika - emirackiej linii Etihad. Ta jednak odpowiadała tylko botem, w sposób nieodnoszący się do danej sytuacji.
Z linią lotniczą nie da się dogadać, a polska ambasada wysyła tylko ogólne maile, żeby kontaktować się właśnie ze swoim przewoźnikiem
— mówiła pani Katarzyna, zwracając uwagę, że ze swoim towarzyszem podróży planowała dotrzeć do ambasady, jednak z informacji dostępnych w sieci wynika, że budynek jest zamknięty.
Dopiero kilka godzin po doniesieniach medialnych o turystach, którzy utknęli na terenie ZEA, polskie MSZ zaczęło wysyłać pierwsze konkretne komunikaty.
Szłapka: MSZ robi, co się da
Na pytania o słabe lub znikome działania polskich służb dyplomatycznych odpowiadał na antenie Radia Zet Adam Szłapka, rzecznik rządu. Redaktor Bogdan Rymanowski cytował wiadomości nadsyłane od słuchaczy - m.in. niewymienionej z nazwiska Polki, która mieszkała w Dubaju, zwracającej uwagę, że ambasada „nigdy nie pomagała polskim obywatelom w sposób należyty”. Z kolei inna słuchaczka, pani Małgorzata, pytała „czy to jest normalne, że ambasada w obliczu wojny ma długi weekend”.
Jeszcze dzisiaj rano przed programem rozmawiałem z przedstawicielami MSZ. Resort pracuje tak, żeby wszyscy, którzy tego potrzebują, ten kontakt mieli
— powiedział rzecznik. Na uwagę dziennikarza, że „jednak służby dyplomatyczne nie pracują, odpowiedział:
Bo to są wszystkie sprawy, które trzeba będzie poprawić.
Ministerstwo Spraw Zagranicznych robi wszystko, co się da. Są uruchomione dodatkowe infolinie. Konsulowie pomagają na miejscu. (…) Rozmawiają z władzami ZEA, żeby pokryte były koszty dłuższego pobytu. Na wsparcie można liczyć
— zapewniał.
Szłapka zwrócił również uwagę, że sytuacja jest trudna, ponieważ w wiele miejsc na Bliskim Wschodzie nie da się dolecieć. Dlatego - jak podkreślił rzecznik rządu - najważniejszy jest spokój, bezpieczeństwo, śledzenie informacji MSZ, ale też śledzenie informacji miejscowych służb.
Na pytanie, dlaczego Polska nie może postąpić jak Czesi, którzy - jak zauważył dziennikarz Radia Zet - wysyłają cztery samoloty czarterowe po swoich obywateli do Omanu, rzecznik rządu stwierdził, że tego typu informacje wymagają weryfikacji.
Ponieważ w wiele miejsc nie da się dolecieć, a w przestrzeni publicznej pojawia się sporo informacji o tym, że jakieś poszczególne kraje wysyłają swoje samoloty, które są informacjami fejkowymi. I o takich sytuacjach słyszałem
— podkreślił rzecznik rządu.
Dopytywany o decyzję dotyczącą wylotu polskiego samolotu, Szłapka odparł, że z tego, co wie, to MSZ jeszcze takiej decyzji nie podjęło.
Kilkanaście tysięcy Polaków na Bliskim Wschodzie
Ilu Polaków mogło znaleźć się w takiej sytuacji? O to pytany był na antenie TVN24 wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki.
Takich szacunków, ile osób chce wrócić do kraju, nie mamy. Wiemy, że w regionie Bliskiego Wschodu, szeroko pojętego - od krajów Zatoki po Izrael, Liban, Jordanię - to jest kilkanaście tysięcy osób
— poinformował sekretarz stanu w MSZ.
Zaapelował też o rejestrację swojego pobytu w systemie Odyseusz. Zdaniem wiceministra, liczba Polaków którzy będą chcieli powrócić do kraju będzie rosła – między innymi ze względu na to, że niektórym z nich będą kończyły się pobyty.
Bosacki poinformował, że miejscowe władze Zjednoczonych Emiratów Arabskich - w których jak mówił, przebywa najwięcej Polaków - w porozumieniu z polską stroną zadeklarowały, że „każdy, komu się kończy pobyt w hotelu czy ośrodku wczasowym, będzie mógł na koszt miejscowych władz tam zostać”.
Już wczoraj widzieliśmy, przysyłano do nas takie zaświadczenia dla hotelarzy o tym, że dalszy pobyt jest na koszt władz Zjednoczonych Emiratów Arabskich
— mówił wiceszef MSZ.
Bosacki był też pytany, czy zdaniem resortu niektóre polskie placówki na Bliskim Wschodzie „nie stanęły na wysokości zadania”, co miało dotyczyć trudności z nawiązaniem kontaktu z konsulami. Wiceminister zaprzeczył takiej ocenie. Jego zdaniem problemy wynikły z tego, że „nagle tysiące osób próbuje się skontaktować z konsulami, których łącznie w krajach Zatoki jest kilkunastu”.
Chcę jasno powiedzieć, że oni wszyscy (konsulowie - PAP) od soboty, od godzin wczesnych, porannych do dzisiaj, bez przerwy pracowali
— podkreślił Bosacki.
Wiceszef MSZ podkreślił ponadto, że jeśli punkt przesiadkowy danych linii lotniczych jest zamknięty, to linie te „są zobowiązane do szukania innych tras”, a te – jak dodał - istnieją, choćby przez Egipt czy Turcję.
Pytany czy Egipt jest obecnie odradzaną przez MSZ destynacją, Bosacki podkreślił, że obecnie w tym kraju nie ma zagrożenia, jednak ze względu na sytuację zalecił „daleko idącą ostrożność”, a samo przylatywanie tam w tej chwili ocenił jako „nie do końca roztropne”.
Tam w tej chwili niebezpieczeństwa nie ma, natomiast mówię o takim fizycznym niebezpieczeństwie ataków dronowych czy rakietowych
— mówił Bosacki.
Natomiast z powodu całego tego zamieszania i natężenia tych, którzy chcą na przykład z Izraela przez Egipt wylatywać, z całą pewnością przylatywanie tam w tej chwili nie jest do końca roztropne, bo mogą być problemy z natężeniem ruchu lotniczego i z powrotem. Także zalecalibyśmy daleko idącą ostrożność, ale tak, jak mówię - zagrożenia fizycznego w tej chwili nie ma
— zaznaczył.
Niektórzy próbują przez Oman
Przestrzeni powietrznej nie zamknął Oman, dlatego część Polaków, zwłaszcza tych mieszkających lub przebywających w Dubaju czy Abu Zabi - zdecydowała się przedostać drogą lądową do tego kraju.
W mediach społecznościowych ludzie wymieniają się informacjami o możliwych przejazdach i sytuacji na granicy. Niektórzy liczą, że uda im się wylecieć
— informuje Onet.
Portal rozmawiał z panem Karolem - Polakiem mieszkającym w Dubaju, który zwrócił uwagę, że już teraz nie wszystkim udało się zrealizować ten plan. Nasz rodak zwraca uwagę, że aby drogą lądową przedostać się z ZEA do Omanu, konieczne jest dopełnienie kilku formalności.
Potrzebna jest przede wszystkim wiza. Ponadto samochód musi być zarejestrowany na kierowcę. Niektórzy nie mogli wjechać do Omanu, bo mieli wypożyczone auta
— zauważył pan Karol w rozmowie z Onetem.
Mimo że niebo nad Omanem i Arabią Saudyjską pozostaje otwarte i w tych krajach odbywa się ruch lotniczy, to wiele połączeń z lotnisk w Maskacie oraz w Dżuddzie jest odwołanych.
Polskie MSZ apeluje do naszych rodaków przebywających na Bliskim Wschodzie, aby nie zmieniali miejsca pobytu.
Sugerujemy pozostanie w miejscu schronienia, daleko od okien, posiadanie przy sobie dokumentów, potrzebnych leków. Są miejsca, które można opuścić inną drogą niż lądową — z Izraela można wyjechać przez Egipt
— przekazał rzecznik MSZ Maciej Wewiór.
Od niedzieli 1 marca działa dodatkowa infolinia +48 22 523 88 80, mająca stanowić wsparcie dla Polaków, którzy utknęli w krajach Bliskiego Wschodu.
Podsumowanie
Po atakach USA i Izraela na Iran oraz odwetowych działaniach Teheranu część polskich turystów utknęła w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, skarżąc się na utrudniony kontakt z placówkami dyplomatycznymi i brak konkretnego wsparcia ze strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach resort zaczął rozsyłać szczegółowe komunikaty i uruchomił dodatkową infolinię. Rzecznik rządu Adam Szłapka przyznał, że niektóre kwestie wymagają poprawy. Wiceminister Marcin Bosacki zapewniał, że konsulowie pracują bez przerwy, a władze ZEA deklarują pokrycie kosztów przedłużonego pobytu w hotelach. MSZ apeluje o ostrożność, śledzenie komunikatów i rejestrację w systemie Odyseusz, podkreślając, że sytuacja w regionie pozostaje dynamiczna.
PAP/Onet.pl/Joanna Jaszczuk
Wszystkie najnowsze artykuły znajdziesz na wPolityce.pl/najnowsze. Nie przegap!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/754459-polacy-utkneli-na-bliskim-wschodzie-turysci-ostro-o-reakcji-msz
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.